250 lat Konfederacji Barskiej cz.1

Burzliwe czasy konfederacji barskiej

W siedemdziesiątych latach XVIII wieku, w związku z walkami konfederatów barskich opactwo tynieckie zostało tak umocnione, że przylgnęło doń określenie „forteca”. Ponownie musiało wytrzymać oblężenie wojsk moskiewskich,  ale uległo zniszczeniu, po czym odbudowano je w ciągu kilkunastu lat.

Fortyfikacja Tyńca […] miała swe uzasadnienie w naturalnym ukształtowaniu terenu. […]

Dzięki takiemu położeniu i naturalnemu ukształtowaniu terenu dobrze oceniali strategiczne znaczenie Tyńca zarówno przywódcy konfederacji barskiej, jak i strona przeciwna.  Dumouriez, snując plany opanowania Krakowa z przeznaczeniem go na stolicę dla Generalności, radził ufortyfikować przede wszystkim Tyniec, jako fortecę stanowiącą punkt oparcia wszystkich wojennych ruchów konfederacji, miejsce, gdzie miano organizować wojsko i przechowywać zasoby wojenne. Stąd miały ruszać wszystkie wyprawy wojenne i tu konfederacji mieli znajdować schronienie w razie niespodziewanych ataków nieprzyjaciela. Tyniec stanie się także, później osłoną siedziby werbunkowej Generalności w Białej na Śląsku.

Bardzo dobrze rozpoznał znaczenie strategiczne Tyńca Branicki, pisząc do posła moskiewskiego w Warszawie, Salderna : „…bez zdobycia Tyńca ani Kraków, ani Wieliczka nie będą bezpieczne”.  W istocie zajęcie Tyńca przez konfederatów dawało im możność panowania nad okolicą , zarówno nad transportem kołowym, jak i wodnym. Jakiś korespondent z Warszawy, pisząc o ściąganiu wojska moskiewskiego z Ukrainy, Podola i Wołynia pod Kraków, podkreślał, że dowództwu rosyjskiemu najbardziej zależy na zdobyciu Tyńca. […]

W wyniku realizacji postanowień Rady wojennej o fortyfikacji kilku miejsc na terenie Małopolski przystąpiono niebawem do umocnienia Tyńca. Dnia 18.IV.1771 r. wieczorem przybył tu pułkownik Przyłuski, syn marszałka czernichowskiego, na czele 60-osobowego oddziału dragonów. Przyłuski, nie chcąc budzić podejrzeń zakonników, oddział swój zostawił w miejscowej oberży, a sam zgłosił się do opactwa z prośbą o nocleg. Na drugi dzień około południa zjawili się w klasztorze naczelnicy konfederacji: Michał Walewski, podówczas konsyliarz sieradzki, Józef Miączyński, marszałek bielski, oraz ks. Sapieha wraz z oficerami Polakami i Francuzami. Prawdopodobnie przybył tu także sam K. Dumouriez, gdyż już 20 IV tegoż roku pisał do Duranda, ambasadora francuskiego w Wiedniu, że osobiście pracował przy fortyfikacji Tyńca, który pozwoli mu zaplanować nad biegiem Wisły aż do Krakowa.

Goście w rozmowie z opatem tynieckim, Florianem Amandem Janowskim, wyjawnili mu cel swego przybycia, oświadczając, że polecenia Generalności zajmują Tyniec na fortecę. Zebrani na naradzie zakonnicy pod przewodnictwem opata Janowskiego, widząc zagrożenie klasztoru, wypowiedzieli się stanowczo przeciw temu projektowi. Gdy nie pomogły perswazje ustne, spisano protokół, zamieszczając w nim spis powodów, dla których zakonnicy nie zgadzają się fortyfikowanie klasztoru, a mianowicie: szczupłość miejsca na wzgórzu, groźbę zniszczenia budynków klasztornych i kościoła, a przede wszystkim niebezpieczeństwo dla życia zakonników i dezorganizację ich życia zakonnego.  Mimo to jednak M. Walewski w imieniu konfederatów oświadczył stanowczo, że postanowienie Generalności jest nieodwołalne. Przyrzekał natomiast uroczyście, że wszystkie straty, wyrządzone zarówno przez wojska własne,  jak i przez nieprzyjaciela , zostaną wyrównane. Ręczył także za bezpieczeństwo opactwa i konwentu.

