Czy możemy uniknąć antybiotykowej apokalipsy?

Współcześni dorośli chętnie sięgają po te leki, ale to przyszłe pokolenia najbardziej ucierpią z powodu ich nadużywania.

Jakie zagrożenia dla naszej cywilizacji niesie przyszłość? Na to pytanie większość odpowie: terroryzm, zmiany klimatyczne, cyberprzestępczość. Jednak, jeśli naczelna lekarz Anglii, prof. Dame Sally Davies ma rację, to przyszłość szykuje nam inny problem: wzrost odporności bakterii na antybiotyki.

W swojej ostatniej książce, „Leki, które nie działają”, Davies opisuje, jak kilkadziesiąt lat temu lekarze zaczęli stosować środki antybakteryjne, takie jak penicylina, do zwalczania infekcji. Od tego czasu, ludzie uznali antybiotyki za remedium na wszystkie możliwe choroby. Ponieważ leki te są tak powszechnie stosowane, bakterie mutują się i stają się coraz bardziej odporne na działanie z zewnątrz. Jednocześnie, firmy farmaceutyczne nie tworzą nowych lekarstw przeciwko drobnoustrom. W rezultacie, współczesna medycyna może stracić zdolność zwalczania wielu chorób i zakażeń. Problem nie jest tylko teoretyczny i futurologiczny. Davies szacuje, że już dziś w Wlk. Brytanii, wskutek zarażenia bakteriami odpornymi na leki, umiera ok. 25 tys. osób.

Liczby, które cytuje prof. Davies, nie są jakimś mrocznym sekretem: dane te są rutynowo publikowane w internecie na stronach dotyczących medycyny. Dlatego dziwi małe zainteresowanie tym problemem zarówno ze strony władz (do których, jako naczelna lekarz kraju, Davies też się zalicza), jak i społeczeństwa. Jednak ostatnio odniosła ona pierwsze małe zwycięstwo, przekonując rząd, by umieścić „problem antybiotyków” w oficjalnym rejestrze zagrożeń. Niebawem urzędnicy będą dyskutować o tej sprawie podczas międzynarodowych spotkań w Doha i w Rzymie.

Są też inicjatywy mające na celu zmianę zachowań. Brytyjskie szpitale muszą składać raporty na temat częstotliwości występowania MRSA – lekoodpornej bakterii, za rozwój której odpowiedzialny jest brak higieny na oddziałach (personel za rzadko myje ręce). We Francji przeprowadzono kampanię społeczną, dzięki której zmalało tam zużycie antybiotyków. Z kolei stosowanie ich w rolnictwie ograniczyły Dania i Norwegia. To akurat jest bardzo istotny postęp, ponieważ antybiotyki są rutynowo dodawane do pasz, aby zwierzęta hodowlane były zdrowsze i szybciej przybierały na wadze. (Zadziwiające jest to, że w USA 80% zużycia antybiotyków przypada właśnie na rolnictwo.) W Norwegii hodowcy ryb, zamiast dosypywać leki do pasz, wstrzykują je jedynie chorym sztukom.

Działania te są godne pochwały – nawet jeśli pomysł dawania zastrzyków rybom nieco zdumiewa – ale front walki z problemem antybiotyków przyćmiewają inne, bardziej nośne inicjatywy, jak choćby zapobieganie zmianom klimatycznym. Rządy poszczególnych krajów wydają się niechętnie wprowadzać jakieś ograniczenia, bez koordynacji na szerszą skalę. Wyborcy, jak na razie, nie wywierają presji, by wdrożyć konieczne reformy, uważając, że jest to problem, który będzie dotyczył odległej przyszłości.

„Współcześni dorośli chętnie sięgają po te leki, ale to przyszłe pokolenia najbardziej ucierpią z powodu ich nadużywania” – przestrzega prof. Davies.

 

 Na podst. Can we avoid an antibiotic apocalypse? Gillian Tett, The Financial Times

 

Sieci społecznościowe

Tagi