250 lat Konfederacji Barskiej cz.2

Burzliwe czasy konfederacji barskiej

Tu trzymali komendę kapitan grenadierów Metzler i porucznik de Trevi. Atakujących Rosjan rażono ogniem z dział i broni ręcznej. Mimo to przeszli fosy po przyniesionych tarcicach i zaczęli rąbać siekierami zasieki. Na pomoc oblężonym przyszła dragonia z fortecy. Gdy ogień armatni uniemożliwił atak konnicy, wówczas do walki wkroczyła piechota i strzelcy wraz z dragonami spieszonymi. Wzięto do niewoli 23 żołnierzy rosyjskich, a wielu  nich poległo. Dwa ponowne ataki na Winnicę były już dokonane z mniejszym impetem i łatwo zostały odparte. Ostatecznie śmiały wypad konfederatów z fortecy pod wodza majora Wąsowicza zmusił wroga do ustąpienia w chwili, gdy kilkudziesięciu grenadierów moskiewskich podeszło potajemnie od strony Wisły i zaczęło podkopywać zasieki.  Oprócz kilku zabitych Rosjanie pozostawili konfederatom broń, a nawet pieniądze. Nieprzyjaciel odpędzony z Winnicy próbował jeszcze zająć redutę na Szpitalce. Trzymająca ten szaniec Dragonia Walewskiego odparła wroga przy pomocy ognia artyleryjskiego. Ostatecznie atakujący musieli odstąpić, straciwszy wielu zabitych i rannych, a 23 dostało się do niewoli. Konfederaci stracili w tej obronie 1 podoficera i 6 szeregowców, 35 zostało rannych, w tym 2 oficerów francuskich […].

Oebschelwitz, chcąc wykazać Branickiemu nieudolność w dowodzeniu, zarządził – wbrew rozkazom warszawskim  - ponowny atak na Tyniec w nocy z 1 na 2 października. Jego siły zostały wzmocnione przez kilkuset spieszonych ułanów i tyluż dragonów Branickiego oraz przez 3 inne szwadrony ułanów królewskich. Z garnizonu krakowskiego otrzymał 2 roty piechoty i 2 armaty. Jednakże i do Tyńca przybyły nowe posiłki z Lanckorony w sile 150 jazdy, 200 piechoty i 4 dział. Atak Oebschelwitza był bardzo dokładnie przygotowany. Cała moskiewsko-królewska armia przybyła pod Tyniec okrężnym marszem przez Swoszowice i Skawinę. Uprzednio obsadzano przesmyk między Skawiną a Tyńcem, aby uniemożliwić konfederatom wycieczki z poza murów. 3 szwadrony królewskich dragonów stały na czatach by nie dopuścić pomocy z Lanckorony. 4 szwadrony kawalerii rosyjskiej i 90 grenadierów umieszczono koło armat. Kozacy i ułani zaczaili się po lasach. 300 członków piechoty miało atakować dwiema kolumnami, a 180 żołnierzy zostawiono jako rezerwę. Pod osłoną wzgórz piechota ruszyła do ataku, niosąc drabiny, siekiery, worki itd. Jednak cały ten popis taktyczny zakończył się jeszcze większym niepowodzeniem niż atak Branickiego. Cała załoga tyniecka otworzyła ogień z dział i broni ręcznej, obie kolumny atakujące padły na ziemię, rzucając broń i sprzęt oblężniczy. Oebschelwitz próbował bezskutecznie zmusić piechotę do ataku posyłając odział żołnierzy stojących w odwodzie. Nie poskutkowały nawoływania oficerów, bicie, nawet kłucie żołnierzy. Oebschelwitz musiał zarządzić odwrót. Cała akcja trwała zaledwie pół godziny. Przezorna piechota tym razem straciła zaledwie 7 rannych i 4 zabitych, pozostawiwszy sprzęt obronny, widły drągi itd., które potem zniesiono do twierdzy tynieckiej. Samych worków ze szczeciną zebrano kilka wozów. Podczas tych ataków konfederaci spalili we wsi pozostałe domy stojące koło klasztoru.

Po raz trzeci w tym roku zaatakowano Tyniec 9 listopada. Szturm przypuszczano ze wszystkich stron, tzn od strony wzgórz tynieckich i od strony Piekar. Zacięta walka trwała przez cały dzień, ale atakujący musieli odstąpić. Nie udała się także próba wciągnięcia obrońców twierdzy w zasadzkę. Były to już ostatnie działania wojenne pod Tyńcem przed zimą 1772 r. Odparcie ataków wojsk moskiewskich i królewskich oraz względny spokój, jaki po nich nastąpił, pozwoliły Francuzowi Choisy’emu, komendantowi twierdzy w Tyńcu, na przygotowanie słynnej wyprawy na Wawel.