Przybyli oficerowie francuscy przystąpili od razu do pomiarów wzgórza. Spędzono chłopów z Tyńca i okolicy z narzędziami i kazano im ścinać drzewa w ogrodzie klasztornym i okolicznych lasach, kopać doły, budować wały obronne itd. Dziennie pracowało do 200, a nawet więcej ludzi, których zmuszano do pracy także w niedziele i święta. Robotami fortyfikacyjnymi kierowali inżynierowie francuscy […].

Naturalną obronność Tyńca należało jeszcze wzmocnić przez mury obronne i umocnienia ziemne. Dokładny obraz tych fortyfikacji przedstawiają plany Tyńca z tego okresu. Przede wszystkim uzupełniono i wzmocniono mury obronne średniowiecznego zamku, usytuowanego w północno-zachodniej części wzgórza, zaopatrując je w strzelnicę. Górny poziom wzgórza, gdzie stały zabudowania, ufortyfikowano sztucznie przy pomocy skarp i nasypów ziemnych oraz bastionów.

Ten system fortyfikacji obejmował  całą górną krawędź wzniesienia od strony południowej, wschodniej i częściowo północnej. Na krawędzi nasypu wznosiły się parapety, a w narożnikach od strony wschodniej sterczały ostrym kątem bastiony dla stanowisk artyleryjskich. Północną stronę góry i narożnik domu opackiego ochraniała ziemna skarpa,  zaopatrzona także w bastiony z parapetem i strzelnicami. Miała ona stanowić zabezpieczenie dla przewozu na Wiśle, znajdującego się u podnóża wzgórza.

Poniżej pierwszego systemu fortyfikacji wzgórze tynieckie otaczał z trzech stron mur obronny z otworami strzelniczymi. Od strony południowej był on wzmocniony trzecim murem, z okrągłą basztą pośrodku. Mur obejmował browar i budynki gospodarcze stojące u podnóża wzniesienia klasztornego. Trzeci rodzaj fortyfikacji stanowiły rowy i wały ziemne idące równolegle do muru  obronnego z trzech stron wzgórza.

Celem lepszego zabezpieczenia się przed nieprzyjacielem ufortyfikowano także najbliższe wzgórza. Niewielki szaniec zbudowano od strony południowej na wzniesieniu zwanym Szpitalka. Miał on charakter przyczółka artyleryjskiego. Dużo większą redutę zbudowano na wzgórzu od strony północno-wschodniej , na Winnicy miała połączenie z klasztorem. Mogła pomieścić od 160 ludzi załogi i kilka dział.

Dzięki naturalnemu położeniu i ufortyfikowaniu według zachodnich wzorów sztuki wojennej forteca tyniecka stanowiła silny bastion dla wojsk konfederackich. Mogła pomieścić do tysiąca, a nawet więcej załogi. Jak wykazał przebieg walk, wzgórze tynieckie okazało się trudne do zdobycia nawet przy przeważającej sile napastnika, posiadającego lepsze uzbrojenie i wyposażonego w urządzenia oblężnicze.

Rozpoczętej fortyfikacji Tyńca mógł każdej chwili przeszkodzić garnizon moskiewski stojący w Krakowie. […]

Gdy dowództwo rosyjskie w Krakowie dowiedziało się o pracach fortyfikacyjnych w Tyńcu, skierowało do Piekar oddziały wojska i – otwierając ogień z dział oraz broni palnej – próbowało przeszkodzić w robotach obronnych. Wówczas konfederaci, przeprawiwszy się przez Wisłę, przępędzili napastników, biorąc nawet jeńców. Przy tej okazji spalono większą część wioski Piekary z zabudowaniami i stodołami folwarku benedyktyńskiego oraz chłopskimi , gdzie ukrywał się nieprzyjaciel. Z folwarku zabrano bydło, rabując je także chłopom. Nie darowano nawet rybom w stawie folwarcznym. […]

