Czy twój fundusz „alternatywny” to tykająca bomba?

Większość osób posiadających „alternatywne fundusze inwestycyjne” nie potrafi dokładnie opisać, co właściwie mają w portfelu.

„Alternatywny" zdaje się oznaczać niezliczone strategie i można w ten sposób określić cokolwiek spoza inwestycji głównego nurtu, związanych z akcjami, obligacjami i gotówką.
Ale SEC (Komisja Papierów Wartościowych i Giełd) zaczęła się martwić, że to, co przedstawiano jako panaceum na zmienność i nieprzewidywalność rynków, może się okazać gorącym kartoflem albo gorzej – tykająca bombą.
W obawie, że portfele inwestorów wybuchną z powodu inwestycji, których ci nie rozumieją, SEC postanowiła solidnie zbadać fundusze alternatywne. Zarówno należące do znanych firm (jak BlackRock czy AQR Capital Management), jak i do niektórych małych, które zaczęły oferować drobnym inwestorom fundusze inwestycyjne naśladujące hedgingowe.
Urzędnicy SEC przebadają 30 firm, kontaktując się, m. in., z członkami zarządu i ustalając, czy złożoność ich alternatywnych funduszy wymaga specjalistycznego nadzoru.
Fundusze alternatywne to od paru lat silny trend: w 2013 r. napłynęło do nich ponad 40 mld dol., a w tym roku ok. 17 mld dol. W sumie, ulokowano w nich już ponad 260 mld dol.
Ale „alternatywny" dla wielu ludzi znaczy różne rzeczy.
Zazwyczaj chodzi o fundusze inwestycyjne, które stosują strategie tradycyjnie zarezerwowane dla funduszy hedgingowych (długo-krótko, strategie absolutnego zwrotu i neutralności rynkowej, krótka sprzedaż, by generować dodatnie zwroty, nawet gdy rynek jest płaski lub spada). Większość hedgingowych, pomimo całego hałasu wokół nich, radzi sobie miernie, bez względu na warunki na rynku.
Dziś prym wodzi „płynna alternatywa". Zazwyczaj chodzi o kupowanie niepłynnych aktywów, jak prywatne kredyty czy niektóre instrumenty pochodne, i zamienianie ich w fundusz, który jest „płynny", bo można go w każdej chwili sprzedać na otwartym rynku.
Jeff Sica, dyrektor inwestycyjny w Circle Squared Alternative Investments, uważa, że wiele z tych inwestycji w funduszach alternatywnych zacznie sprawiać kłopoty, gdy sytuacja na rynku się zmieni. Co, jeśli nie będzie ich wcale tak łatwo „upłynnić"?
„W funduszach alternatywnych nie ma prawdziwej płynności (...), dlatego prawdopodobnie 95% z nich jest bezużyteczne" – mówi Sica.
Podobnie jak inni eksperci, wskazuje on na prywatny kredyt, jako na jeden z wyjątkowo problematycznych obszarów. W tym wypadku, inwestuje się w to, czym typowe fundusze obligacyjne lub nastawione na dochód nie mogłyby się zajmować. Strumień dochodów z prywatnego kredytu może sięgnąć 7%.
W razie gospodarczych perturbacji, nie ma jednak gwarancji, że prywatne zobowiązania kredytowe będą wypełniane. Jeśli wybuchnie panika i inwestorzy rzucą się do wycofywania swych pieniędzy, fundusze będą próbowały pozbyć się prywatnych kredytów, żeby możliwe były umorzenia. Niestety, na rynku, który nie jest płynny.
Właśnie ryzyko takiego scenariusza chce ustalić SEC.
A tymczasem, inwestorzy powinni przynajmniej wiedzieć, że może i kategoria funduszy alternatywnych jest szeroka, lecz każdy jest jedyny w swoim rodzaju i błędem jest zakładanie, iż ryzyko związane z nimi jest takie samo. Jeśli kogoś pociągają, eksperci zalecają dywersyfikację i dzielenie przestrzeni alternatywnej w portfelu przez różne fundusze.
„Mam nadzieję, że nigdy nie pojawią się problemy, które sprawią, że któryś z tych funduszy ucierpi lub zniknie, ale powinniście przynajmniej tak inwestować, jakby kłopoty z alternatywą były możliwe, bo, no cóż, tak właśnie jest" – mówi Sica.

 

Na podst Is your 'alternative' fund a ticking time bomb?, Chuck Jaffe, Market Watch

Sieci społecznościowe

Tagi