Brudy producentów czystej energii

W przekazach medialnych przemysł węglowy i naftowy często gra rolę czarnych charakterów, podczas gdy producenci energii odnawialnej to bohaterowie. Rzeczywistość nie jest jednak czarno-biała.

Wysokie koszty wdrażania energetyki słonecznej doprowadziły do upowszechnienia się tanich paneli, produkowanych masowo w Chinach. 7 z 10 największych producentów tych urządzeń pochodzi z Państwa Środka. Jednak, według najnowszych badań, zanieczyszczenia generowane w procesie produkcji paneli słonecznych w Chinach przewyższają korzyści płynące z ich wykorzystania. W badaniu, przeprowadzonym w latach 2011-2013 przez firmę SolarBuyer w 50 tamtejszych fabrykach, stwierdzono, że awaryjność wytwarzanych przez nie paneli wynosi 5,5-22% i wynika ona głównie ze stosowania tanich, niespełniających norm materiałów do produkcji powłok. Z kolei śledztwo PV Evolution Labs wykazało, że wiodące na rynku firmy zatrudniają, jako podwykonawców, małe chińskie zakłady, nad którymi nie mają żadnej kontroli. A biorąc pod uwagę, że produkcja paneli słonecznych wymaga stosowania najbardziej szkodliwego gazu cieplarnianego, heksafluorku siarki, a także rakotwórczych materiałów, jak kadm czy ołów, obniżenie jej standardów może mieć fatalne skutki. W 2011 r. doniesienia o zdychających rybach i nadmiernym stężeniu ołowiu we krwi dzieci doprowadziły do szturmu setek protestujących na fabrykę w Haining w prowincji Zhejiang. Został on siłą odparty przez policję.

Również producenci energii wiatrowej w Irlandii i Meksyku stracili wiele w oczach opinii publicznej.

Dążąc do uzyskiwania 40% energii z elektrowni wiatrowych i licząc na możliwość sprzedaży prądu do Wielkiej Brytanii, rząd w Dublinie postanowił pokryć wiatrakami wzgórza hrabstwa Laois i okolic. Projekt został oprotestowany przez ponad 100 grup jego przeciwników. Według nich, miejscowa ludność nie otrzymała wcześniej żadnego powiadomienia o tej inwestycji, a mimo to, irlandzki urząd planowania, An Bord Pleanála, dał zielone światło farmie wiatrowej, złożonej z 14 turbin o wysokości 131,5 m.

Tego rodzaju jednostronne planowanie wynika, jak się zdaje, z fałszywego przeświadczenia, że budowa farmy wiatrowej, jako inwestycja przyjazna środowisku, nie napotka na znaczący opór. Niemniej, choć eksperci obalili pogląd, że elektrownie wiatrowe emitują szkodliwe dźwięki i wywołują choroby, obawy społeczności lokalnych nie są takie łatwe do załagodzenia. W Meksyku, przemysł energii wiatrowej wciąż się rozwija, jednak przykład Mareña Renovables może stanowić dlań ostrzeżenie. Przewidywano, że projekt ten będzie największą tego rodzaju inwestycją w Ameryce Łacińskiej. Plany potężnego konsorcjum, złożonego z firm takich, jak Macquarie Bank, Mitsubishi czy PGGM, zostały jednak przekreślone przez Indian Huave, którzy zaczęli blokować drogi i ostatecznie wymusili na władzach zerwanie kontraktu. Twierdzili oni, że konsorcjum zwiększyło przewidywaną liczbę turbin z 40 do 132, bez ostrzeżenia. Była to więc podobna sytuacja, jak ta w Irlandii.

Protesty w Chinach, Irlandii i Meksyku prowadzą do jednego wniosku: jeśli dostawcy energii wiatrowej i słonecznej chcą osiągnąć długofalowy sukces komercyjny, muszą przestać polegać na „zielonej modzie” i zacząć działać w sposób uczciwy i transparentny, zarówno, jeśli chodzi o proces produkcyjny, jak i relacje ze społeczeństwem.

 

Na podst. The Dirty Truth About Clean Energy, Chris Dalby, oilprice.com.

Sieci społecznościowe

Tagi