Jak leczyć samego siebie

Jeśli postrzegasz chorobę jako możliwość, zapadając na zdrowiu, możesz zapytać siebie: „No dobrze, czego mogę się nauczyć dzięki tej chorobie? Czemu mam się przyjrzeć w pierwszej kolejności?”.

Kiedy zacząłem współpracę z grupą Wyjątkowi Chorzy Na Raka, zauważyłem, że wielu jej członków żyje dłużej, niż spodziewali się lekarze. Chciałem wiedzieć, dlaczego tak jest. Zacząłem prowadzić obserwacje i zadawać pytania. Zorientowałem się, że ci, którzy byli w stanie dłużej przeżyć, zwracali większą uwagę na swoje uczucia. Ich ciała zyskiwały na tym, że wyrażali swoje emocje, podejmowali mądre decyzje i dążyli do większego uduchowienia. Zmiany fizyczne były skutkiem ubocznym transformacji życia.

Lekarze nazywają najbardziej spektakularne uzdrowienia „spontanicznymi remisjami”. Odkąd w ten sposób zaszufladkowaliśmy ludzi, którzy doświadczają tego typu zjawisk, niczego już się od nich nie uczymy. Jednak nie możemy ignorować tych niezwykłych sukcesów w walce z chorobą. Zagraża nam nadzwyczaj dużo schorzeń, a w miarę, jak świat się „kurczy”, lista niebezpieczeństw, na które jesteśmy narażeni, robi się coraz dłuższa. Musimy się uczyć od ludzi, którzy odzyskują zdrowie, albo je zachowują.

W powieści „Oddział chorych na raka” Aleksander Sołżenicyn pisał o „samoleczeniu”. To o wiele lepsze określenie, niż „spontaniczna remisja”. Jako symbol leczenia, Sołżenicyn wybrał tęczowego motyla. Motyl reprezentuje przemianę, a tęcza - wszystkie nasze uczucia. Jeśli mamy zostać uzdrowieni, musimy dać się dotknąć motylowi zmiany i emocjonalnego rozwoju.

Jeden z ponurych pacjentów z „Oddziału chorych na raka” reaguje na rozmowy o samoleczeniu następującym zarzutem: „Przypuszczam, że trzeba mieć do tego czyste sumienie”. Ma rację. Kiedy wykonasz pracę niezbędną, by oczyścić sumienie, odzyskasz radość życia, a fizjologia optymizmu korzystnie wpłynie na twoje zdrowie.

Jeśli jesteś chory albo dotknie cię jakieś inne nieszczęście, możesz zacząć samoleczenie, podążając ścieżką, którą wydeptali już inni. Wybacz sobie i bliźnim, żyj z wiarą, nadzieją i miłością, a zobaczysz rezultaty w życiu własnym i tych, na który oddziałujesz. Pamiętaj, że sukces i uzdrowienie odnoszą się do tego, co robisz ze swoim życiem, a nie tego, jak długo udaje ci się wymykać śmierci.

W jaki sposób należy podchodzić do swej choroby? Moją radę można ująć w trzech słowach: akceptacja, wycofanie się i poddanie. Niedoświadczonego wojownika, przed którym są pierwsze bitwy, te trzy słowa mogłyby przerazić. Lecz ci, którzy zastosowali tę taktykę, odnieśli wielkie zwycięstwa.

Musisz pogodzić się ze swoją sytuacją, jeśli chcesz uzyskać moc, by ją zmienić. Nie chodzi o to, że należy się zgodzić na jakiś konkretny wynik choroby. Trzeba zaakceptować to, że ona istnieje i dotknęła właśnie ciebie. Kiedy już pogodzisz się z myślą, że choroba lub jakieś inne nieszczęście stały się częścią twojego życia, możesz zebrać siły, aby je z niego wyeliminować albo zmienić. Jeśli będziesz unikać myślenia o problemie, próbować go wyprzeć albo poddasz się poczuciu beznadziei, nie będziesz mieć wpływu ani na ten problem, ani na swoje życie.

Akceptacja własnej sytuacji nie musi oznaczać pogodzenia się z czyjąś prognozą na temat tego, co się z tobą stanie. Nikt nie zna twojej przyszłości. Nie zakładaj, że na pewno umrzesz za trzy tygodnie albo sześć miesięcy, bo tak mówią statystyki. Lepiej już całkowicie wyprzeć chorobę, niż przyjąć prognozę, która brzmi jak wyrok śmierci. Jednak najlepsza droga, to pogodzenie się z problemem, a zarazem - odrzucenie cudzych przewidywań na temat tego, jak twoja sytuacja się rozwinie. Statystyka i los jednostki to dwie różne rzeczy.

Gdy mówię „wycofanie się”, nie mam na myśli ucieczki w obliczu przeważających sił wroga. Wycofanie się oznacza dla mnie udanie się do cichego miejsca, w którym mogę być świadom własnych myśli i odczuć. To ciche miejsce może znajdować się gdziekolwiek; prawdziwe źródło spokoju i wyciszenia kryje się we mnie. Wycofując się, odsuwam od siebie wszystkie wymogi życia, lecz jednocześnie - dla siebie i bliskich jestem w pełni żywy. Nie zawsze uciekam samotnie. Mogę zabrać ze sobą tych, których kocham, abyśmy mogli zregenerować siły i przygotować się na stawienie czoła życiu, gdy minie okres naszego oddalenia się. Po powrocie jesteśmy już gotowi walczyć o życie. Gdy pięcioro naszych dzieci było małych, razem z Bobbie, moją żoną, regularnie się wycofywaliśmy. Potrzebowaliśmy czasu i przestrzeni na uzdrowienie i odnowę.

Gdy już pogodziłeś się z losem, wycofałeś i przygotowałeś do walki, jesteś gotów się poddać. Jednak znów, nie chodzi o uleganie wynikom, tylko wydarzeniom. Tak dużo energii marnujemy na walkę z tym, co jest wpisane w naturę życia. Pogódź się z tą naturą i poddaj się jej. Kiedy to zrobisz, odnajdziesz spokój. Gdy odnawiamy naszą energię, przestajemy walczyć z rzeczami, nad którymi nie mamy kontroli i wtedy możemy zacząć budować swoje życie. Poddanie nie oznacza nicnierobienia, tylko robienie tego, co należy.

Kiedy poddajesz się chorobie, kontynuujesz terapię, badasz swoje odczucia, naprawiasz swoje relacje i wykonujesz resztę uzdrawiającej pracy. Ale kiedy tak pracujesz, mówisz: „Twoja wola będzie spełniona”, a nie „Moja wola będzie spełniona”. Przyjmij ból, strach i zmartwienie, a będziesz w stanie zachować miłość, nadzieję i radość życia. Jak w modlitwie o odzyskanie spokoju serca, powierz to Bogu i odpocznij.

 

Na podst. How to Heal Yourself, Bernie Siegel, fragmenty książki „Prescriptions for Living” („Recepta na życie”), www.shareguide.com

Sieci społecznościowe

Tagi