Co zabija gospodarkę, zabija planetę, zabija nas

Ostatni raport Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu jest przewidywalny, jak zegarek. Zawiera te same stare frazesy. „Nie ma czasu do stracenia”, „jeśli nie zaczniemy działać teraz, będzie za późno”. Wygrzebcie cytaty sprzed 10, 20, 40 lat, a okaże się, że to wciąż te same słowa. I, jak dawniej, nadal nic się nie robi, by powstrzymać katastrofę.

Zamiast w kółko powtarzać to samo, mądrzej jest spróbować się dowiedzieć, dlaczego my, jako gatunek, działamy w taki sposób. Myślę, że odpowiedź jest prosta. Człowiek jest specjalistą od dyskontowania przyszłości i wszystko, co wykracza dostatecznie daleko poza teraźniejszość, nie obchodzi go albo przyciąga jego uwagę tylko jako teoria. A że dla każdej teorii jest jakaś alternatywa, to i zmiany klimatu łatwo poddać w wątpliwość.

Wracając do sedna: zniszczymy naszą planetę, ponieważ to przynosi zysk. Zdecydowana większość ludzi na Zachodzie miała udział w tym zysku, a inne części świata też mają nań ochotę, tłumacząc się postępem.

Wybór między społeczeństwem i planetą nigdy nie będzie łatwy. Niszczenie Ziemi jest procesem powolnym, którego najgorsze skutki są postrzegane przez wszystkich, nie tylko tych wątpiących, jako odległa przyszłość.

Mechanizm dyskontowania jest także sercem modelu, wedle którego zbudowaliśmy nasze społeczeństwa i jest to coś, za co naprawdę możemy siebie obwiniać. 150 lat temu, Mark Twain napisał o Missisipi, że rzeka ta oczyszcza się co 10 kilometrów. To była prawda od niepamiętnych czasów, ale skończyło się wkrótce po tym, jak stwierdził to Twain. Zaczęliśmy zrzucać do rzeki kwasy i wszystko, czego chcieliśmy się pozbyć. Wprowadzono ograniczenia, jeśli chodzi o zrzucanie do rzeki toksyn i innych materiałów, ale nasze rzeki przestały być czyste i wydaje się niemożliwe, by znów były takie, jak kiedyś. Poza tym, nawet jeśli nie będziemy wylewać do nich kwasów tu, w ojczyźnie, to nasze korporacje będą składować szkodliwe odpady w dalekich krajach.

Zrobiliśmy kilka dobrych rzeczy, ale to są tylko incydenty w niepowstrzymanej fali rosnącego zużycia energii. Dzisiejsza „odpowiedź” na wyczerpywanie się zasobów konwencjonalnej ropy i gazu polega na głębszym, bardziej intensywnym kopaniu, lub robieniu futurystycznych projektów turbin wiatrowych i paneli słonecznych. Rzadkie są natomiast pomysły na zmniejszenie zużycia energii. Jesteśmy uzależnieni od stosowania coraz większych jej ilości i nie przyjmujemy tego do wiadomości, jak każdy uzależniony narkoman.

Politycy, odpowiedzialni za niszczenie środowiska, są albo na liście płac osób, które najbardziej korzystają na wyrządzanych szkodach, albo są za mało inteligentni i wykształceni, by zrozumieć skutki swej polityki. Bez całkowitej zmiany tego, co nazywamy systemem edukacji, nie da się nic zmienić.

Idziemy na zderzenie czołowe i do niego dojdzie. To już przesądzone. I ani my, ani nasz system szkolnictwa nie znajdziemy wymówki: druga zasada termodynamiki jest znana od dawna. Lecz dla paru dolców po prostu ją ignorujemy. Zasada ta mówi, że wykorzystanie energii ma poważne konsekwencje. Herman Daly i Kenneth Townsend ujmują je następująco: „Organizm nie może żyć wśród odpadów, które sam wyprodukował”.

Wszystko to bazuje na naszych systemach gospodarczych, które kiedyś miały ograniczenia i mechanizmy przywracania równowagi, ale je odrzuciły, bo ważne są potencjalne zyski. Nigdy więcej standardu złota, nigdy więcej ustawy Glassa-Steagalla, żadnych hamulców dla Skarbu czy banków centralnych, aby mogły zapewniać przetrwanie i prosperity największych krajowych banków. Na koszt obywateli, którzy siedzą cicho, zarówno z powodu ignorancji, jak i marzeń o rychłym, lepszym jutrze.

Ale jest od dawna oczywiste, że dla planety lepsze dni nie nadejdą. Decyduje o tym druga zasada termodynamiki, niezależnie od tego, czy ludzie ją rozumieją. Zdrowa planeta potrzebuje miejsca i dobrych warunków do życia dla 99,9 proc. istnień, które gości, a zdrowy system gospodarczy powinien zapewnić utrzymanie ogromnej większości ludzi, żyjących pod jego parasolem. Jesteśmy bardzo dalecy i coraz dalsi od takiej sytuacji.

Już dawno zrozumiałem, że nie chcę być bogaty, zadając krzywdy zarówno ludziom, żyjącym na naszej wspólnej planecie, jak i innym formom życia. Nie wyobrażam sobie dalszego życia na planecie, na której nie ma miejsce dla lwów, słoni i niedźwiedzi polarnych lub też dla małych, zielonych żabek. Mogę komuś swoje miejsce oddać. 

 

Na podst. What Kills The Economy Kills The Planet Kills Us,  The Automatic Earth

Sieci społecznościowe

Tagi