Czy dyplom uniwersytetu to dobra inwestycja?

Coraz wyższe czesne, ogrom pożyczek studenckich i byle jakie perspektywy pracy dla absolwentów sprawiają, że ludzie kwestionują sens zdobywania wyższego wykształcenia.

Jednak statystycy, Jaison Abel i Richard Deitz, twierdzą, że realna wartość amerykańskiego dyplomu uniwersyteckiego wciąż jest bliska rekordowych poziomów, mimo że opłaty za studia mocno wzrosły, a Wielka Recesja spustoszyła rynek pracy. Jeśli od nadwyżki potencjalnych zarobków (w stosunku do osób z niższym wykształceniem) odejmiemy czesne i utratę potencjalnych dochodów w latach nauki, dyplom ten można wycenić na ok. 300 tys. dol. To się nie zmienia od początku XXI w. i wynika stąd, że główną składową tej ceny nie są opłaty, lecz koszt alternatywny opuszczenia siły roboczej na 4 lata. A wartość realna tego ostatniego zmalała, gdyż spadł potencjał zarobkowy osób bez wyższego wykształcenia.

Abel i Deitz szacują, że zwrot z inwestycji w studia wynosi, w przypadku przeciętnego absolwenta, 15% rocznie. Tymczasem akcje i obligacje dawały od 1950 r. średnio, odpowiednio, 7% i 3%.

Gorzej, jeśli uwzględni się ryzyko. Inwestycja w dyplom w niczym nie przypomina kupna funduszu Vanguarda, śledzącego S&P 500. Jest raczej jak postawienie wszystkich pieniędzy (w tym sporych, pożyczonych) na jedną spółkę z indeksu Dow Jones. Statystycznemu studentowi może się to opłacać, ale nikt nie jest statystyczny.

Abel i Deitz podają, że tylko 3/4 absolwentów zarabia więcej niż przeciętny pracownik bez wyższego wykształcenia. Tymczasem, miejsc pracy dla nich ubywa, a przybywa tych dla osób mniej wykwalifikowanych. W przyszłości zwroty z inwestycji w dyplom mogą się więc jeszcze pogorszyć.

Jednak pieniądze to nie wszystko. Nie zapominajmy o przyjaźniach i doświadczeniu, jakim jest studenckie życie.

 

Na podst. Is a university degree a good investment?, Stephen Foley, The Financial Times

Sieci społecznościowe

Tagi