Dlaczego jesteśmy tak beznadziejni w ocenie ryzyka?

Większość z nas przeraża ryzyko katastrofy lotniczej, które statystycznie jest nieistotne.

Jak wielu z was, byłem poruszony informacjami o zaginięciu samolotu linii Malaysian Airways. Na jego pokładzie było 239 pasażerów. Od tego zdarzenia, na malarię prawdopodobnie zmarło 10,5 tys. osób. W samych tylko USA 9,9 tys. osób zmarło na atak serca, 600 zginęło w wypadkach samochodowych, a 250 zostało zamordowanych.

Ale tylko tragedia samolotu przyciągnęła uwagę opinii publicznej.

Większość z nas przeraża ryzyko katastrofy lotniczej, które statystycznie jest nieistotne. Mniej przejmujemy się tym, co zdarza się znacznie częściej, jak ataki serca. W Chinach co roku ginie 20 tys. górników, ale informacja o tym nie trafia do gazet. Lecz jeśli ktoś zginie w katastrofie elektrowni jądrowej, mówi się o tym na całym świecie.

Pogodzenie się z faktem, że prawie wszyscy beznadziejnie oceniamy ryzyko, jest niezbędne do zarządzania pieniędzmi.

Paul Slovic prowadzi w Oregonie Instytut Badań nad Decyzjami. Przez całe swoje zawodowe życie obserwował, jak ludzie oceniają ryzyko. Jego badania pokazują, że zazwyczaj je przeceniamy, jeśli niebezpieczeństwo ma kilka specyficznych cech:

  • Potencjał katastrofy: dotyka wielu osób jednocześnie.
  • Swojskość: ryzyko nie jest powszechnie znane.
  • Zrozumiałość: poczucie, że coś jest nie do końca zrozumiale dla ekspertów.
  • Osobista kontrola: poczucie, że coś jest poza naszą kontrolą.
  • Dobrowolność: coś może nam bardzo zaszkodzić, nawet jeśli nie narażamy się dobrowolnie na niebezpieczeństwo.
  • Dzieci: użycie słowa „dzieci" zwiększa panikę.
  • Tożsamość ofiar: jak mawiał Stalin, „Jedna śmierć, to tragedia. Milion śmierci, to statystyka.
  • Pochodzenie: zagrożenie przez człowieka jest postrzegane jako gorsze, niż przez katastrofy naturalne.

Ludzie boją się wielkiego krachu na rynku, ponieważ dotyka wszystkich za jednym zamachem, a nie zwracają uwagi na obecne bardzo niskie oprocentowanie oszczędności, które rujnuje finanse poszczególnych ludzi w dłuższym okresie. Wpadamy w panikę na myśl o „czarnym wtorku" (6 maja 2010 r.), nie dlatego, że było to ważne wydarzenie, tylko że było tajemnicze.

We wszystkich tych przypadkach, ludzie koncentrują się na niewłaściwym ryzyku lub je przeceniają.

Ryzyko, o którym jest głośno (np. ryzyko spadków na giełdzie), nie jest tak niebezpieczne, jak „pełzające" ryzyko, które zwykle ignorujemy. Oto przykłady tego drugiego:

1. Opłaty. Jeśli zwrot z inwestycji wynosi 6 proc., to opłaty za zarządzanie w wysokości 1 proc. zredukują twoje aktywa o połowę w ciągu 50 lat. Gdyby nagle straciły 50 proc., uznałbyś to za katastrofę.

2. Zbyt wiele transakcji. Inwestorzy, którzy przeprowadzają najmniej transakcji, prawdopodobnie osiągną w dłuższym czasie najlepszy wynik. Dowody na to są przytłaczające. Największym ryzykiem, przed jakim stoisz, jest zabawa w spekulanta.

3. Niewystarczające oszczędności. Stopa oszczędzania ludności wynosi obecnie w USA ok. 4 proc., czyli połowę średniej długoterminowej. To jest poważniejsze ryzyko, niż przewartościowanie giełdy. Większość ludzi za bardzo chce być lepszym inwestorem, zamiast więcej oszczędzać. Jest to szczególnie ważne, gdy jest się młodym.

 

 

Na podst. Why We're Awful at Assessing Risk, Morgan Housel, The Motley Fool

 

Sieci społecznościowe

Tagi