Demony asertywności. Cz. I Jacek Olszewski

W kinie siedzi parka trzydziestolatków. Za nimi siada czworo nastolatków. Zaczyna się film i… udręka… nastolatkowie szeleszczą papierkami od cukierków, stukają nogami w fotele. Chłopak i dziewczyna spoglądają na siebie. Kiwają z zażenowaniem głowami. W głowie chłopaka pojawia się myśl, że powinien jakoś zareagować… ale jak? Czas płynie. Zamiast oglądać film, parka skupia się myślami na niekomfortowej sytuacji… są  coraz bardziej podirytowani… a dzieciaki dobrze się bawią. Kończy się film, parka wstaje, wychodząc spoglądają z niesmakiem na nastolatków, którzy nawet tego nie zauważają. Komentarz dziewczyny Co za bydło. Kto ich wychował?

Podobne sytuacji - kiedy ktoś w naszej obecności robi coś, czego sobie nie życzymy - zdarzają się dość często. Co w tej sytuacji mógłby zrobić nasz bohater? Rozwiązań jest sporo. Każde z nich niesie za sobą ryzyko. Kwestia polega na tym, jakie ryzyko jesteśmy gotowi ponieść.

Pierwszy pomysł – który od razu odradzam: puścić w kierunku małolatów wiązkę epitetów rodem z ulicznej łaciny. Ryzykowne, bo mogą się odciąć… albo siłowo postawić i możemy dostać po buzi. Jednakże jest to umiejętność, która wbrew pozorom, czasami się przydaje (w szczególności, gdy dodatkowo dysponujemy przewagą siłową).

Drugi pomysł – łagodniejsza wersja pierwszego, bez niecenzuralnych epitetów – odnieść się do ich braku wychowania, pouczyć, zwymyślać, np. Jesteście w miejscu publicznym. Ile wy macie lat, że nie potraficie zachować się w kinie? Inni chcą w spokoju oglądać film. Musicie tak walić buciorami w mój fotel? Tą formę też odradzam. Nikt z nas, nawet nastolatkowie, nie lubi być pouczany. Tym bardziej publicznie. To grozi konfrontacją. Chyba, że lubimy  się konfrontować i sprzeczka będzie dla nas dodatkową atrakcją w ramach seansu… ale to już inna bajka.

Można też wyjść z kina, nie czekając na zakończenie seansu. Przy okazji przełykając gorzką pigułkę świadomości straty pieniędzy… hmm… to raczej też nie najlepszy pomysł.

Można – jak nasi bohaterowie – przekazywać sobie nawzajem sygnały niezadowolenia, nakręcać w sobie złość, skupiać się na papierkach i stukaniu zamiast oglądaniu filmu. Przeczekać i wyjść z seansu złym na siebie za brak reakcji i na gówniarzy, za brak wychowania. Tylko po co?

Niestety, powyższe przykłady reagowania na sytuacje dla nas niekomfortowe, są często spotykane w naszym społeczeństwie. Agresja (dwa pierwsze przykłady) aż prosi się o konfrontację. Uległością (dwa kolejne) staramy się uniknąć jakiejkolwiek konfrontacji. Obie grupy zachowań niosą za sobą duże koszty emocjonalne i energetyczne. Problem zaczynają się piętrzyć, gdy są to nasze jedyne sposoby reagowania na konfliktowe sytuacje. Dlatego warto mieć w zanadrzu alternatywne rozwiązania.

No i tutaj kłania się asertywność. Przeprowadziłem w swoim życiu sporo warsztatów z umiejętności asertywnych. Często jednak spotykałem się z opinią, że to fajne i narzędzia, ale nie do zastosowania w praktyce.

Dlaczego bycie asertywnym jest takie trudne? Ponieważ wiedza oraz sam trening umiejętności na warsztatach często nie wystarcza. Ograniczają nas nasze wewnętrzne blokady, które nazwałem demonami asertywności. Demony, które wygrywają z nami, gdy zaczynamy się bać, gdy czujemy się niepewni. Warto o nich wiedzieć, żeby przestać się ich bać.

Pierwszy demon. Niestety, asertywność wymaga gotowości do podjęcia ryzyka konfrontacji, wyjścia z bezpiecznej strefy komfortu. Każda nasza aktywność (również asertywna) wywoła reakcję odbiorcy. Reakcje, której nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Dlatego boimy się jej. Sami nakręcamy swoją wyobraźnię tym, co się może wydarzyć. Pierwszy demon, to nasz opór przed zachowaniem asertywnym, wynikający z naszych często nieuzasadnionych lęków. Przykłady: Nie uda mi się / Nie obronię się / Oni mają przewagę / Zaatakują mnie / Będą mnie obgadywać / Będą patrzeć na mnie z politowaniem / Będą mną pogardzać / Będą śmiać się ze mnie. W tej sytuacji warto pamiętać, że rozum często płata nam figle i wyolbrzymia nasze wyobrażenia. Dopóki nie spróbujesz, to się nie przekonasz, czy to co myślisz jest prawdziwe. Najczęściej nasze wyobrażenia mijają się z rzeczywistością.

