Dlaczego wolny handel szkodzi wzrostowi gospodarczemu

Wolny handel, deregulacja i ograniczenie uprawnień rządu tworzą coś, co profesorowie Joseph Stiglitz i Bruce Greenwald nazywają Waszyngtońskim Konsensusem. Przez ostanie 50 lat polityka gospodarcza USA opierała się na tych trzech ideach, jednak, zdaniem profesorów, są one chybione. W książce „Jak stworzyć uczące się społeczeństwo. Nowe podejście do wzrostu” stwierdzają oni, że kluczem do sukcesu gospodarczego są zachęty do rozwoju.

Średni standard życia od czasów rzymskich do 1800 r. praktycznie się nie zmieniał. Jednak w ostatnich 200 latach na Zachodzie powstały „uczące się społeczeństwa”, a coraz wyższa produktywność spowodowała wzrost dobrobytu.

To stwierdzenie obaj autorzy opierają na odkryciach Roberta Solowa, który 60 lat temu zauważył, że wzrost przychodów w dużym stopniu wynika z rozwoju technologicznego, czyli uczenia się, jak robić różne rzeczy lepiej. To uczenie się silniej wpływa na standard życia, niż akumulacja zasobów albo ich bardziej efektywna alokacja.

Główna teza książki Stiglitza i Greenwalda jest taka, że każdy aspekt gospodarki rynkowej należy ponownie przeanalizować pod kątem uczenia się i innowacji.

Nie należy tego mylić z edukacją. Stworzenie uczącego się społeczeństwa oznacza „zapewnienie, by wszystkie firmy szybko uczyły się poprawiać produktywność (…), tak by zmniejszyć rozziew między średnimi praktykami i najlepszymi, alokować zasoby z korzyścią dla sektorów związanych z uczeniem się, zwiększyć inwestycje w badania i rozwój oraz w naukę uczenia się”. 

Profesorowie największą wagę przykładają do polityki przemysłowej i wyzwań istotnych dla tworzenia uczących się społeczeństw.

Książka opiera się na jednym kluczowym założeniu: rynki i gospodarki są nieefektywne. Z powodu ciągłych rynkowych niepowodzeń, rządy muszą interweniować, aby stworzyć uczące się społeczeństwo. Wiedza jest dobrem publicznym, czyli czymś, z czego wytwarzaniem i dystrybucją rynki sobie nie radzą. Dlatego musimy prowadzić politykę promującą rozprzestrzenianie się wiedzy.

To zadanie mogą spełnić dobrze zaprojektowane ograniczenia handlowe, dotacje i interwencje dotyczące stóp procentowych. Kraj z nadwyżką handlową może np. dążyć do utrzymania niskiego kursu wymiany walut, aby wspierać ekspansję przemysłu, który ma duży wpływ na rozwój technologii.

Profesorowie utrzymują, że takie rozwiązania mogą być szczególnie korzystne dla krajów rozwijających się. Jako przykład podają Chiny, gdzie „najważniejsze źródła wzrostu wiązały się z sektorem produkcyjnym, w którym można było dostrzec wyraźną poprawę produktywności, jakości i praktyk”.

W każdym społeczeństwie uczenie się wygląda trochę inaczej i nie powinniśmy wprowadzać „uniwersalnej” polityki przemysłowej.

Ważne miejsce w książce zajmuje teoria endogenicznego wzrostu Kennetha Arrowa: im więcej produkujemy i inwestujemy, tym jesteśmy w tym lepsi. Idea, że nauka poprzez działanie to najlepszy sposób na wspieranie wzrostu gospodarczego, jest dla autorów kluczowa.

Jedną z najbardziej kontrowersyjnych części książki jest krytyka rozwiązań politycznych, które kształtowały handel międzynarodowy. Bazowały one na takich ideach, jak liberalizacja handlu, deregulacja, silniejsze prawo do własności intelektualnej czy zmniejszenie roli państwa. Amerykański rząd i instytucje finansowe twierdziły, że w zglobalizowanym świecie wszystkie kraje powinny przyjąć Waszyngtoński Konsensus.

Według autorów, takie podejście opiera się na niesłusznym przekonaniu, że rynki są efektywne, a rządy krajów rozwijających się najprawdopodobniej będą nadużywać władzy. Tymczasem -interwencje i poprawa nieefektywności rynków mają szczególne znaczenie właśnie w tych państwach. Rządy nie powinny skupiać się na „wybieraniu zwycięzców” i próbach przechytrzenia rynków, tylko na wprowadzaniu szeroko zakrojonych rozwiązań, wpływających na całą gospodarkę i ograniczających zmienność.

Kraje rozwinięte i rozwijające się powinny zająć się regulowaniem handlu, np. poprzez limity i taryfy. Liberalizacja handlu sama w sobie nie zapewnia wzrostu.

Należy ograniczyć międzynarodowe przepływy finansowe i kapitałowe. Wiele zagrożeń związanych z liberalizacją rynków finansowych i kapitałowych wzrosło w wyniku globalnych porozumień handlowych. Transgraniczne przepływy kapitałowe są bardzo wrażliwe na ekonomiczne zawirowania i mogą stanowić zagrożenie dla stabilności gospodarczej. Tzw. gorące pieniądze napływają do szybciej rosnących gospodarek, ale to stwarza ryzyko inflacji i baniek kredytowych.

Wspieranie społeczeństw uczących się wymaga ograniczenia bezpośrednich zagranicznych inwestycji. Należy też promować wykorzystywanie lokalnych banków dla zrównoważenia problemów spowodowanych przez wzrost globalnych transakcji finansowych i kapitałowych.

Kolejna ważna kwestia to przepisy dotyczące własności intelektualnej. Obecnie służą one prywatyzacji wiedzy, która jest dobrem publicznym. Nadużycia systemu patentowego nie wspomagają innowacji, a wiążą się z wysokimi kosztami społecznymi. System własności intelektualnej nie sprzyja efektywnemu uczeniu się i wzmacnia monopole. „Prawa dotyczące własności intelektualnej powinny być częścią systemu innowacji, do którego należą też ogólnie dostępne materiały, nagrody, granty i wspierane przez państwo badania naukowe” - czytamy.

Kluczem do poprawy standardu życia jest umożliwienie lepszego rozprzestrzeniania się wiedzy w obrębie społeczeństw. Szeroko zakrojona polityka przemysłowa tu nie wystarczy. Trzeba także pamiętać, że „najważniejszym czynnikiem wpływającym na to, jak uczy się jednostka (…) jest jej umiejętność uczenia się. Na to z kolei, największy wpływ ma prawdopodobnie edukacja”.

 

 

Na podst. Why Free Trade Hurts Economic Growth, Marianne Brunet, Advisor Perspectives

Sieci społecznościowe

Tagi