Zaraz po zajęciu Tyńca przez konfederatów wprowadzono do klasztoru 400 piechoty, 40 dragonów i 16 dział. Sam Dumuriez przyprowadził do Tyńca 200 piechoty i 12 dział pod dowództwem Labadiego. Pozostała część załogi pochodziła z twierdzy częstochowskiej. Stopniowo jak umacniano twierdzę, powiększała się także jej załoga: nowe oddziały konfederackie przybywały wciąż do klasztoru. Dla wojska zajmowano wszystkie wolne pomieszczenia, nie wyłączając cel zakonników. Przebudowano nawet korytarze na składy i warsztaty rękodzielnicze, gdyż wśród załogi było dużo rzemieślników. […]

Załoga tyniecka wykorzystała przede wszystkim zasoby materialne całego opactwa. Jak to skrupulatnie notuje naoczny świadek, zakonnik Stokłosiński, od pierwszych chwil zajęcia klasztoru aż do wyczerpania się zasobów żywnościowych oficerowie korzystali z kuchni zakonnej. Ponadto załoga otrzymywała od szafarza klasztoru piwo i gorzałkę, ilekroć tylko tego zażądała. Zabierano również z folwarku opactwa to, co jeszcze zostało po rabunku dokonanym przez Moskali, a od czasu do czasu nakładano na zakonników kontrybucje. Generalność czyniła nawet propozycje, by benedyktyni oddali w zastaw srebro klasztorne na naglące potrzeby konfederacji. Zakonnicy jednakże wcześniej wywieźli z Tyńca kosztowności oraz bogatsze szaty liturgiczne i zdeponowali je w klasztorze Karmelitów w Krakowie. […]

Celem obrony Krakowa i usunięcia konfederatów z Małopolski postanowiono ściągnąć wojsko moskiewskie z Wołynia, spod komendy Kreczetnikowa, Dołgorukiego i  Golicyna. Dowództwo nad wojskiem królewskim miał objąć Branicki. W większych miastach, jak np. w Poznaniu, Toruniu, Warszawie, Lublinie, Sandomierzu, pozostały tylko małe załogi celem utrzymania kraju w karności. Resztę wojska należało oddać pod rozkazy gen. Suworowa. Jego zadaniem miało być przeprowadzenie oblężenia fortec  w Małopolsce. Ciężkie działa, bomby i kule armatnie do burzenia murów zamierzano sprowadzić z Prus. Forteczki miały być zaatakowane równocześnie, by jedna nie mogła przyjść z pomocą drugiej. Pierwszym celem miała być Lanckorona lub Tyniec, a na końcu miano przystąpić do zdobywania Częstochowy, jako najsilniejszej. Komendantów fortecznych usiłowano najpierw pozyskać obietnicami, datkami lub strachem. Fortece zamierzano początkowo wziąć głodem, a więc należało odciąć komunikację między nimi, aby nie dopuścić żywności, a przez ustawiczny atak doprowadzić załogi do znużenia.

W wyniku tego planu Suworow wyruszył z Lublina już 13 maja 1771 roku i pospiesznym marszem poprzez Dzików i Mielec przybył ze swoją brygadą do Krakowa od strony Wieliczki 20 maja t. r. Tego samego dnia zarządził atak na Tyniec, wbrew opinii pułkowników rosyjskich Drewicza i Oebschelwitza, którzy uważali, że Tyniec jest mocno ufortyfikowany i dlatego trzeba najpierw przeprowadzić rozpoznanie terenu oraz znaleźć słabe miejsca fortecy. Suworow jednak zebrawszy całe swe wojsko i oddziały Drewicza przeprawił się przez Wisłę i po dojściu do Tyńca od strony południowej. Według Konopczyńskiego Tyńcem dowodził wtedy M. Walewski, mając w twierdzy 400 jazdy i 400 piechoty.

