Dlaczego inwestycjami powinien zarządzać małżonek z większą awersją do ryzyka

Jaką radę dałbym młodym małżonkom o przeciwstawnych stylach inwestycyjnych lub odmiennej tolerancji ryzyka? Jeśli różnice w podejściu do ryzyka są znaczne, ich wspólna alokacja powinna uwzględniać potrzeby osoby bardziej konserwatywnej. Z dwóch powodów.

Pierwszy powód, to ogólna zasada inwestowania: lepiej ryzykować mniej, niż więcej. Drugi powód ma związek z dynamiką relacji. Rozważmy dwa scenariusze:
- Jedno z małżonków jest zadowolone z portfela, podczas gdy drugie jest nieszczęśliwe z powodu uzyskiwanych zwrotów (na rynku byka), które są niższe, niż on/ona by chciał/a.
- Jedno z małżonków jest zadowolone z portfela, a drugie panikuje w czasie bessy.
Pierwszy scenariusz jest niepożądany, choć nie jest katastrofą. Drugi może stać się w związku dużym problemem – mniej przyjemnym dla obojga, niż scenariusz nr 1.
W kilku przypadkach pełna realizacja pragnień konserwatywnego małżonka nie jest dobrym pomysłem. Może przecież dojść do zbudowania zbyt ostrożnego portfela. Niestety, wielu młodych ludzi tak właśnie robi, całkowicie pozbywając się akcji. Tymczasem, umiarkowany udział tych ostatnich w portfelu (choćby tylko 20%) może znacznie poprawić zwroty, nie wpływając za bardzo na jego ogólną zmienność.
W przypadku inwestorów, którzy woleliby skoncentrować się na zmienności tych 20%, niż na (niższej) zmienności całego portfela, pomóc mogą fundusze „wszystko w jednym" - jako sposób na ukrycie zmienności poszczególnych aktywów. W ten sposób, podczas bessy łatwiej będzie poradzić sobie psychicznie z sytuacją, że „wartość portfela spadła o 8-10%", niż panikować, bo „akcje poszły o 50% w dół!".

 

 

Na podst. Why the More-Risk-Averse Spouse Should Rule Investing, Mike Piper, The Wall Street Journal

 

Sieci społecznościowe

Tagi