Biznes stracił swoje miejsce w społeczności

Prezydent Obama skrytykował „korporacyjnych dezerterów”, którzy „wyrzekli się swego amerykańskiego obywatelstwa”, przenosząc się za granicę, by płacić niższe podatki.

„Pakt odpowiedzialności” prezydenta Hollande’a, w którym obiecał on reformy rynku pracy, podatków i cięcia wydatków, nie zaowocował w zamian nowymi miejscami pracy.

W Wlk. Brytanii, Serious Fraud Office (Urząd ds. Poważnych Nadużyć Finansowych) zastanawia się nad oskarżeniem o działalność przestępczą byłych i obecnych pracowników Lloyds Banking Group. Bank ten zapłacił już 218 mln funtów grzywny władzom Wlk. Brytanii i USA, nałożonej za manipulowanie stopami procentowymi, w tym tą, która pozwoliła mu mniej płacić Bankowi Anglii za dofinansowanie w czasie kryzysu finansowego w 2008 r.

Wydaje się, że banki poświęciły nieco czasu na przyswojenie sobie lekcji, jaką była utrata reputacji. Na dobry początek, mogłyby zacząć od przestrzegania prawa.

A co z firmami spoza bankowości, które nie były zaangażowane w kryminalne przekręty, lecz nadal, jak np. spółki z USA ze skłonnościami do „obniżania podatków”, budzą gniew prawodawców i społeczeństwa?

Lord Digby Jones, były szef CBI, grupy brytyjskich pracodawców, wezwał do zawarcia nowego „przymierza” biznesu, rządu i społeczeństwa, aby naprawić „zepsute relacje”.

„Myślę, że przymierze biznesowe powinno być luźno oparte na przymierzu wojskowym, które od lat funkcjonuje jako niepisane, moralne porozumienie pomiędzy siłami zbrojnymi, społeczeństwa i rządem” – stwierdził.

Właściwie, brytyjskie siły zbrojne podpisały przymierze w 2011 r., a jego zasady stały się częścią obowiązującego prawa. „W przypadku większości społeczności sił zbrojnych, przymierze dotyczy usunięcia niekorzystnych rozwiązań, abyście uzyskiwali to samo, co społeczność cywilna” – wyjaśnił rząd. Dzieci żołnierzy zabitych w czasie czynnej służby mają np. prawo do stypendiów podczas końcowych lat nauki w szkołach i na uczelniach.

Jak to się ma do biznesu? Lord Jones cytuje Davida Isona, dziekana katedry Świętego Pawła w Londynie, według którego, biznes musi zaangażować się w lokalność, a „jedną z rzeczy, którą ludzie uznają z wyjątkową trudność, jest to, że biznes zdaje się być zdolny do wykorzenienia samego siebie i stwierdzenia: „Nie osiągamy tu wystarczających zysków. Zamkniemy naszą fabrykę i się przeniesiemy””.

Umiędzynarodowienie rynków nie tylko ułatwiło firmom przenosiny, lecz także sprawiło, że tym, którzy zostają, trudniej jest konkurować. Kiedy jedni otwierali fabryki tam, gdzie płace są niższe, inni zmuszeni byli podążać w ich ślady. Amerykańskie spółki, które płacą podatki gdzie indziej, przyciągają inwestorów i mogą obniżać ceny.

Co z tym zrobić? Liderzy biznesu z USA mówią, że niezbędne są rządowe reformy. Przedsiębiorstwa nie musiałyby emigrować, gdyby obniżono podatki dla firm. Ich francuscy koledzy dodają, że chętniej inwestowaliby w kraju, ale rząd bardzo późno zaproponował zmiany.

Tylko że zawsze można gdzieś prowadzić biznes łatwiej i taniej. A jeśli ty tego nie wykorzystasz, zrobią to twoi rywale.

Jak w tych okolicznościach biznes może odzyskać zaufanie? Przymierze wiele tu nie pomoże. Wielu wojskowych też traci pracę.

Globalizacja i wolny handel przyniosły liczne korzyści, ale poczucie, że firmy są częścią społeczności, z których się wywodzą, niestety, zniknęło na dobre.

 

Na podst. Business has lost its place in the community, Michael Skapinker, The Financial Times

Sieci społecznościowe

Tagi