BYĆ SOBĄ W DOMU I PRACY o. Włodzimierz Zatorski OSB

Kiedy spojrzymy na nasze życie od strony tajemnicy osoby, widać, że jego jedność i autentyczność zależy od naszego zakorzenienia, czyli właściwie od odkrycia prawdy o tym, że jesteśmy osobami (w sensie hipostasis). Zasadniczo to odkrycie wiąże się z poznaniem podstawowej prawdy bycia osobą, która mówi, że możemy się zrealizować w pełni jedynie poprzez więź miłości. W tym momencie trzeba przywołać znaną sentencję Drugiego Soboru Watykańskiego:

Człowiek jest jedyną istotą, którą Bóg stworzył dla niej samej i człowiek może się zrealizować w pełni tylko przez szczery, bezinteresowny dar z siebie (KDK 24).

Jeżeli zatem chcemy być prawdziwie sobą, to możemy to osiągnąć jedynie wówczas, gdy będziemy siebie oddawali innym. Jest to zgodne z tym, co Pan Jezus mówił w Ewangelii: Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich (Mk 9,35). Ta dynamika życia sprawdza się we wszystkich jego wymiarach, choć wyraża się zupełnie inną postawą w zależności od samej sytuacji, kim w niej jesteśmy. W szczególności wygląda ona zupełnie inaczej w życiu domowym, a inaczej w życiu zawodowym. W domu jesteśmy kimś innym w odniesieniu do żony, kimś innym w relacji do dzieci, rodziców, teściów, brata, siostry, cioci, wujka, kuzynów itd. Natomiast w pracy zawodowej nasza postawa powinna się wyrażać inaczej w relacji do naszych pracowników, a inaczej do przełożonych, inaczej do kontrahentów, z którymi współpracujemy w realizacji naszych zadań, a inaczej do klientów korzystających z naszej pracy. Można powiedzieć, że zasada jest taka sama – musi to być relacja miłości − ale jej realizacja musi wyglądać inaczej w zależności od sytuacji, w jakiej jesteśmy.

Być sobą w sobie

Zanim skupimy się nad samą realizacją ogólnej zasady miłości do życia w różnych dziedzinach warto sobie uświadomić zasadniczą trudność z jaką przyjdzie się nam skonfrontować. Odnosi się ona do naszej tożsamości. Gdzie ją widzimy? Tutaj w refleksji pomagają nam wcześniej przedstawione rozważania o dwóch koncepcjach osoby: prosopon lub hipostasis. Niestety bardzo często dominujące jest pojmowanie osoby od strony jej znaczenia w życiu społecznym, czyli jako prosopon, persona. Wiąże się to jednocześnie z ambicjami, jakie mamy, aby stać się „Kimś”, czyli uzyskać jakąś znaczącą pozycję, mieć władzę i odpowiednie dochody, a także aby móc okazać się lepszym od innych w różnych dziedzinach życia. Św. Jan pisze w swoim liście: Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata (1 J 2,16). Ambicje związane z tymi pożądliwościami wzbudzają w nas zarówno np. rodzice, środowisko jak również same standardy funkcjonujące w społeczeństwie. W tym przypadku nasze oczekiwania oraz sposób wartościowania zależy od tego, co na świecie uchodzi za ważne i znaczące. Przy takim nastawieniu łatwo wpaść w uzależnienie od stanowiska, jakie się osiągnęło w społeczeństwie. Człowiek utożsamia się wówczas ze swoją pozycją społeczną i stara się postępować według standardów, jakie taka pozycja ze sobą niesie, przynajmniej jak te standardy wyglądają w jego mniemaniu. Jednak wówczas problem tego człowieka polega na braku autentyczności, braku odniesienia się do tego, co sam czuje w swoim sercu, lecz uzależnienie od standardów jakie obowiązują w środowisku, czyli zależność od czegoś zewnętrznego. Jeżeli jeszcze uwzględnić fakt, że często owe standardy są jedynie mniemane, a nie rzeczywiste, to powstaje wówczas osobowość nieautentyczna, zniewolona, która nie może prawdziwie stać się sobą i tym samym osiągnąć szczęście. Ponadto trzeba pamiętać, że kiedyś nasza funkcja taka, czy inna, się skończy, a przecież pozostajemy sobą. Zatem źródeł naszej tożsamości musimy szukać gdzie indziej.

Szczególnie niebezpieczne są w tym momencie standardy, jakie stara się kształtować korporacja. One napędzają ludzkie ambicje, by stawali się coraz lepsi i osiągali coraz wyższe stanowiska, a ponadto starają się zagarnąć człowieka. Zabierają mu coraz większą ilości czasu i energii dla firmy, pozbawiając go osobistego życia. Ludzie stają się jakimiś „robotami”.

Jeżeli człowiek zbytnio identyfikuje się ze swoją funkcją w życiu zawodowym, gdy ono staje się dla niego najważniejsze, to ma to także tragiczne skutki w odniesieniu do życia osobistego. Fatalnie odbija się na życiu w rodzinie, na które można przenosić swoje standardy z życia zawodowego, co powoduje sztuczność w relacjach wzajemnych z żoną, dziećmi i innymi członkami rodziny. Niezależnie od tego zbytnie przeżywanie swojej pozycji zawodowej może na tyle dominować, że po prostu nie będziemy mieli czasu na życie rodzinne, co niestety bywa coraz częstszym zjawiskiem.

