DEGRADACJA CZY ROZWÓJ? cz.2 o. Włodzimierz Zatorski OSB

Kryzys oczywiście nie musi prowadzić do rozwoju, ale można uciekając przed konfrontacją z nieprzyjemną prawdą się cofnąć. Są różne możliwości ucieczki. Najczęściej chyba ludzie uciekają w obwinianie innych za kryzys, który przeżywają. Zamiast skonfrontować się z prawdą o sobie, uznać swoje błędy i wyciągnąć z nich jakieś konstruktywne wnioski na przyszłość, przyjmują postawę obronną. Stawiają się w postawie ofiary, dystansują się do innych, przez co wzrasta ich nieufność do ludzi, a jednocześnie szukają potwierdzenia swojej niewinności i racji. Tym samym jednak otwierają się na manipulację przez tych, którzy łatwo takie potwierdzenia dają i chętnie schlebiają, aby uzyskać określone korzyści. Kryzys zamiast stać się dla takiego człowieka okazją do rozwoju, staje się powodem zamknięcia i postawy obronnej.

Inni uciekają w zewnętrzną aktywność starając się zreformować cały świat i innych lub wykazać im ich błędy. To typ reformatora i rewolucjonisty. Dzieło reformowania innych staje się dla nich alibi przed autentycznym podjęciem przemiany siebie.

Jeszcze innym rodzajem ucieczki jest zamknięcie się w schematach i formalnych zasadach, asekuracyjne podejście do rzeczywistości. Jest to próba zasłaniania się zasadami przed wewnętrznym lękiem. Szukanie pewności, że jestem w porządku, że nie można mi nic zarzucić, jest w nas ogromną potrzebą. Idąc za nią tym samym rezygnujemy z twórczości i odkrywanie czegoś nowego, bo to wymaga otwartości, a tym samym ryzyka, odsłonięcia się niechcianej prawdy o nas samych.

Można jeszcze uciekać w rozrywkę i różnego rodzaju atrakcje, w ciągłe zmiany, ciągłe szukanie czegoś nowego i atrakcyjnego po to, by zagłuszyć wewnętrzny ból zewnętrznymi wrażeniami.

We wszystkich tych ucieczkach obecny jest lęk, który nimi steruje. Lęk ten jest przejawem władania w nas ego, które boi się utracić kontroli nad obrazem siebie samego i akceptacji przez innych. Przy czym wszystko to rozgrywa się we wcześnie utrwalonych kategoriach widzenia i oceny. Lęk jest rodzajem przykurczu nie pozwalającego inaczej spojrzeć i ocenić. Jedynie przełamując ten lęk i konfrontując się z prawdą możemy zmienić swoje spojrzenie i wartościowanie, które pozwala nam osiągnąć inną integrację wewnętrzną. Jądrem lęku jest w istocie pycha i wynikająca z niej konieczność okazania się lepszym, wspanialszym, wyższym od innych. Pokora, która jest umiejętnością konfrontowania się z prawdą w wymiarze egzystencjalnym, zawiera w sobie zgodę na przyjęcie negatywnej oceny. Dlatego też jest ona warunkiem zasadniczym przełamania lęku i nowej, bardziej otwartej postawy wobec doświadczeń, która kształtuje w nas nową integrację. Kiedy zaczynamy widzieć wszystko inaczej, oceniając wszystko według nowych kategorii, okazuje się, że to, co nas przerażało, staje się czymś dobrym i wyzwalającym. Nie musimy już przełamywać lęku, bo on ustępuje pod wpływem przemiany naszego sposobu patrzenia i oceny.

Tutaj dotykamy zagadnienia prawdy, która wyzwala. Jaka prawda wyzwala? Nie jest to prawda jako czyste stwierdzenie faktu. Jeżeli bowiem prawdą jest, że okazałem się tchórzem, to sama ta prawda nas nie wyzwala, wręcz przeciwnie ona nas pognębia. Zatem nie samo uznanie prawdy jako faktu wyzwala. A zatem jaka prawda wyzwala? W Ewangelii wyzwolenie daje prawda, którą można streścić w zdaniu św. Jana z jego listu: Bóg jest miłością (1 J 4,8 i 16) uzupełnione zdaniem Pana Jezusa: Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3,16). Ta prawda ujawnia się w doświadczeniu, że gdy uznajemy swoją słabość i oddaję ją Bogu, doświadczamy Jego miłosierdzia. Zostajemy ogarnięci taką miłością, która obdarza nas życiem. Doświadczamy takiej miłości, która przerasta nasze wszystkie słabości i grzechy, a wyzwala od lęków, u których podstaw jest obraz groźnego sądu za niegodziwość lub szyderstwo za nieudolność, czyli w istocie brak miłości. Tak widzi ego, które nie jest w stanie przyjąć miłości, nie widzi jej i dlatego broni siebie trzymając się wszelkiego pozoru, który daje mu usprawiedliwienie.