Drugi demon to wpojone nam zasady. Oczywiście nie wszystkie są złe. Ba, niektóre nawet warunkują nasze życie. Na przykład, że nie wkłada się palców w kontakt. Jednakże część z nich blokuje stosowanie naszych naturalnych zasobów, umiejętności. W szczególności szkodliwe bywają normy i powinność, np. : Nie wypada mi walczyć o swoje interesy / Nie powinienem przeciwstawiać się innym. / Nie powinienem używać słów „Nie”, „Nie życzę sobie”, „Żądam”, „Wymagam” / Muszę zawsze zachować twarz. Warto pamiętać, że niczego nie musisz lub powinieneś. Możesz robić to, co jest w danej sytuacji dobre dla ciebie.

Trzeci demon, to samokaranie się za wcześniej popełnione błędy podczas prób bycia asertywnym. Na przykład: Zawsze musze coś zawalić / Jestem beznadziejny, ciągle popełniam te same błędy / Znowu weszli mi na głowę / Jestem tchórzem / Jestem kiepski, bo nie potrafię się obronić. Pamiętaj, że każdy z nas ma prawo popełniać błędy. Mało tego, najczęściej uczymy się na nich. Ważne jest, żebyśmy z nich wyciągali wnioski i wprowadzali nowe zachowania. Więc warto dać sobie prawo do popełniania błędów.

Czwarty demon: koncentrowanie się na swoich słabych stronach (przywoływanie złych doświadczeń), zamiast na mocnych. Przykłady: Jestem… mało komunikatywny / nieśmiały / zbyt nerwowy, aby poradzić sobie z tą sytuacją / za słaby  czy też Nie mam siły przebicia / Nie umiem bronić swoich praw / Nie stać mnie na bycie asertywnym. Jestem przekonany, że w wielu trudnych sytuacjach, każdy z nas jakoś sobie poradził i przeżył. To oznacza, że mamy też mocne strony. W sytuacji, kiedy pojawiają się destruktywne myśli, warto świadomie – dla przeciwwagi - przywoływać dobre przykłady.

No i piąty demon, to stawianie sobie zbyt wysoko poprzeczki, co powoduje, że nie jesteśmy w stanie być asertywnymi. Oto przykłady:  Nie mogę być asertywna, bo jestem zdenerwowana / Zachowam się asertywnie, gdy będę w lepszej formie / Powiem o mojej złości, gdy będę spokojny / Będę asertywny, gdy dobrze opanują te umiejętności / Jest tu za dużo ludzi, żeby walczyć o swoje / Zareaguję, gdy się to powtórzy. Ważne jest, aby mieć świadomość, że nigdy nie będzie idealnej sytuacji i super sprzyjających okoliczności, które ułatwią nam bycie asertywnym. Więc nie ma na co czekać! Warto działać

Następne części artykułu będą dotyczyły sposobów radzenia sobie z demonami oraz konkretnych umiejętności asertywnych.

Jacek Olszewski

Autor

Jacek Olszewski

Trener, coach, mediator. Pomaga w rozwiązywaniu konfliktów wewnątrz organizacji (między kluczowymi działami, współpracującymi zespołami, kluczowymi dla organizacji osobami) oraz budowaniu efektywnej komunikacji wewnętrznej. Ponadto specjalizuje się w rozwoju umiejętności menadżerskich na każdym szczeblu zarządzania. Wspiera także w rozwoju działów sprzedaży, a zwłaszcza w rozwoju doradczych metod sprzedaży. Prowadzi zajęcia dla małżeństw będących w kryzysie. Posiada doświadczenie menadżerskie oraz handlowe. Jako KAM współpracował między innymi z międzynarodowymi i lokalnymi sieciami handlowymi.

Wykształcenie:

  • Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach – Centrum Podejścia Skoncentrowanego na Rozwiązaniach
  • Racjonalna Terapia Zachowań – Polskie Towarzystwo Psychologii Behawioralnej
  • Psychologia kryzysu i interwencji kryzysowej – SWPS Warszawa (studia podyplomowe)
  • Trener i coach biznesowy – Kontrakt-OSH
  • Mediator rodzinny – Stowarzyszenie Mediatorów Rodzinnych
  • Magister biologii – UMK Toruń

 

 

 

Wszystkie artykuły autora

Sieci społecznościowe

Tagi