Życie domowe lub w gronie przyjaciół często staje się odskocznią dla odreagowania napięć, jakie się pojawiają w życiu zawodowym. Przyjmuje to różne formy. Z jednej strony, ponieważ zasadnicza treść życia odnosi się do życia zawodowego, na dom nie zostaje wiele czasu i energii do budowania czegoś oryginalnego. Dlatego sztampa i rutyna w relacjach domowych, aby zminimalizować potrzebną energię i czas na „załatwienie” spraw domowych. Podobnie z przyjaciółmi. Jednak ponieważ największe stresy przeżywane w pracy związane są z niepowodzeniami, potrzebne jest odreagowanie w domu, czy w gronie przyjaciół. W domu może to polegać na podkreśleniu swojej niekwestionowanej dominacji, która właśnie w pracy została podważona przez konflikt lub doświadczenie poniżenia. W gronie przyjaciół można wpierw się wygadać i obgadać innych, ale przede wszystkim można odreagować przez rozrywkę typu alkohol, sporty ekstremalne, rozhukane zabawy itd. Ponadto same relacje przyjaźni mogą być motywowane jedynie potrzebą odreagowania. Kiedy się skończy taka potrzeba, lub znajdziemy inne możliwości odreagowania, same „przyjaźnie” się kończą. Tak czy inaczej przy absolutnej dominacji ambicji zawodowych dom i przyjaciele będą jedynie odskocznią od życia zawodowego.

Możliwa jest, choć niewątpliwie o wiele rzadsza, sytuacja odwrotna, w której życie osobiste czy po prostu domowe staje się na tyle ważne i przeżywane, że mężczyzna lub kobieta nie są w stanie podjąć zadania zawodowego. O ile w sytuacji wychowania małych dzieci może to być prawda obiektywna, to jednak w sytuacji dzieci już w szkole średniej nie powinno stanowić przeszkody, a może się okazać, że nadal związanie z domem blokuje kogoś przed podjęciem pracy zawodowej. Może się to także wyrazić brakiem możliwości wejścia w żywe więzi przyjaźni.

W każdym bądź razie przejęcie się, czy utożsamienie z jedną rolą społeczną, niesie z sobą niemożność bycia sobą w innych rolach i zadaniach. Mamy wówczas do czynienia z osobowością zaburzoną. Ten przykład pokazuje, jak niezmiernie ważna jest zdolność przyjmowania odmiennych roli i w związku z tym relacji w życiu z innymi. Wynika to stąd, że sami w sobie jesteśmy kimś więcej niż sugeruje jakakolwiek rola w życiu społecznym. Istnieje w nas głębia, którą można nazwać misterium bycia osobą, polegająca na tym, że niezależnie od sytuacji, naszej pozycji wobec innych, posiadanej lub nie władzy, pozostaje naszą istotą, a wyraża się poprzez rozmaite role i relacje w jakich uczestniczymy. Innymi słowy nie możemy być jedynie maską, ale mamy w sobie do czynienia z głębią, którą może odsłonić jedynie więcej odmiennych relacji, w jakie wchodzimy z innymi i sytuacji, w jakich się znajdziemy. Mówiąc kolokwialnie: możemy odgrywać różne role w dramacie życia w zależności od sytuacji, w jakiej jesteśmy, jednak żadna z ról nie jest tożsama z nami samymi. Istotne jest coś zupełnie innego, to na co wskazał Jezus Chrystus, wcielony Logos, który pozostał Bogiem przyjmując postać Człowieka. Tak również i my możemy być dziećmi Bożymi niezależnie od roli społecznej, od tego, czy jesteśmy uznani czy nie, czy jesteśmy poważani czy znieważani i pogardzani, czy jesteśmy kimś ważnym czy mało ważni. Tę prawdę wypowiedział Pan Jezusa w Kazaniu na górze w Błogosławieństwach określając mianem szczęśliwych tych, którzy są związani z Bogiem niezależnie od przeżywanego cierpienia, prześladowania, ubóstwa, odrzucenia itd.

O. Włodzimierz Zatorski OSB

Autor

 

O. Włodzimierz Zatorski OSB - mnich z Opactwa Benedyktynów w Tyńcu. Urodzony w 1953 r. Do klasztoru wstąpił po ukończeniu fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1980 r. Uroczystą profesję złożył w 1984 r., a w 1987 r. został wyświęcony na kapłana. W latach 1991–2007 dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów TYNIEC. Był przeorem i magistrem nowicjatu. Obecnie szafarz klasztorny, opiekun oblatów i rekolekcjonista.

Dotychczas opublikował: Przebaczenie (1996), Kiedy mówimy „Ojcze nasz…” (1999), Usłyszeć słowo Boże (1999), Przewodniczka wiary (2001), Psalmy – szkoła mądrości (2004), Od bogów pogańskich do Boga żywego (2004) – wywiad z prof. Anną Świderkówną, Otworzyć serce (2005),Droga człowieka (2006), Milczeć, aby usłyszeć (2007), Pokora (2008), Kto pragnie szczęścia(2008), Tyniecka droga krzyżowa (2008), Dziesięciokrąg (2009), Rozważania liturgiczne na każdy dzień. T. 1: Adwent i okres Bożego Narodzenia (2009), T. 2a: Wielki Post (2010), T. 2b: Okres wielkanocny (2011), T. 3: Okres zwykły 1–11 (2010) , T. 4: Okres zwykły 12–23 (2010), T. 5: Okres zwykły 24–34 (2010), Acedia dziś (2010), Boże miłosierdzie (2011), Ład i pokój (2011), Osiem duchów zła (2012), Po owocach poznacie (2012), Prawda w życiu człowieka (2013),  Po obu stronach rzeki (2013),  Słowo wcielone (2014), Jesteśmy ludźmi i nie wiemy, kim jesteśmy (2015).

Wszystkie artykuły autora

Sieci społecznościowe

Tagi