Walka ego o „utrzymanie dobrego imienia” bywa tak zacięta, że potrafi nawet udowadniać, że białe jest czarne, a czarne jest białe. Potrafi także robić ze zła dobro, a z dobra zło, co dzisiaj jest dosyć mocno lansowane w mediach. Jednak to wszystko wynika z panicznej obrony siebie przez ludzkie ego. Ks. Józef Tischner kiedyś napisał, że grzech jest zawsze kiczem. To zdanie wypowiedział w kontekście próby nadawania grzechowi waloru dramatu, czyli piękna. Szczególnie wyraźne jest to w środowiskach artystycznych, gdzie z reguły własnemu dziadostwu nadaje się dramatyczny, artystyczny walor. Natomiast nie ma się czym chwalić, kicz jest kiczem. Natomiast kiedy człowiek jest w stanie przyznać się do prawdy, uznać, że zrobił dziadostwo, że zgrzeszył, bez próby usprawiedliwiania się i tłumaczenia, dokonuje czegoś wielkiego: przerasta siebie, pokonuje własne ego. Św. Izaak powiedział: „Ten, kto widzi swój grzech, jest większy od tego, kto wskrzesza umarłych”. To jest bardzo głęboka prawda. Ona koresponduje z prawdą o Bogu i Jego miłości. Bóg nas nie usprawiedliwia, zatwierdzając w ten sposób nasz stan, ale przebacza i obejmuje nas miłością, czyli obdarza życiem.

Na inny sposób o wyzwalającej mocy prawdy mówi Pan Jezus w fragmencie Ewangelii:

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. 29 Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. 30 Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie (Mt 11,28−30).

Dla właściwego przełamania kryzysu i wyjścia z niego w kierunku rozwoju konieczna jest przemiana sposobu patrzenia i wartościowania, czyli po prostu przemiana w nas samych. W Ewangelii nazywa się to metanoją, co najlepiej można oddać określeniem „przemiana serca”, przy czym serce rozumiemy w tym stwierdzeniu, jako centrum nas samych, centrum naszego pojmowania i odniesienia do rzeczywistości. 

O. Włodzimierz Zatorski OSB

Autor

 

O. Włodzimierz Zatorski OSB - mnich z Opactwa Benedyktynów w Tyńcu. Urodzony w 1953 r. Do klasztoru wstąpił po ukończeniu fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1980 r. Uroczystą profesję złożył w 1984 r., a w 1987 r. został wyświęcony na kapłana. W latach 1991–2007 dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów TYNIEC. Był przeorem i magistrem nowicjatu. Obecnie szafarz klasztorny, opiekun oblatów i rekolekcjonista.

Dotychczas opublikował: Przebaczenie (1996), Kiedy mówimy „Ojcze nasz…” (1999), Usłyszeć słowo Boże (1999), Przewodniczka wiary (2001), Psalmy – szkoła mądrości (2004), Od bogów pogańskich do Boga żywego (2004) – wywiad z prof. Anną Świderkówną, Otworzyć serce (2005),Droga człowieka (2006), Milczeć, aby usłyszeć (2007), Pokora (2008), Kto pragnie szczęścia(2008), Tyniecka droga krzyżowa (2008), Dziesięciokrąg (2009), Rozważania liturgiczne na każdy dzień. T. 1: Adwent i okres Bożego Narodzenia (2009), T. 2a: Wielki Post (2010), T. 2b: Okres wielkanocny (2011), T. 3: Okres zwykły 1–11 (2010) , T. 4: Okres zwykły 12–23 (2010), T. 5: Okres zwykły 24–34 (2010), Acedia dziś (2010), Boże miłosierdzie (2011), Ład i pokój (2011), Osiem duchów zła (2012), Po owocach poznacie (2012), Prawda w życiu człowieka (2013),  Po obu stronach rzeki (2013),  Słowo wcielone (2014), Jesteśmy ludźmi i nie wiemy, kim jesteśmy (2015).

Wszystkie artykuły autora

Sieci społecznościowe

Tagi