Czy wynaleziono już wszystko, co ważne? cz.1

Ci dwaj naukowcy z Uniwersytetu Northwestern mają zupełnie odmienne zdanie o gospodarce XXI w.

Robert Gordon, 73-letni ekonomista-malkontent, uważa że najlepsze już za nami. Po stuleciu innowacji, które zmieniały nasze życie i nakręcały wzrost, nadchodzi spowolnienie. Joel Mokyr, 67-letni ekonomista-optymista, wyobraża sobie nadejście wieku wynalazków, w tym terapii genowej, przedłużającej życie, i cudownych nasion, które wyżywią świat bez potrzeby stosowania nawozów.

Obaj reprezentują przeciwstawne bieguny w debacie na temat przyszłości gospodarki XXI w.: od błyskawicznych innowacji, napędzanych robotyzacją produkcji, drukiem 3-D i chmurami obliczeniowymi, po lata bezrobocia, stagnacji wynagrodzeń i rosnącej nierówności dochodów.

Rozbieżne poglądy to nie tylko problem akademicki. Blizny po recesji to codzienność wielu Amerykanów: utracone miejsca pracy, obniżone płace i spadek cen domów. Pytanie, czy te trudne czasy zagościły na dobre. Odpowiedź zależy od tego, kogo zapytamy.

„Myślę, że tempo innowacji będzie coraz szybsze” - przekonuje Mokyr.

„Jakie masz na to dowody? Nie masz żadnych” - ripostuje Gordon.

O przyszłość kłócą się nieustannie. Mokyr mówi o przedłużających życie postępach medycyny. Gordon ucina: „Wydłużenie życia bez uleczalnej choroby Alzheimera oznacza, że będzie mnóstwo ludzi, którzy będą mogli chodzić, ale nie będą mogli myśleć”.

Gordon rozpoczął pracę na Uniwersytecie Northwestern jesienią 1973 r., rok przed Mokyrem. Ich słowne utarczki sprawiły, że stali się popularnymi ekonomistami-mówcami. Gordon bierze dziś za prelekcję 20 tys. dol. Mówi, że na tyle wycenia go jego agent. To też jest przedmiotem sporu. „Jestem zwykłym akademikiem, nie gwiazdą koszykówki. Nie mam agenta. Biorę tyle, ile mi płacą. Jeśli oferują za mało, nie idę” – oświadcza Mokyr. I dodaje: „Często się spieramy, a potem okazuje się, że mówimy o różnych rzeczach. Bob jest makroekonomistą, a ja jestem historykiem gospodarki”. 

Mokyr badał, jak nowe narzędzia prowadzą do przełomów gospodarczych. Np., jak wynalezienie teleskopu przyspieszyło rozwój astronomii. Historia upewnia go, że jego kolega się myli. Idee Gordona rzucają wyzwanie współczesnej ekonomicznej ortodoksji. Od czasu Roberta Solowa i jego prac z lat 50., większość ekonomistów przyjęła pogląd, że wzrost jest napędzany nowymi technologiami. Postęp może być nierównomierny, niemniej nie ma powodu obawiać się, że na świecie zabraknie pomysłów.

„Bob mówi, że najniżej wiszące owoce już zerwano, że drugi raz nie wynajdziemy kanalizacji w budynkach” - przypomina Mokyr. Gordon, podczas swoich prelekcji, często wyświetla dwa slajdy: na jednym jest WC ze spłuczką, a na drugim iPhone. A potem pyta: „Z czego byłoby wam łatwiej zrezygnować?”.

Mokyr zauważa, że wielu ekonomistów przed Gordonem głosiło koniec postępu, ale ci pesymiści zawsze byli w błędzie. To był popularny temat w czasie Wielkiego Kryzysu, lecz współcześni ekonomiści uznają lata 30. za okres szybkiego postępu technologicznego, z takimi osiągnięciami, jak skonstruowanie silnika odrzutowego i radaru. Dzisiaj to szybkie komputery są narzędziem, które otwiera drogę do nowych wynalazków w przyszłości.

Mroczna historia rodziny Mokyra kontrastuje z jego optymizmem. Jego rodzice byli holenderskimi Żydami, którzy przeżyli Holocaust. Ojciec, urzędnik, zmarł na raka, gdy Mokyr miał rok. Wychowała go matka, w małym mieszkaniu w Hajfie, w Izraelu. „Moja matka nie była optymistką, miała bardzo trudne życie” – wspomina Mokyr.

Gordon, bardziej od niego znany, ma predyspozycje do podważania obiegowych opinii. Jego rodzice i brat byli doktorami ekonomii. Ojciec, ekspert od cykli koniunkturalnych, wykładał na Uniwersytecie Kalifornijskim. Gordon napisał powszechnie używany podręcznik makroekonomii. Przez ponad trzy dekady zasiadał w komitecie Narodowego Biura Badań Ekonomicznych, który określa, kiedy recesja się zaczyna, i kiedy kończy. To on powinien być optymistą. Życie ojca Gordona odzwierciedla sukces jego pokolenia, gdy USA stały się najbogatszym krajem świata.

„To pokolenie przeniosło się z zatłoczonych kamienic lat 20. na przedmieścia lat 50., kiedy każdy miał dom z ogrodem, a na podjeździe samochód” - mówi Gordon z nutką żalu, bo od tego czasu postęp wyhamował.

 

 

Źródło: Na podst. Has All the Important Stuff Already Been Invented?, Timothy Aeppel, The Wall Street Journal

 

 

Sieci społecznościowe

Tagi