Czy prawdziwa miłość wymaga cierpienia?

O. Włodzimierz Zatorski OSB Refleksje duchowe

Życie, jakie mamy, jest nam dane. Sami go sobie nie wzięliśmy, ani wybierali, wypracowali, czy na nie zasłużyli. Ono po prostu zostało nam dane przez Boga. Nie jest wynikiem działania ślepego losu, ale jest darem.

-Bóg uczynił nasze życie dobrym, ale to dobro ma trudne warunki do kiełkowania, bo na ogół jesteśmy słabi i niewdzięczni. A przecież człowiek chce kochać, chce być kochanym. Właściwie sensem życia jest miłość i radość jaką z niej mamy i poczucie szczęścia jakie daje.

Ojcze Włodzimierzu, co robić, żeby doświadczać Bożej miłości, gdzie jej szukać, jak o nią prosić? Czy  w ogóle zasługujemy na Bożą miłość, łaskę, dary jakie otrzymujemy?

Mówi się że „jak trwoga to do Boga”. Dopiero poobijani, w cieple Bożej miłości leczymy rany zadawane przez życie, ale na co dzień rzadko o tej Bożej wspaniałomyślności myślimy. Jak sprawić żeby Boża miłość zagościła na stałe w naszym sercu i w naszym życiu? Trzeba się modlić, czy Bóg sam nas nią dotknie? A może najpierw trzeba w nią uwierzyć? Wydawałoby się naturalne, że naszym ludzkim odruchem jest tę miłość przyjąć i odwdzięczyć się tym samym Wydaje się , że to tak niewiele - więc dlaczego jest tak trudno?

Gdzie szukać tej siły, która pozwala żyć i nie tracić nadziei w to, że będzie dobrze? Że w tym wszystkim jest jakiś ukryty sens, który tylko czeka aby go odkryć?

Wpierw i przede wszystkim musimy sobie zdać sprawę, że nie wiemy, na czym polega prawdziwe życie i jaki jest jego sens. Ono jest dla nas do odkrycia. Najczęściej pokazuje się nam jakieś wzory życia, pomyślności, sukcesu i na tej podstawie sobie wyrabiamy wyobrażenie o samym życiu. A ponieważ zazwyczaj nie osiągamy tego, czego pragniemy, cierpimy i jesteśmy niezadowoleni. Jednak zasadniczą winę za nasze niezadowolenie ponosi błędne wyobrażenie. Trzeba się nam zupełnie inaczej nastawić do życia, podejść do niego jak do podróży w nieznane i w związku z tym patrzeć na wszystko z zaciekawieniem nosząc w sobie pytanie o sens, dobro i mądrość.  Jeżeli np. spojrzymy na wszystko, co w życiu najcenniejsze, a więc spotkania z ludźmi, którym wszystko zawdzięczamy: rodzice, rodzeństwo, cała rodzina, przyjaciele, wychowawcy…, dalej wszystko, czym zostaliśmy obdarowani: zdolności, zdrowie, miejsce i czas naszego życia, a także miłość, która prowadzi do małżeństwa i założenia rodziny… Wszystko to jest nam dane. My w swoim życiem lepiej lub gorzej przygotowujemy się do przyjęcia i ubogacenia. Nigdy nie jesteśmy w pełni „twórcami” całego bogactwa tego wszystkiego. Życie i wszystko, co w nim najcenniejsze, jest darem i to niezasłużonym.

Kiedy uświadomimy sobie ten fakt, kiedy w refleksji odkryjemy tę wielką prawdę, odsłania się przed nami jednocześnie prawda o wielkiej łaskawości Boga – Dawcy tego całego dobra. Prawda o Bogu, który nas miłuje i hojnie obdarza tym, co dobre.

Ta prosta refleksja nie jest jednak taka łatwa. Życie ciągle nas ciężko doświadcza i to w różny sposób. Poczynając od cierpień związanych z brakiem zdrowia, przez nieszczęścia jakich doświadczamy osobiście lub nasi bliscy, upokorzenia, jakich doświadczamy przez istniejącą niesprawiedliwość w społeczeństwie, brak pracy, zdradę kogoś bliskiego, kłótnie w rodzinie, z sąsiadami, niesprawiedliwe pomówienia… Sami ze sobą mamy duże kłopoty, bywamy dla siebie często bardzo okrutnymi tyranami dręczącymi się z powodu czegoś, co się nam nie udało. Jeżeli patrzymy przez pryzmat tych negatywnych doświadczeń trudno nam dostrzec obfitość dobra, jakim zostajemy obdarowani i przez nie dobroć Boga, który ich daje. Jak się okazuje w naszym życiu obok dobra, jakie otrzymujemy od Boga, istnieje jakaś tajemnica zła i nieprawości w nas ukryta. Aby dojść do pełni życia i zrozumieć jego sens, trzeba się z tą tajemnicą skonfrontować. Najwyraźniej ta tajemnica ujawniła się w misterium paschalnym Chrystusa, które przeżywaliśmy w Wielkim Tygodniu. Po męce i śmierci następuje jednak zmartwychwstanie.

