Błędy popełniane przez startupowców - część 2

6. Konflikty
Bracia Cameron i Tyler Winklevossowie są dziś niemal równie znani uczestnikom sceny start-upowej jak Mark Zuckerberg, prezes Facebooka. Znani z czego? Z wieloletniej walki o prawa do pomysłu na portal społecznościowy. Facebook miał być wzorowany na ich projekcie ConnectU. W 2008 roku sąd przyznał im co prawda 65 mln dolarów odszkodowania, ale od tamtej pory wartość spółki znacznie wzrosła i Winklevossowie długo nie tracili nadziei, że uda im się wywalczyć większy kawałek tortu.
– W bardzo wielu młodych firmach dochodzi do konfliktów. W gronie założycieli, jak w przypadku Facebooka czy inwestorów, jak to miało miejsce w przypadku Twittera, wydzielonego z projektu Odeon. Należy się z tym liczyć i umiejętnie rozwiązywać problemy – mówi Krzysztof Kowalczyk.
A okazji i powodów do powstania konfliktów jest mnóstwo – jak w przypadku każdego projektu zespołowego. Najczęściej to ambicjonalne rozgrywki założycieli, walka o przywództwo, podział obowiązków, wyznaczanie kolejnych celów i wkład, jaki każdy z członków zespołu wnosi do projektu. Warto jednak pamiętać, że jeśli start-up rozpadnie się z powodu braku porozumienia wewnątrz firmy, przegrywają wszyscy.

7. Ignorowanie konkurencji
Start-upowcy często zapominają, że konkurencją dla oferowanych przez nich usług są nie tylko firmy działające w internecie.
Zdaniem Tomasza Czaplińskiego, prezesa LMS Invest, ignorowanie tzw. konkurencji substytucyjnej to bardzo częste przeoczenie. Wielu początkujących przedsiębiorców zgłasza się do niego z pomysłami na sklonowanie jednej z usług serwisu znanylekarz.​pl – systemu rezerwacji wizyt.
– Chcą sklonować pomysł dla wszystkich możliwych branż, od masażystów po mechaników. Ale nie doceniają prostego rozwiązania, które od lat funkcjonuje na rynku, czyli zwykłego kalendarza, z którego najchętniej korzystają ci usługodawcy – tłumaczy Tomasz Czapliński.
Ale uwaga,konkurencję trzeba znać i szanować, nie można jednak dać się zdominować obawom o zagrożenia, jakie stwarza dla naszego biznesu. W końcu Google, Microsoft czy Facebook też kiedyś były start-upami.

8. Niedostateczne rozpoznanie rynku
Czy trzeba być ekspertem w branży, w której chce się zarabiać? To z pewnością wiele ułatwia. A ci, którzy początkowo nimi nie są, szybko powinni się nimi stać. To pozwala uniknąć wielu błędów.
– Twórcom aplikacji mobilnych często się wydaje, że ich docelowym klientem może być 40 milionów Polaków, bo nie wiedzą, że zaledwie 40 procent wszystkich telefonów w kraju to smartfony i zaledwie połowa z nich ma dostęp do internetu. Do tego tylko garstka osób rzeczywiście ściąga aplikacje, i to najczęściej pod warunkiem, że są bezpłatne. I tak z ich 40-milionowego rynku, uwzględniając faktyczną grupę docelową dla danej aplikacji, robi się 5 tysięcy osób, a z pomysłu na płatną aplikację trzeba zrezygnować – tłumaczy Tomasz Czapliński.
Znajomość rynku pozwala nie tylko ocenić rozmiar grupy docelowej, ale również sprawnie rozpoznać potrzeby docelowego klienta.

9. Nieokreślenie klienta docelowego
Zbyt często założyciele start-upów uważają za swoich potencjalnych klientów wszystkich użytkowników internetu. Nawet tak popularny portal społecznościowy jak Facebook od początku miał wyraźnie określoną grupę docelową – byli nią studenci z dużych miast, którzy często wjeżdżają za granicę.
Bez jasno sprecyzowanej grupy wszelkie działania marketingowe są nie tylko drogie, ale też kierowane w próżnię. Z drugiej strony, dobrze zdefiniowana grupa odbiorców i rozpoznawanie ich potrzeb w przyszłości mogą procentować. Wystarczy tylko wsłuchać się w ich opinie o produkcie.
– Dobrym przykładem takiego wsłuchiwania się w feedback jest działanie infakt.​pl. Start-up, który na początku był prostym systemem do wystawiania faktur, dzięki sugestiom użytkowników rozrósł się o nowe funkcjonalności. To jego użytkownicy chcieli mieć również możliwość księgowania – mówi Tomasz Czapliński z LMS Invest.
Klienta trzeba więc nie tylko określić, ale także uważnie słuchać.

10. Zachłyśnięcie się start-upowym stylem życia
Nowi ludzie i liczne imprezy branżowe – scena start-upowa wciąga i może uzależniać.
– Wiele osób zachłystuje się mnogością spotkań, konferencji i konkursów w branży technologicznej. To oczywiście dobry sposób na promocję swojej firmy, ale trzeba to robić w sposób przemyślany i selektywny – podkreśla Krzysztof Kowalczyk. 


 
Źródło: Katarzyna Dębek, Forbes

Sieci społecznościowe

Tagi