Czy można nauczyć lekarzy, jak rozmawiać z pacjentami?

Wiele badań sugeruje, że dobre umiejętności komunikacyjne lekarzy w tak ważnych sprawach, jak opieka nad chorymi pod koniec ich życia, wpływają na poprawę jakości życia pacjentów i jakości ich umierania. Pacjenci mniej intensywnie korzystają wówczas ze zbędnych badań i zabiegów. Ale nie jest łatwo nauczyć lekarzy, jak rozmawiać.

Lekarze i studenci medycyny często mają ograniczony wgląd w to, jak wypadają podczas rozmów z pacjentami i małe szanse na informację zwrotną. Chociaż większość lekarzy naprawdę dobrze zajmuje się chorymi i podejmuje właściwe decyzje, wielu nie potrafi pokazać, że im zależy. Przecież na egzaminach nie oceniano ich zdolności komunikowania się z innymi ludźmi.

Tymczasem, narasta przekonanie, że właściwa komunikacja z pacjentami jest podstawową kompetencją w naszym zawodzie. W ostatniej dekadzie uczelnie medyczne i szpitale zainwestowały znaczne środki w rozwijanie u lekarzy umiejętności komunikacyjnych.

Niektórzy uważają, że nasze nienaturalne i sztywne kontakty z pacjentami wynikają ze sposobu kształcenia medyków, których uczy się obiektywizacji i oceny skali objawów. Jeśli student medycyny zobaczy, że ktoś upadł i boli go noga, prawdopodobnie zapyta: „Czy wszystko w porządku? Upadek wyglądał na bolesny. Jak mogę pomoc?”. Lekarz zapyta: „W skali od 1 do 10, jak silny jest ból? Co sprawia, że boli bardziej? Czy ból promieniuje na stopę?”.

Najnowsze badania, opublikowane w JAMA, pokazują, jak trudno jest uczyć efektywnej komunikacji. W badaniu wzięło udział 472 internistów i pielęgniarek. Podzielono ich losowo na dwie grupy. Jedna przeszła przez 8 sesji szkolenia z komunikacji, a druga nie (grupa kontrolna). Następnie poproszono pacjentów w ostatnim stadium raka i innych chorób śmiertelnych (lub ich rodziny) o ocenę jakości komunikacji z członkami obu grup, sprawującymi nad nimi opiekę medyczną. Pacjentów zbadano również pod kątem objawów depresji.

Wyniki? Lekarze i pielęgniarki uczestniczący w szkoleniu nie komunikowali się lepiej z pacjentami w stanie terminalnym, niż ci z grupy kontrolnej. Co więcej, chorzy pod opieką osób po szkoleniu byli bardziej narażeni na depresję.

Jak to możliwe? Przeszkoleni medycy mogli spędzać więcej czasu ze swoimi pacjentami na rozmowach o zbliżającej się śmierci, siłą rzeczy, przygnębiających. Być może, podejmowali te trudne rozmowy na zbyt wczesnym etapie rozwoju swych umiejętności komunikacyjnych, gdyż udział w badaniu ich ośmielił.

Możliwe też, że ucząc studentów i lekarzy skutecznych technik komunikacyjnych, ryzykujemy, iż wyciszą swe autentyczne, ludzkie odruchy. Zamiast nauczyć się łączyć swe naturalne cechy z pozyskaną wiedzą, zaczną mechanicznie stosować wzorce konwersacji zaczerpnięte ze skryptów.

Żaden kurs komunikacji nie przekształci w magiczny sposób introwertyka w wylewną, otwartą osobę. Nie chodzi też o to, by tych, którzy mają dbać o pacjentów, nauczyć gładkiej gadki, niczym handlowca.

Szkolenia z komunikacji dla lekarzy powinny im pomóc przyswoić sobie elementarne zasady odnoszenia się do innych ludzi. Dobrze, jeśli nauczą, jak nie urazić pacjenta. Wpajane na kursach techniki i słowa nie powinny zabijać autentyzmu we wzajemnych relacjach. Już same białe fartuchy, które nosimy, są wystarczającą barierą dla innych osób.

 

Na podst. Can Doctors Be Taught How to Talk to Patients?, Timothy D. Gilligan i Mikkael A. Sekeres, The New York Times

Sieci społecznościowe

Tagi