Po zajęciu zamku krakowskiego Suworow wysłał pod Tyniec ok. 6000 wojska, które rozmieszczone po okolicznych wioskach (Piekary, Rączna, Śmierdząca, Ściejowice) zabierało żywność, furaż itd. Z folwarków klasztornych i od chłopów. Oblężonym udało się w ostatniej chwili pościągać bydło od wieśniaków z Tyńca, Sidziny, Kostrza oraz z folwarku klasztornego. 17 maja rozpoczęło się oblężenie Tyńca, którym dowodził osobiście Suworow, otoczywszy uprzednio twierdzę ze wszystkich stron. […] W dniu 27 maja Rosjanie rozpoczęli ostrzeliwanie Tyńca z ciężkich dział ustawionych na wzgórzach od strony Piekar i na Grodzisku, nawet kulami ognistymi, celem zniszczenia wałów, murów i dachów fortecy. Ostrzeliwanie to trwało 15 dni. Pomyślną dla obrońców była okoliczność, że Suworow nie otrzymał z Prus armat burzących. Chcąc zmusić oblężonych do poddania się, przypuszczał on często szturmy, ale obrońcy ciągle odpierali je z wielkimi stratami dla atakującego wojska. W czasie jednego ataku konfederaci dopuścili nieprzyjaciela bardzo blisko klasztoru, prawie pod same mury i otworzyli ogień z kartaczy sporządzonych z posiekanych krat okiennych, czyniąc wielkie spustoszenie wśród nacierających żołnierzy.

Wobec przeciągającego się oblężenia wśród załogi tynieckiej zaczęła się dezercja, a nawet próby zdrady. Tuż przed rozpoczęciem oblężenia z Tyńca zbiegł do Krakowa oficer Keyser, zastępca komendanta artylerii, I. Tomaniewicza Zbieg zdradził Moskalom, gdzie konfederaci mają składy z prochem, amunicją i zapasami żywności, a także zapewnił ich, że zdobędą Tyniec podstępem w ciągu 2 tygodni. Mając w Tyńcu znajomych, szczególnie swojego rodaka Kellera, namawiał go listownie do zagwożdżenia dział, obiecując znaczną nagrodę od Rosjan. Listy te przynosiła do Tyńca stara kobieta wraz z żywnością, którą sprzedawała tylko Kellerowi. To ściągnęło na niego podejrzenie innych oficerów i zaczęto go obserwować, a następnie aresztowano. Śledztwo wykazało istotnie jego zdradę, wobec czego 25 maja został on stracony, razem ze swoim wspólnikiem, na górze Winnica. Przyglądało się tej egzekucji carskie wojsko, stojące na drugim brzegu Wisły. Teraz konfederaci strzegli bardzo swych składów amunicji i oczekiwali nowych ataków. Gdy zawiodły próby zdrady, oblegający ponowili bombardowanie klasztoru i kościoła kulami ognistymi. Szczególnie celowano w te miejsca, gdzie według zeznań Keysera miała być amunicja.

Niedługo Moskale znowu spróbowali zdrady. 9 VI, w drugi dzień Zielonych Świąt, przyszedł do klasztoru poddany benedyktynów Michał Ścibora, niby przestrzegając przed zamierzonym pożarem. Wszedł on potajemnie do kościoła i podłożył ogień, który, długo nie zauważony, wyrządził poważne szkody. W tym samym czasie bombardowano kościół i klasztor granatami i pociskami  zapalnymi . Wskutek tych działań na wzgórzu tynieckim wybuchnął olbrzymi pożar. Spłonęły wówczas obie wieże pokryte miedzią, wraz z czterema dzwonami i zegarem, dach miedziany na kościele, dachy na opatówce i na budynkach klasztornych. Runął także mur od strony Wisły, osłaniający klasztor od ognia artyleryjskiego, a z budynku, zwanego „starostwem” , pozostały tylko fundamenty. W czasie tego pożaru ostrzeliwano załogę, usiłującą gasić ogień. Suworow przypuszczał, że wybuch magazynu z prochem wskutek ognia spowoduje jeszcze większe zniszczenie fortecy tynieckiej. Jednakże zarówno amunicja, jak i żywność, były dobrze przez załogę strzeżone. Szczęśliwie nie było także śmiertelnych ofiar wśród obrońców Tyńca. […]

Po odrzuceniu przez obrońców Tyńca pierwszej propozycji kapitulacji przybyli do klasztoru 15 IV 1772 oficerowie austriaccy wraz z moskiewskim podpułkownikiem Michelsonem z ponownym żądaniem, by garnizon skapitulował na rzecz Suworowa, a ten z kolei przekażę twierdzę gen. d’ Altonowi. […]

