Bankowość: kryzys z premedytacją

Wydawałoby się, że po kryzysie subprime, który kosztował świat biliony dolarów, przyjdą radykalne reformy, aby zapobiec takim wydarzeniom w przyszłości. Tymczasem tych, którzy zawinili, nie tylko nie ukarano, ale wręcz ich nagrodzono. Cierpią zaś niewinni, np. ciułacze. I przygotowuje się grunt pod kolejny kryzys. Jak to możliwe?

Ekonomiści Charles Calomiris i Stephen Haber w swej nowej książce tłumaczą, że szukanie winnych to strata czasu. Problem stanowi system finansowy, który sprzyja coraz bardziej nieodpowiedzialnemu zachowaniu. Jednak elity polityczne świata nie próbują go zmienić, bo ucierpiałyby na tym ich własne interesy. Najpotężniejsi finansiści zawierają skomplikowane umowy z koalicjami największych sił politycznych. Bankierzy finansują działania polityków, a w zamian zyskują ochronę przed ryzykiem i możliwość maksymalizacji zysków. Koszty ponoszą podatnicy.

Źródła kryzysu subprime to aktywistyczne ugrupowania i sponsorujący je politycy, oraz liberalizacja prawnych ograniczeń bankowości. Banki potrzebowały liberalizacji, aby rosnąć i mieć większe zyski. Lecz nie mogły tego osiągnąć bez wsparcia politycznego. Pomogli im lewicujący aktywiści, w zamian za udostępnienie kredytów biedakom.

Kongres wyznaczał kolejne cele, wymagające od banków udzielania pożyczek ludziom o niskich dochodach. Aby temu sprostać, banki musiały obniżyć standardy.

Jak piszą Calomiris i Haber, w 1990 r. kredytobiorca potrzebował 20% wkładu własnego, dobrego ratingu kredytowego, zaświadczenia o stabilnym zatrudnienia i odpowiedniego dochodu, aby uzyskać bezpieczny kredyt hipoteczny o stałym oprocentowaniu. W 2003 r. wystarczył już 3% wkład własny i deklaracja o dochodach, aby dostać ryzykowną pożyczkę o zmiennym oprocentowaniu.

Zaniżone standardy nie dotyczyły tylko biedaków. Miliony amerykańskich rodzin wzięły kredyty hipoteczne, na które nie było ich stać. Ceny nieruchomości szły w górę, więc wszyscy wierzyli, że, w razie czego, sprzedadzą je z zyskiem.

Im większa była skala tego zjawiska, tym bardziej rosło ryzyko. Wreszcie - bańka pękła, ale była już tak duża, że eksplozja niemal zniszczyła światowy system finansowy. Katastrofę zażegnano wyłącznie dzięki bezprecedensowym działaniom rządów i banków centralnych.

Kryzys kredytów subprime to szczególnie widowiskowy przykład skutków „porozumienia” polityków i bankierów, ale nie jedyny.

Do połowy XX w. tylko bankierzy ponosili koszty upadku banków, ale potem regulatorzy i politycy zaczęli je przerzucać na podatników. W latach 1970-2011 średnia cena ratowania banków przed skutkami ich błędów wynosiła 7% PKB. W zbliżonym okresie, straty w produkcji gospodarczej, wynikające z kryzysów, sięgały średnio 23% PKB.

Zdjęcie odpowiedzialności z bankierów zachęca ich do nierozsądnych zachowań, a zdjęcie jej z udziałowców i deponentów osłabia kontrolę. Regulacje nie pomagają, ponieważ banki zawsze stać na ekspertów sprytniejszych od biurokratów, a politycy nie popierają regulatorów, gdyż jest to sprzeczne z ich własnymi interesami.

Aby zapobiec powstawaniu toksycznych porozumień między bankierami i politykami, potrzebne są następujące reformy:

1. Kary za słabe zarządzanie ryzykiem ponoszą osoby odpowiedzialne (bankierzy) i ci, którzy decydują się to finansować (udziałowcy, obligatariusze, deponenci). Im większa pewność, że głupie zachowanie będzie się wiązało z osobistymi stratami, tym mniejsza potrzeba regulacji.

2. Elity polityczne muszą w przejrzysty sposób finansować cele socjalne, aby nie mogły ukrywać kosztów i tego, kto ostatecznie za to płaci.

3. Banki mają wystarczający kapitał, aby mogły finansować swoje ryzykowne działania, a także – konkurują ze sobą. Szczególne ważne jest upewnienie się, że oficjalna polityka, jak polityka łatwych pożyczek, nie daje przewagi megabankom, których potencjalny upadek byłby szczególnie szkodliwy dla społeczeństwa.

4. Przeprowadzana jest okresowa, publiczna ocena banków, sprawdzająca, czy nadal sensowne jest udzielanie im takich przywilejów, jak ochrona przed konkurencją.

Jednak Calomiris i Haber ostrzegają, że reforma nadzoru bankowego nie będzie łatwa. Bankowość jest z natury złożona, a ponadto, dominujące koalicje polityczne „sprawiają, że większości wyborców trudno się zorientować, co się naprawdę dzieje”.

Reformy wprowadzone po kryzysie subprime niewiele osiągnęły, jeśli chodzi o „powstrzymanie banków od nadużywania systemu regulacji kapitałowych w celu maskowania ryzyka, czy ukrócenie programów ratunkowych dla instytucji zbyt dużych, by mogły upaść”.

 

Sieci społecznościowe

Tagi