6 wadliwych zasad finansów osobistych

Podobno Thomas Edison powiedział kiedyś, że zasady stoją na drodze do sukcesu. Możliwe, że wielu ludziom nie udaje się osiągnąć finansowych celów, ponieważ trzymają się tego, co uważają za „zasady” finansów osobistych. Proste maksymy pozwalają im podejmować decyzje bez namysłu. Oto kilka takich wadliwych reguł.

1. Odkładaj 10% przychodu brutto na oszczędności.

Trudno ustalić, jaka stopa oszczędności jest „właściwa”, ponieważ trzeba wziąć pod uwagę takie czynniki, jak zwrot, który mogą zapewnić gromadzone pieniądze, czas pozostały do przejścia na emeryturę i styl życia oszczędzającego. Ta zasada skłania ludzi do oszczędzania, co jest lepsze, niż nic, ale jeśli spodziewacie się, że dzięki niej zapewnicie sobie spokojną starość, to może was czekać przykra niespodzianka.

2. Trzymaj fundusz awaryjny, który stanowi równowartość twoich zarobków z 3 do 6 miesięcy.

Niektórym ludziom zgromadzenie takiej sumy potrafi zabrać lata, a utrzymywanie tego rodzaju płynności sprawia, że pieniądze tracą potencjał zarabiania. Dlatego większość doradców, jako punkt odniesienia, zaleca przyjąć nie miesięczny przychód, a wydatki na życie. Dzięki temu, będziemy mieli pewność, że w sytuacji awaryjnej fundusz spełni swoje zadanie, czyli pozwoli na opłacanie rachunków. Zapotrzebowanie na awaryjne środki zależy od indywidualnych okoliczności, ale przeciętny konsument nigdy nie znajdzie się w sytuacji, w której musiałby w 24 godziny zdobyć równowartość swej 6-miesięcznej pensji. W związku z tym, doradcy proponują ograniczyć fundusz awaryjny do minimum, a część pieniędzy zainwestować w płynne obligacje, po które można sięgnąć, jeśli katastrofa okaże się tak duża, że gotówka nie wystarczy.

3. Wartość ubezpieczenia na życie powinna stanowić pięciokrotność rocznego dochodu.

To kolejna zasada, gdzie punkt odniesienia jest niewłaściwy, gdyż koncentruje się na dochodach, a nie wydatkach. Zdaniem ekspertów, maksyma ta sprawdza się tylko w przypadku osób, które samodzielnie utrzymują rodzinę z dwójką dzieci. Dla większych rodzin, pięciokrotność dochodów to za mało, a w przypadku ludzi, którzy dopiero myślą o założeniu rodziny, to marnotrawstwo. Właściwa reguła powinna brzmieć: „Ubezpiecz to, na co cię nie stać bez zabezpieczenia”. Najczęściej znaczy to, że ubezpieczenie powinno wystarczyć na spłatę kredytu hipotecznego, edukację dzieci, pogrzeb i pokrycie wydatków przez kilka lat, których bliscy potrzebują, by stanąć na nogi.

4. Jedna trzecia, jedna trzecia, jedna trzecia: tak powinieneś dzielić swoje całkowite zarobki, na podatki, wydatki na życie i oszczędności,

Ta zasada może działa, ale tylko, jeśli nie zarabiasz ani za mało, ani za dużo. Ponadto, większości ludzi trudno jest przeznaczyć ponad 30% przychodu na oszczędności. Brzmi to ładnie, ale jeśli sprawdza się w prawdziwym życiu, to raczej ze względu na ślepy fart, niż solidne podstawy intelektualne.

5. Jeśli potrafisz wyżyć na emeryturze, wydając mniej niż 5% oszczędności rocznie, to pieniądze nie skończą ci się, zanim umrzesz.

Zaletą tej zasady jest to, że skłania ludzi do zastanowienia, jaka kwota wystarczyłaby im na życie, a potem do oszczędzania, żeby uzyskać taki przychód na emeryturze. Jednak wahania na rynku i kosztowne kaprysy mogą sprawić, że wstępne szacunki okażą się zupełnie nietrafione. Co więcej, zasada ta opiera się na założeniu, że emeryt będzie mógł zgarniać cały roczny zarobek portfela, co nie sprawdza się, gdy rynek spada, pociągając za sobą portfele, albo gdy do głosu dochodzą takie zmienne, jak podatki czy inflacja.

6. Giełda z czasem da ci 10% rocznego zwrotu.

To nieprecyzyjna interpretacja słynnego badania Ibbotsona-Sinquefielda, z którego wynika, że akcje dają średni roczny dochód rzędu 10%. Sęk w tym, że sam Roger Ibbotson ostrzega, iż najbliższe 25-50 lat będzie zupełnie inne, niż ostatnie 75, na których bazowało badanie. Jego zdaniem, należy się nastawić raczej na zwroty rzędu 8% rocznie.

Co więcej, owe 10% opiera się na kilku założeniach, takich, jak długi horyzont czasowy, brak podatków i brak kosztów transakcyjnych. Akademicy mogą ignorować takie sprawy, konsumenci – nie. Jeśli uwzględnimy podatki i prowizje, wynik byłby bliższy 9,5%.

Wielu ludzi zapomina też, że historyczne zwroty to średnia. Reagują strachem, ilekroć rynek nie osiąga 10% poprzeczki.

 

 

Sieci społecznościowe

Tagi