Czy „inteligentne beta” jest wystarczająco inteligentne, by przetrwać?

Jak bardzo mądre jest „inteligentne beta”? Czy jego mądrość wynika po prostu z tego, że zwykłe beta jest głupie i pozostanie głupie?

„Beta” to termin dotyczący wyceny aktywów kapitałowych. Jest to współczynnik, który pokazuje, w jakim stopniu akcje danej spółki są wrażliwe na zmiany całego rynku (giełdy). Wycena akcji o beta równym 1 zmienia się dokładnie tak, jak cały rynek (którego beta wynosi właśnie 1). „Alfa” to współczynnik, który rejestruje wszystkie zmiany notowań, których nie da się wyjaśnić ruchami całego rynku.

Inwestowanie w beta jest tanie, bo można kupić fundusz indeksowy. Tymczasem alfa jest nieuchwytne i ma swoją cenę. To uzasadnia powstanie pasywnych funduszy indeksowych i ETF-ów. Ale fundusze indeksowe nie są „inteligentne”, bo „bezmyślnie” akceptują panujące wyceny. Wymyślono więc aktywnie zarządzane fundusze, działające automatycznie, tak jak fundusze indeksowe i dzięki temu tanie, ale jednocześnie - wykorzystujące anomalie w wycenach spółek, aby spróbować pokonać indeksy. Wariacje obejmują ważenie spółek według zysków, dywidend lub ryzyka. Wszystkie te miary służą kupowaniu większej liczby akcji spółek, kiedy te są niedowartościowane.

Dostawcy indeksów, jak Russell i Standard & Poor, oferują obecnie wiele indeksów inteligentnego beta. Ale czy one się sprawdzają, a jeśli tak, to dlaczego i jak długo będą się sprawdzać?

Ich najbardziej kąśliwym krytykiem jest Bill Sharpe, noblista ze Stanford University. Mówi, że „inteligentne beta” jest chore z definicji. Jego zdaniem, strategie inteligentnego beta to nic innego, jak stawianie na tanie i małe spółki lub próby pokonania rynku za pomocą aktywnego zarządzania, co klasyfikuje je jako „alfa”, a nie „beta”.

Sharpe twierdzi, że inteligentne beta przestanie działać, kiedy wszyscy zaczną je stosować. Jest skuteczne tylko dlatego, że zwykłe beta jest „głupie”, czyli że stosujący je inwestorzy kupują akcje, które sprzedają zwolennicy inteligentnego beta. Sharpe dodaje, że jeśli inteligentne beta jest inteligentne tylko dzięki głupocie innych, jego przewaga z czasem zaniknie.

W odpowiedzi, dostawcy inteligentnego beta robią badania wykazujące, że ich strategie nie wygrywają ze względu na czynniki takie, jak wartość, które z czasem zanikną (wskutek arbitrażu). Pokonują rynek z powodu rebalansowania. Mówiąc prościej, każda strategia polegająca na kupowaniu akcji będących w dołku i sprzedaży tych, które osiągają szczyty notowań da dobre wyniki. Firma Intech nazywa to premią za rebalansowanie. 

Research Affiliates, znany dostawca inteligentnego beta, wyliczył, że portfele akcji o wysokiej zmienności oraz ich odwrotność, czyli portfele akcji o niskiej zmienności, pokonywały indeks o ok. 2 proc. rocznie, pod warunkiem, że były regularnie rebalansowane.

Generalnie, może inteligentne beta zapewnia trwałą przewagę, ale z powodu wyższych kosztów transakcyjnych, jest ona niwelowana. To oznacza złe wieści dla aktywnych menedżerów. Ich wysokie opłaty są trudne do uzasadnienia. Powinno też niepokoić zwolenników beta: bez aktywnych menedżerów anomalie nie byłyby korygowane i rynki teoretycznie powinny być bardziej nieefektywne.

Sharpe uważa, że aktywne zarządzanie nic nie daje. Ma jednak coś na pocieszenie. „Kiedyś martwiłem się, że indeksowanie będzie stosowane na zbyt wielką skalę. Ale ludzka natura sprawia, że inwestorzy ciągle potrzebują aktywnych menedżerów”.

 

 

Na podst. Is ‘smart beta’ smart enough to last?, John Authers, The Financial Times

 

Sieci społecznościowe

Tagi