Bieda ma znaczenie dla kapitalistów

Kilka tygodni temu Charles Gave wdał się w polemikę z Thomasem Pikettym. Teraz na Outside the Box ponownie rozważa kwestię równowagi w odniesieniu do problemu nierówności ekonomicznej. Stawia mocny wniosek, że „bieda ma znaczenie dla kapitalistów”.

Pisze: „Każda recesja w USA, jaką pamiętam, była poprzedzona spadkiem długoterminowych stóp procentowych. Wątpię, by następna miała się znacznie różnić od poprzednich. Dlatego nie należy się spodziewać, że kolejne spowolnienie w USA, które pojawi się w następstwie podniesienia stóp przez Rezerwę Federalną, będzie wynikiem przewartościowania dolara lub nawet nietrafionych inwestycji. Należy natomiast oczekiwać, że wyniknie ono ze spadku dochodów ubogich pracujących. Wczesne sygnały ostrzegawcze mogą pojawić się w alejkach handlowych takich sklepów, jak Walmart, w średniej liczbie przejechanych kilometrów, w cenach domów z najtańszego przedziału na rynku. Podejrzewam, że w końcu przyswoimy sobie lekcję, że w nowoczesnej gospodarce uprzemysłowionej niewiele jest gorszych rzeczy, które może zrobić bank centralny, niż atak z premedytacją na siłę nabywczą biednych”.

Charles wyraźnie widzi związek między ekonomicznymi zmaganiami ubogich pracujących, a polityką Rezerwy Federalnej. Jak sam mówi, „ujemne realne stopy sprowadzają się do nałożenia przez Fed regresywnego podatku na ubogich, choć bank ten nie ma uprawnień do pobierania podatków”.

Spadek dochodów najmniej zamożnej części amerykańskiego społeczeństwa nie jest tylko problemem ekonomicznym, twierdzi dalej Charles: „Również na poziomie moralnym chciałbym zakwestionować podstawy prawne systemu, który nie otacza opieką swoich najsłabszych obywateli. Dlatego właśnie twierdzę, że stosowana po 2010 r. polityka zerowych stóp procentowych miała niewiele wspólnego z ochroną zdrowego systemu kapitalistycznego, lecz była podstępem, mającym na celu ochronę bogatych. Polityka ta nie tylko nie zapewnia rozwoju, ale jest też niemoralna”.

Od 2000 r. obserwujemy drastyczny spadek dochodów, a szczególnie od 2010 r. Charles stworzył wskaźnik, który nazwał „Walmart CPI”. Śledzi on ceny czynszu, żywności i energii (rzeczy, na które ubodzy muszą przeznaczać prawie wszystkie swoje dochody). Skorzystał z tej miary, by wykazać wpływ ujemnych realnych stóp na biednych. Od 2000 r. nastąpił ponad 15% wzrost Walmart CPI w stosunku do standardowego wskaźnika CPI w USA.

Możemy się spodziewać, że ta śmiertelna kombinacja wzrostu cen artykułów pierwszej potrzeby i spadku dochodów będzie też miała wpływ na rynek akcji. Charles: „W ciągu ostatnich 30 lat prawie każda bessa na rynku akcji w USA pojawiała się wtedy, gdy pracujący ubodzy doświadczali spadku poziomu życia (jedynym wyjątkiem był 1987 r., kiedy rynek zareagował na zbyt wysokie wyceny)”.

Mocne. Ale taki jest Charles: nigdy nie boi się powiedzieć wprost tego, co myśli.

 

 

Na podst.  Poverty Matters for Capitalists, John Mauldin, Mauldin Economics

 

Sieci społecznościowe

Tagi