Podczas tych pertraktacji próbowano zająć fortecę zdradą. […]

W czasie tych wypadków wojska austriackie podeszły pod Tyniec, w pobliże wojsk carskich, nie podejmując jednak żadnej akcji. Suworow już nie atakował fortecy, by nie tracić ludzi. Strzelano tylko codziennie z dział,  przez co postały dalsze wyłomy w murach i zniszczenia w budynkach. Tym sposobem Rosjanie chcieli zmusić garnizon tyniecki do poddania się. Suworow chciał koniecznie zdobyć klasztor i czuł się osobiście dotknięty faktem, że załoga jest skłonna poddać się Austrii, a nie Moskwie. Aby pozbawić konfederatów wszelkiej nadziei na zdobycie żywności, polecił swojemu wojsku zmusić chłopów tynieckich do koszenia zboża na pobliskich polach jeszcze przed nadejściem właściwych żniw. […]

Wysłany przez załogę tyniecką wieśniak przyprowadził 1 lipca, ścieżką pomiędzy Grodziskiem a bagnami nad Wisłą, 3 żołnierzy austriackich celem lepszego rozpoznania sytuacji konfederatów. W nocy z 3 na 4 lipca sprowadzono dalszych huzarów, którymi dowodził oficer Gosttandl. W DNIU NASTĘPNYM KOMENDANT Wilkoński wraz z całym garnizonem tynieckim poddali się Austrii wobec tegoż Gosttandla. Oczywiście przekazanie Tyńca wojsku austriackiemu oznaczało oddanie się w niewolę austriacką i zabór tych terenów przez Austrię. […]

Mimo wejścia do twierdzy tynieckiej pierwszego oddziału austriackiego Suworow nadal oblegał klasztor, uważając, że są tam konfederaci, a nie wojsko cesarskie. Zresztą zatarg między wojskami carskimi a austriackimi miał głębsze podłoże. Wojska Moskiewskie nie chciały ustąpić z Wieliczki po wkroczeniu tam Austriaków 9 czerwca 1772 r. […] Gdy Suworow nadal nie odstępował od Tyńca, gen. d’Alton zarządził marsz swojego wojska na Tyniec i na obóz moskiewski. Suworow, widząc się otoczonym przez wojska, austriackie, nakazał ewakuację swego wojska i wycofał się do Krakowa.

Ostatecznie wojsko austriackie weszło do twierdzy tynieckiej o godz. 2 w  nocy z 12 na 13 lipca 1772 r. […] Konfederaci poddali całą fortecę i uzbrojenie, tj. 6 armat spiżowych, 30 armat żelaznych, 300 kul armatnich, ponad 150 cetnarów prochu strzelniczego, ołowiu itd. Sami, zabrawszy swoje rzeczy, z wyjątkiem broni, wyszli wolno. Z twierdzy wyszło 528 ludzi wraz z komendantem Wilkońskim i oficerami. Podczas ostatniego oblężenia umarło 150 ludzi, uciekło 30, rozstrzelano 2 i 1 powieszono. Austriaccy żołnierze odprowadzili konfederatów do swego obozowiska za Skawiną, by ich uchronić przed ewentualnym pościgiem ze strony wojsk carskich. […]

Zaraz po zajęciu Tyńca przez konfederatów wszyscy mnisi aktualnie związani z opactwem przebywali na miejscu. Byli tu także klerycy, gdyż benedyktyni tynieccy mieli u siebie studium filozofii i teologii. Z początku życie w klasztorze przebiegało normalnie. Na kapitule 24 IV 1771r. (zebranie wszystkich mnichów chórowych) opat Florian Amand Janowski zalecił mnichom pozostawanie w swych celach, zachowywanie milczenia i pilną obserwację życia zakonnego. Przypominał o obowiązku uczestniczenia w chórze i recytacji oficjum, nawet gdyby musieli zmienić miejsce pobytu. Kładł nacisk na modlitwę, szczególnie w kościele i po celach. Kapłani mieli zalecenie odmawiania podczas każdej mszy św. specjalnej modlitwy o odwrócenie nieszczęść. Po godzinie kanonicznej zwanej „prima” miano śpiewać hymn i modlitwę do św. Benedykta, a wieczorem, po komplecie, litanię do Matki Bożej i Pod Twoją obronę. […]

Oficerowie konfederaccy po zajęciu Tyńca na fortecę rządzili się w opactwie jak u siebie w domu. Wkrótce przywieziono do fortecy kobiety ze służącymi, rodzinami, pannami służebnymi, umieszczając je po celach zakonnych, nie zważając na klauzurę. Obecność wojska, a przede wszystkim kobiet, musiała się ujemnie odbić na dyscyplinie zakonnej pozostałych w Tyńcu Benedyktynów. Na ostatniej kapitule 4 marca 1771 r. (następna odbyła się 3 VIII 1772 r.) podprzeor napominał stanowczo wszystkich mnichów do przestrzegania listownych zaleceń opata Janowskiego by unikać wszelkich kontaktów z wojskiem i osobami świeckimi i karcił ich z powodu zaniedbań przepisów Reguły i obserwancji zakonnej. Ponownie zalecał pilne uczestniczenie w chórze i zachowywanie klauzury. Jednego z braci zobowiązał do usprawiedliwienia się przed opatem z powodu długiej, nielegalnej nieobecności.

