Co to znaczy osiągnąć spełnienie

Spełnienie to dziwny dar, ponieważ otrzymujemy go dopiero, gdy zbliżamy się do śmierci. Nie można uważać się za spełnionego, dopóki nie poczuje się z całą mocą, jak czas kształtuje życie, a to zazwyczaj jest możliwe długo po tym, gdy minie połowa naszej ziemskiej drogi. Świadomość spełnienia to coś dobrego, ale ciąży na niej perspektywa końca. Ponadto, spełnienie jest raczej bezużyteczne.

Zastanówmy się jednak, co się na nie składa. Czy jest to suma wszystkich spełnionych ambicji? Jeśli o mnie chodzi, to z pewnością nie, bo nie miałam w życiu zbyt wielu marzeń i wielkich celów. Nawet w fantazjach rzadko grałam rolę głównej bohaterki.

W wieku średnim osiągnęłam pewien sukces jako pisarka, ale moje pragnienia w tym względzie były tak niejasne i sprzeczne, że właściwie sama przed sobą nie bardzo się do tego przyznawałam.

Z biegiem lat zyskałam nieco większe powodzenie, lecz nadal było, w najlepszym razie, umiarkowane. Mówiłam sobie, że tego właśnie chcę, gdyż perspektywa wielkiej kariery była zbyt denerwująca.

W każdym razie, osiągnęłam tyle, że czuję, iż mogę już przestać się starać. Jednak, paradoksalnie, odkryłam, że wcale nie chcę przestawać. Teraz, gdy niewiele już jest do ugrania, stałam się bardziej ambitna, niż kiedykolwiek, a przynajmniej bardziej świadoma swych ambicji. Wolna od niepokoju, który próbowałam stłumić, czuję w sobie nową energię. Co zatem składa się na spełnienie? Przede wszystkim - ulga.

Przypuszczam, że ledwo się załapałam, bo życiowa porażka nie może dać spełnienia. Konieczny jest sukces, choć nie musi być wielki. Wystarczy udane małżeństwo czy rodzicielstwo, a nawet życie pełne cichej kontemplacji. Jednak sukces to tylko jeden z warunków. Życie będące pasmem fantastycznych osiągnięć, które kończy się koło czterdziestki, nie przynosi spełnienia. Trzeba przeżyć większość lat, jakie ma przed sobą przeciętny człowiek, i chcieć poddać je ocenie.

Jak to jest osiągnąć spełnienie? Dla mnie to całkiem przyjemne uczucie. Mieszanka zadowolenia, rozbawienia i czułości. Patrzę na świat trochę jak stare damy z powieści Jane Austen, które zwykle z boku przyglądały się tańczącym. One zawsze miały z kim wymienić spostrzeżenia i nic nie zasłaniało im widoku.

Odpowiada mi trzymanie się na uboczu. Zawsze lubiłam przyglądać się wszystkiemu z dystansu, a teraz jest to już także odpowiednie dla mojego wieku. I okazało się, że mam duże towarzystwo.

Jak w przypadku większości moich równolatków, pewne emocje stały mi się obce. Nie doświadczam już wielkiego zapału, ani gorzkich zawodów. Pozostało uczucie zadowolenia, klarowne i raczej samolubne. Jego przeciwieństwem jest żal, który jest bolesny, ale łatwo o nim zapomnieć, bo nic się nań nie poradzi.

Być może to, o czym mówię, to raczej szczęście, niż spełnienie, a przynajmniej jakaś jego uproszczona, bardziej realistyczna wersja. Jednak w wieku, gdy wszystkie kategorie zdają się ze sobą zlewać, takie rozróżnienie wydaje się niewarte zachodu. Szczęście, spełnienie - kto je odróżni?

 

Na podst. The Meaning of Fulfillment, Emily Fox Gordon, The New York Times

Zdjęcie: Stuart Franklin/Magnum Photos, depositphoto

Sieci społecznościowe

Tagi