Czy znajomość historii pomaga?

Każdy komentator czy polityk znajduje sprytne historyczne analogie albo minilekcje, które poprzedzają jego argumenty, dlaczego np. powinniśmy spuścić na tych gości bomby albo spiknąć się z nimi przeciwko innym, których zbombardowaliśmy przedtem. Ale najlepsze w poznawaniu historii nie jest to, że powie nam, co należy zrobić w takim, czy innym przypadku, ale to, że pokazuje nam, iż nawet, gdy robimy, co należy, rzadko to działa. Korzyść nie w tym, że, niczym Superman, regularnie wracamy do Fortecy Samotności, by dostać od tatusia instrukcje, lecz w tym, że dowiadujemy się, iż taka kryształowa jaskinia nie istnieje. Czego nas generalnie uczy historia? Że naprawdę trudno ją kontrolować, także tym, którzy myślą, że ją tworzą.

Grzechem braku rozumienia historii jest wyolbrzymianie naszych obecnych problemów. Bierze się to z przekonania, że sprawy mają się gorzej, niż kiedykolwiek, a nie, że są po prostu znajomo trudne. Każdy niebezpieczny epizod staje się epidemią, każdy kryzys – potrzebuje agresywnych środków zaradczych. Nawet jeśli w przeszłości agresywne środki zaradcze często przynosiły w podobnych sytuacjach opłakane skutki. (Weźmy historię medycyny: nieważne, ile przeprowadzono fatalnych interwencji, eksperci dalej je przeprowadzają. XVI-wieczni lekarze, którzy puszczali krew swym pacjentom i patrzyli, jak ci umierają, wykrwawiali kolejnych). Oto, czego uczy historia: nic nie działa tak, jak zaplanowano i wszystko ma niezamierzone konsekwencje. Historia nie mówi, że nigdy nie powinniśmy iść na wojnę (czasami nie ma lepszej alternatywy). Ale pokazuje, że rezultaty są poza naszą kontrolą i że prędzej to historia nas stworzy, niż my ją. Historia to przeszłość. Unikalna. Taki sam rok dwa razy się nie zdarza.

Ze znajomości historii płynie jej rozumienie. A najbardziej kusząca lekcja jest taka: nie kuś jej.

 

Na podst. Does It Help to Know History?, Adam Gopnik, The New Yorker

Sieci społecznościowe

Tagi