Atak Suworowa został powstrzymany przez około 1/2 godz. Na pierwszych umocnieniach na Szpitalce. Gdy Moskalom nadeszły dalsze posiłki i armaty, obrońcy tej reduty wycofali się do twierdzy, na którą z kolei przypuszczono atak. Odrzucony nieprzyjaciel zaatakował redutę na Winnicy, której fortyfikacji jeszcze nie ukończono. […]

Zająwszy Winnicę, Suworow z większym jeszcze impetem uderzył na klasztor, ostrzeliwując twierdzę z Winnicy z dział zabranych konfederatom i własnych. Sześciokrotnie ponawiany atak nie dał jednak rezultatu dzięki dzielności inż. Belferta. Konfederaci, widząc zagrażające niebezpieczeństwo, podpalili zabudowania w pobliżu klasztoru, gdzie krył się nieprzyjaciel. Gdy Moskalom w zabranej reducie brakło prochu, konfederaci w śmiałym wypadzie, uderzyli na Winnicę, zmuszając napastników do jej opuszczenia. Nieprzyjaciel pozostawił tu zabrane uprzednio armaty wraz ze swoim ekwipunkiem, zabrał jednak z sobą wziętych do niewoli 46 konfederatów.

Walka trwała do godziny 10 rano. Po obu stronach było wielu zabitych i rannych. Zajęto się więc grzebaniem poległych i opatrywaniem rannych. Zabitych żołnierzy moskiewskich grzebano częściowo w ogrodzie klasztornym, częściowo wrzucano do Wisły. Konfederatów chowano na cmentarzu, a część z nich spłonęła podczas pożaru szańca na Winnicy. Rosjan, powieziono furmankami do Krakowa.

Podczas tego ataku na Tyniec najbardziej ucierpiała ludność miejscowa, której spalono domy i zniszczono dobytek. Co udało się pogorzelcom uratować z ognia, to później rabowali kozacy, ścigając ukrywającą się ludność po lasach. Dopiero konnica konfederacka przepędziła napastników. […]

Około połowy lipca 1771 r. przybył do Krakowa, na pomoc Moskalom, Fr. Branicki, łowczy koronny, generał artylerii, na czele wojsk królewskich. Branicki wziął w opiekę saliny wielickie i w tym czasie, gdy siły moskiewskie były zajęte tłumieniem powstania na Litwie, on był główną ostoją przeciw konfederatom w okolicy Krakowa. Dnia 27 lipca Branicki próbował, razem z Drewiczem, atakować Tyniec i Lanckoronę, ale musiał odstąpić ponosząc znaczne straty. […]

Pod koniec września 1771 r. nastąpiła akcja zaczepna przeciw „gniazdom” konfederackim. […] w nocy z 29 na 30 września przypuszczono na Tyniec generalny atak, nakazany przez gen. Kreczetnikowa. Szturm zjednoczonych sił Branickiego, Stackelberga, Heismanna i Oebschelwitza nastąpił o godzinie 5 rano. Oebschelwitz ostrzeliwał klasztor od strony Piekar z 4 dział usytuowanych na uprzednio usypanych bateriach. W tym czasie 700 piechoty rosyjskiej z 2 działami oraz wojsko królewskie podchodzące niepostrzeżenie od Skawiny zaatakowało twierdzę tyniecką od strony południowej. Konfederaci dopuścili nieprzyjaciela do pierwszych okopów. Tu powstrzymały atakujących głębokie rowy, o których nie wiedzieli. Silny ogień artyleryjski, jak również z broni ręcznej nie pozwolił im się wycofać, a wówczas konfederaci zaatakowali wroga i wkrótce rozpoczęła się walka wręcz. Rosjanie wiedząc, że natarcie na główną twierdzę, nie daję rezultatów, przypuścili szturm na redutę na Winnicy.

 

Źródło: O.Paweł Szczaniecki OSB, O.Marian Kanior OSB, Tyniec w legendzie, literaturze i na starej fotografii, TYNIEC Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2008

Sieci społecznościowe

Tagi