Czy algorytm może być powiernikiem?

Wzrost zainteresowania firmami oferującymi zautomatyzowane zarządzanie inwestycjami wzniecił debatę na temat tego, kto, albo co, ma lepsze predyspozycje do spełniania wysokich wymogów etycznych, narzucanych przez regulatorów: oprogramowanie, czy doradca z krwi i kości?
Tzw. robodoradcy, jak Wealthfront czy Betterment, to firmy świadczące usługi online, które wykorzystują algorytmy komputerowe, aby wybierać inwestycje i z upływem czasu „podkręcać” portfele klientów. Pobierają przy tym bardzo niskie opłaty, nawet 0,15% wartości zarządzanych aktywów. W przypadku niezależnych doradców, jest to zwykle co najmniej 1%.
Niemniej firmy te podlegają takim samym przepisom, jak normalni doradcy, którzy mają swoje biura i regularnie przyjmują interesantów. Zazwyczaj rejestrują się w SEC i są uznawane za „powierników”, którzy muszą przedkładać interes klienta nad swój własny.
Robodoradcy odpowiadają za niewielki procent aktywów, jakimi zarządza branża doradcza, jednak ich popularność szybko rośnie. Charles Schwab ogłosił, że zamierza uruchomić własną zautomatyzowaną usługę inwestycyjną.
Eksperci od zgodności i prawnicy są zasypywani pytaniami, czy robodoradcy będą w stanie spełnić oczekiwania regulatorów. Krytycy są sceptyczni, ale prawnicy nie widzą tu problemu. Regulacje nie wymagają, by w kontakcie z klientem uczestniczył czynnik ludzki.
Aby postawić dobro klienta na pierwszym miejscu, zarówno cyfrowi, jak i żywi doradcy muszą zacząć od określenia jego tolerancji ryzyka. W tym celu, jedni i drudzy często korzystają z kwestionariuszy, choć doradca-człowiek zazwyczaj spotyka się też z klientem twarzą w twarz.
W Betterment klienci odpowiadają online na pytania dotyczące wszystkiego, od swych planów związanych z kupnem domu po cele emerytalne. Następnie algorytmy wybierają z krótkiej listy ETF-y, aby stworzyć portfel, który będzie pasował do tolerancji ryzyka i horyzontu czasowego danego inwestora.
Oczywiście, te algorytmy programują ludzie, którzy otrzymują informacje od komitetu polityki inwestycyjnej, składającego się z ekonomistów i analityków finansowych. Chętni mogą też rozmawiać z przedstawicielami działu obsługi klienta, których rola jest jednak ograniczona.
Betterment, co prawda, doradza w sposób bardziej spersonalizowany garstce inwestorów, których sytuacja jest skomplikowana, jednak stawia na automatyzację. Krytycy twierdzą, że może to prowadzić do przeoczenia detali, które wychodzą na jaw w kontaktach osobistych, jak choćby wydatków, jakie ponosi chory rodzic klienta.
Jednak, zdaniem Mike Alfreda z firmy badawczej BrightScope, automatyzacja może obniżyć ryzyko błędu człowieka. Robodoradcy czynią swój atut z tego, że „będą wiedzieć niemal tyle samo, co żywi doradcy, a to, czego nie wiedzą, nadrobią, nie popełniając głupich błędów” - mówi Alfred.
Unikanie błędów związanych z programowaniem to jedno z powierniczych zobowiązań robodoradców. Algorytmy muszą zarządzać kontami klientów zgodnie z ich celami i działać tak, jak obiecuje firma. Powinno być też jasno określone, co klienci dostają, a czego nie.
Na przykład w Wealthfront inwestorzy wiedzą, że nie dostaną porad dotyczących planowania budżetu i zarządzania majątkiem. Ludzie korzystający z usług tej firmy (przeważnie młodzi) robią to dlatego, że doradztwo jest tu zautomatyzowane. „Większość z nich zapłaciłaby mi, żebym nigdy do nich nie dzwonił” – mówi Adam Nash, prezes Wealthfront.

 


Na podst. Can an algorithm be a fiduciary?, Suzanne Barlyn, Reuters

Sieci społecznościowe

Tagi