Czy można się wyleczyć z zachowań prowadzących do utraty pieniędzy?

Większość inwestorów strzela sobie w stopę i niewiele reform jest w stanie powstrzymać krwawienie. Bostońska firma DALBAR opublikowała właśnie duże badanie zachowań inwestorów z lat 1984-2014. Oto, jaki płynie z niego najważniejszy wniosek: jesteśmy niepoprawni. Po prostu nie chcemy uczyć się na własnych błędach. Skazani więc jesteśmy na to, by w kółko je powtarzać.

Analiza wykazała, że inwestorzy nie osiągają tak dobrych wyników, jak nabywane przez nich instrumenty inwestycyjne. Normą jest kupowanie po wzrostach na rynku i sprzedaż po rozczarowaniach. To oznacza, że przeciętni inwestorzy rutynowo kupują „na górce” i sprzedają „w dołku”, zamiast podpiąć się pod trend długoterminowy swoich bazowych inwestycji.

Jak łatwo przewidzieć, rezultat jest żałosny. W ciągu ostatnich 20 lat indeks S&P 500 dawał średnio 9,22% zwrotów w skali roku. Typowy inwestor osiągał tylko 5,02%. W 2013 r. różnica na niekorzyść inwestorów nawet wzrosła. Była wyższa niż średnia, czyli 4,2%, choć rynek kwitł. Ludzie ciągle źle zgadywali, w jakim momencie inwestować. Raport stwierdza, że w najlepszych miesiącach 2013 r. nie odnotowano znaczącego napływu pieniędzy do funduszy inwestycyjnych. Inwestorzy nie potrafili zoptymalizować wyników nawet w roku, w którym trudno było coś zepsuć.

Prezes DALBAR, Lou Harvey, mówi, że nie ma wątpliwości, iż „starania o poprawę irracjonalnych zachowań inwestorów za pomocą edukacji są daremne... stosowana dziś edukacja inwestorów nie działa”.

Raport DALBAR proponuje cztery „najlepsze praktyki, które pomogą unikać zachowań prowadzących do utraty pieniędzy”:

• ustaw swoje oczekiwania poniżej indeksów rynkowych

• kontroluj ekspozycję na ryzyko

• monitoruj tolerancję ryzyka

• probabilizuj prognozy

Problemem jest to, że inwestorzy stale mają zbyt wysokie oczekiwania. Uznają, że średni wynik rynku to najgorsze, co mogą osiągnąć. Zakładają, że ich wybory są optymalne i to inni podpadają pod negatywne statystyki.

Czynniki ryzyka pozwalają zrozumieć i kontrolować zagrożenia oraz uznać, że nasza tolerancja ryzyka z czasem się zmienia. Byłoby korzystnie, gdyby branża finansowa podawała informacje na temat prawdopodobieństwa osiągania zwrotów w zakładanym zakresie. Ale to nigdy nie nastąpi. Firmy świadczące usługi finansowe boją się, że podawanie szacunków na temat przyszłych zwrotów narazi je na procesy sądowe, wytaczane przez wściekłych klientów.

„Jedyną rzeczą dostępną dla każdego inwestora są dziś wyniki funduszy z ostatnich 10 lat. Można ich w pewnym stopniu użyć do przewidywania wyników w przyszłości. Jeśli pięć lat temu fundusz był na dnie w swojej kategorii, a następnie odbił się i wylądował na szczycie, to taka zmienność wiele mówi, zwłaszcza, jeśli porówna się to ze stabilnie rozwijającymi się funduszami” - zauważa Harvey.

Prawdziwe szaleństwo tkwi jednak w tym, że edukacja inwestorów skupia się na pokazywaniu im tego, co jest „optymalne”. Tylko że co innego jest optymalne dla profesjonalistów, a coś zupełnie innego - dla przeciętnych ludzi. Eksperci i przeciętni inwestorzy starają się wycisnąć z każdej inwestycji wszystko, co się da. Ale profesjonaliści mają zaawansowane narzędzia, czas i wiedzę, co należy robić. Zwykły człowiek polega tylko na swoim instynkcie.

 

Na podst. Can your ‘money-losing behavior’ be cured?, Chuck Jaffe, MarketWatch

Sieci społecznościowe

Tagi