Podczas walk konfederatów na wzgórzu tynieckim chór zakonny przeniesiono z kościoła do przeorstwa, usytuowanego od strony południowo-wschodniej, obok kościoła. Tam zakonnicy recytowali swoje oficja mnisze. W kościele także odbywały się nabożeństwa i odprawiano msze św.  Podczas bombardowania w czerwcu 1772 roku podczas nabożeństwa wpadł do kościoła pocisk, nie wyrządzając jednak większej szkody. W tym kościele zawierali też konfederaci związki małżeńskie, tu zaopatrywano chorych, przy czym konfederaci mieli swojego kapelana, kapucyna. Podczas bombardowań i ataków na klasztor żaden z zakonników nie został zabity, tylko jeden został ranny. Natomiast trzech zakonników zmarło wskutek zarazy, jaka wybuchła w twierdzy w 1771 r. […]

Po kapitulacji konfederatów i przejęciu twierdzy przez wojska austriackie benedyktyni powrócili do swego opactwa. Z początku nie było to jeszcze życie zupełnie normalne, gdyż przez jakiś czas wzgórze tynieckie zajmował garnizon austriacki. Najważniejszym zadaniem jakie stanęło teraz przed gospodarzami, była odbudowa zniszczonego kościoła opackiego i budynków klasztornych. Na pierwszej kapitule generalnej po oddaniu twierdzy Austriakom, odbytej 3 VIII 1772 r., mnisi tynieccy zgodnie postanowili przystąpić do odbudowy opactwa. W tym celu zaciągnęli u swego opata pożyczkę w wysokości 1000 fl., wydzierżawiając na spłatę tej sumy część dóbr klasztornych **.

Opat Janowski postanowił zatem odbudowę, jakby wszystko miało wrócić do dawnego stanu. Decyzja ta była prawdziwie heroiczna. Jedna z ówczesnych rycin przedstawia ruinę klasztoru tynieckiego bezpośrednio po jego kapitulacji. Wszystkie dachy strawił pożar, widać też znaczne ubytki w murach. Ze strony zachodniej, wystawionej na bombardowania, zniszczenia były jeszcze większe. Zachowały się jednak wnętrza, np. wnętrze kościoła i niższe kondygnacje klasztoru.

Janowski podjął pracę z energią budzącą podziw. Zorganizował i sfinansował odbudowę klasztoru, obu kościołów i wsi. Na wzgórzu klasztornych odbudowano zasadniczo wszystko, z wyjątkiem ściany zachodniej i tzw. starostwa. Trzeba było to wszystko przykryć dachem i urządzić. Zasługi Janowskiego przy odbudowie własnej rezydencji upamiętnienia marmurowa tablica z odpowiednim napisem nad wejściem od dawnego zamku – opatówki. Obok stojący kościół zyskał za jego czasów nową postać  - jak powiadano  - okazalszą niż kiedykolwiek. Bryłę zwieńczyły dwie smukłe wieże, widoczne z okolicznych wzgórz. O ile dziedziniec i wnętrza klasztoru straciły wiele ze swego dawnego piękna, o tyle całość wydatnie zyskała. Odezwały się glosy podziwu. Artyści, m. in. Jan Nepomucen Głowacki, wielokrotnie malowali Tyniec. Obrazy te, rysunki  - jak również plany i opisy – informują dość rzetelnie o wyglądzie całości. Ukazują również najbliższe otoczenie opactwa. Przed bramą stał więc budynek, w którym zapewne urządzono szkołę, internat dla chłopców i mieszkania dla nauczycieli. U podnóża Austriacy wznieśli komorę celną. Wszak Wisła wyznaczyła granicę. Podjęto pracę na wzgórzu klasztornym, wieś zaludniała się ponownie, funkcjonowało gospodarstwo, parafia, szkoły.

 

Źródło: O.Paweł Szczaniecki OSB, O.Marian Kanior OSB, Tyniec w legendzie, literaturze i na starej fotografii, TYNIEC Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2008

 

 

Sieci społecznościowe

Tagi