W tym kontekście orędzie o zmartwychwstaniu Chrystusa nie jest orędziem radości ślepej na doświadczenie cierpienia i niesprawiedliwości. Wręcz przeciwnie, to co nam przez zmartwychwstanie daje Bóg przechodzi przez całe to negatywne doświadczenie. Okazuje się, że dopiero po doświadczeniu krzyża radość może być autentyczna. Dopiero poprzez rany zadane nam przez świat zaczynamy dostrzegać całą prawdę o szczęściu wiecznym. Taka wydaje się była droga apostołów do wiary, za którą potem oddawali życie. Trzeba zobaczyć rany Jezusa zadane przez okrucieństwo życia, przez zło świata, aby odkryć Pana i Boga, odkryć ogrom Bożej łaskawości, która pokonuje świat.

Wszystko bo­wiem, co z Boga zrodzone, zwycięża świat, tym właśnie zwy­cięst­wem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara. A kto zwycięża świat, jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Bożym? (1 J 5,4n).

Ten, który przeszedł całą okropność, odrzucenie, wzgardzenie, wyszydzenie, zmaltretowanie i śmierć zadawane Miłości jaką przyniósł na świat, On zmartwychwstał, objawił się jako Syn Boży zasiadający po prawicy Ojca, Sędzia tego świata. Czy można sobie wymarzyć lepszego sędziego?

Oto świat nas rani, czasem stara się nas wykorzystać, stłamsić czy nawet zniszczyć, ale nasza wiara ukazuje nam prawdę o zwycięstwie Prawdy i Miłości, o ostatecznym zwycięstwie, które objawiło się w Zmartwychwstałym. W jego obliczu niknie cała moc zniewalająca świata. Jeżeli mamy w sobie wiarę paschalną sięgającą Chrystusa zmartwychwstałego, świat nie jest w stanie nas pokonać, odebrać nam miłość Boga i naszą wzajemną miłość.

Dopiero wiara, która zna misterium cierpienia, śmierci i zmartwychwstania pozwala nam na nowo, w sposób o wiele głębszy rozpoznać tę prawdę o ogromie daru, jakim jest dla nas wszystko to, co mamy: życie, dom, miłość, wiara, spotkani ludzie, a nawet choroba i nieszczęście, jakie na nas spadają. Poprzez nie w sposób szczególny mamy udział w cierpieniach Chrystus, a przez to udział w Jego nowym życiu. Po swoim zmartwychwstaniu Jezus przyszedł do swoich uczniów ze słowami: Pokój wam! (J 20,19) i darem swojego Ducha: Weź­mij­cie Ducha Świętego! (J 20,22). Mocą tego Ducha są oni w stanie prawdziwie zrozumieć Ewangelię Jezusa i przekazywać innym życie, gdyż Duch jest prawdą (1 J 5,6). Nie jest to już doktryna, ale życie, jak to ilustruje opis z Dziejów Apostolskich. Święty Jan natomiast w swoim liście wyraża tę prawdę słowami: 

Każdy, kto wierzy, że Jezus jest Mesjaszem, z Bo­ga się narodził i każdy miłujący Tego, który dał ży­cie, miłuje również tego, który życie od Niego otrzymał. Po tym poznajemy, że miłujemy dzieci Boże, gdy miłu­je­my Boga i wypełniamy Jego przykazania, albowiem mi­łość względem Boga polega na spełnianiu Jego przy­ka­zań, a przykazania Jego nie są ciężkie (1 J 5,1–3).

Przystępując do Eucharystii wchodzimy w komunię z Jezusem i we wspólnotę jednie z drugimi. Aby nasza wiara była prawdziwa, musi uzyskać swoje dopełnienie w życiu na co dzień, szczególnie w otoczeniu najbliższych.

Sieci społecznościowe