Dlaczego chcemy się objadać?

Siedziałem, objadając się, przy świątecznym stole. Kończyłem właśnie ostatniego chipsa z wielkiej torby, gdy przyszło mi do głowy, że właściwie to nie lubię chipsów, i że są niezdrowe. Pilnując się, by nie sięgnąć po kolejną paczkę, zacząłem się zastanawiać nad psychologiczną stroną tej sytuacji.

Wydało mi się, że bardziej mam ochotę na chipsy, niż je lubię.

Istnieje zresztą pewne neurologiczne wyjaśnienie tego, że możemy czegoś chcieć, choć tego nie lubimy.

Zwykle, pragnienie i sympatia łączą się ze sobą. Chcemy tych rzeczy, które lubimy i lubimy to, czego chcemy. Ale eksperymenty Kenta Berridge’a z Uniwersytetu Michigan pokazują, że pragnienie i upodobanie bazują na osobnych obwodach w mózgu i mogą być od siebie niezależne.

Berridge zastosował metodę zwaną „reaktywnością na smak”, rejestrującą grymasy twarzy, gdy otrzymujemy różne rodzaje pokarmu. Kiedy dorosły człowiek dostaje np. coś słodkiego, oblizuje usta. Reaktywność na smak pozwala precyzyjnie zmierzyć i zdefiniować tego rodzaju reakcje.

Małe dziecko nie jest w stanie powiedzieć, jak coś mu smakuje, ale możemy obserwować jego zróżnicowane reakcje. W przypadku szympansa jest podobnie: uważnie obserwując ekspresję jego twarzy, towarzyszącą dobrym i złym smakom, możemy poznać, kiedy zwierzę jest zadowolone, a kiedy nie.

Metoda ta jest przełomowa, ponieważ jest nowym sposobem na to, by dowiedzieć się, jak inne gatunki odczuwają pewne rzeczy. Dzięki reaktywności na smak, nie tylko widzimy, czy jedzenie smakuje zwierzęciu, a także, co sprawia, że chce ono dany pokarm.

Neurolodzy, korzystając z tej metody, byli w stanie wykazać, że chcenie i lubienie są zarządzane przez odrębne obwody w mózgu. Ośrodek odpowiedzialny za lubienie znajduje się w podkorowej część mózgu, która występuje u wszystkich gatunków zwierząt.

Obwody odpowiedzialne za chcenie znajdują się w pobliżu, ale używają innych przekaźników chemicznych, a mianowicie – dopaminy. Zaskakujące jest to, że to obwody chcenia, a nie lubienia, odgrywają główną rolę przy uzależnieniu. Weźmy narkomanów: tu kluczowy jest sposób, w jaki osoby, sytuacje i rzeczy, związane z braniem narkotyku, stają się przypomnieniem o braniu, którego nie da się zignorować. Berridge postawił hipotezę, że dzieje się tak z powodu bezpośredniego wpływu narkotyku na system chcenia. Dla uzależnionych, każde „przypomnienie” uruchamia kaskadę neuronową, której ukoronowaniem jest pragnienie bez potrzeby odczucia przyjemności, jaką mógłby dać narkotyk.

Ponieważ ośrodki chcenia i lubienia są bardzo blisko siebie, kiedy coś lubimy, zwykle tego chcemy i vice versa. Lecz przy uzależnieniu oba obwody mogą być zupełnie oddzielone, w związku z czym, strasznie chcemy tego, co nie sprawia nam przyjemności. Gdy to dostajemy, cieszymy się mniej, niż nieuzależnieni. To jest przeciwieństwo większości sytuacji, kiedy ludzie robią najwięcej tego, co sprawia im największą frajdę (no, może z wyjątkiem oglądania telewizji w Boże Narodzenie, gdy widzimy ten sam schemat, co przy narkomanii: najwięcej jej oglądają ci, którym to sprawia najmniej przyjemności).

Teraz już wiecie, co robić podczas kolejnych świąt, gdy otworzycie następną paczkę chipsów: zwróćcie uwagę, czy oblizujecie usta. Jeśli nie, chyba czas poćwiczyć samoograniczanie się… no, może po kolejnym kęsie.

 

Na podst. Why we want to feast on food, Tom Stafford, BBC Future 

Sieci społecznościowe

Tagi