Dlaczego wyniki inwestycyjne tylko utrudniają

Prawdziwy sukces w inwestowaniu bierze się z procesu, a nie z celów. Często słyszymy, że przeszłe wyniki nie gwarantują rezultatów osiąganych w przyszłości. Z tego wynika, że nie mogą one stanowić podstawy do prognozowania. Ktoś mógłby z tego wywnioskować, że nie znajdziemy już inwestorów, którzy traktują wyniki z przeszłości jako wskazówkę. Ale ludzkie zachowanie często wymyka się prostej logice. Przeszłe wyniki są ważne dla inwestorów, a dla większości – wyjątkowo ważne. 80 proc. decyzji o przystąpieniu do dużych, złożonych planów emerytalnych wynika z analizy ich dotychczasowych rezultatów. Przyczyny, dla których inwestorzy i branża inwestycyjna polegają na tych wynikach, to prostota, obiektywizm i łatwość mierzenia. Podobne podejście jest powszechne także w innych dziedzinach, np. w sporcie i edukacji. Do tego stopnia, że ktoś kto, go nie stosuje, czułby się niekomfortowo. Alternatywny sposób, polegający na obserwowaniu menedżerów i zarządzanych przez nich procesów, jest znacznie bardziej subiektywny, a wyniki nie są jednoznaczne. Ale procesy są o wiele lepszym narzędziem, pomagającym przewidzieć przyszłe sukcesy. Wszyscy, którzy pasjonują się ligą uniwersytecką futbolu amerykańskiego, znają Nicka Sabana. Jego drużyny wygrały cztery z dziesięciu mistrzostw BCS (Bowl Championship Series). Tygodnik Forbes podkreśla, że uczy on graczy nie tyle myśleć o wygranej czy przegranej, ile koncentrować się na procesach, które prowadzą do sukcesu. Analizy wyników olimpijczyków pokazują, że fizyczne predyspozycje nie są jedynym wyznacznikiem sukcesu. Liczy się odpowiednia psychika i umiejętności techniczne, które są szlifowane przez lata. Wszyscy medaliści, pytani, czemu zawdzięczają sukces, odpowiadają, że ważne było konsekwentne trzymanie się procesu treningowego. W biznesie koncentrowanie się na wynikach jest uzasadnione tylko na krótką metę, a na dłuższą bywa niszczące. Niedawno w Harvard Business Review zamieszczono artykuł pt. „Nie rozważaj celów na rok 2013". Jego teza jest taka, że nadmierne koncentrowanie się na celach nie jest zdrowe dla firmy. Tylko że cele są łatwe do mierzenia, i łatwo, kierując się nimi, nagradzać. W służbie zdrowia cele były ustalane stopniowo. Na przykład, poziom cholesterolu był przez długi czas uważany za słaby wskaźnik, pozwalający przewidzieć choroby serca, gdyż choroby te dotykały zarówno tych z wysokim, jak i niskim cholesterolem. Ale są lekarstwa, które pozwalają skutecznie obniżyć cholesterol i ich sprzedaż daje ogromne zyski firmom farmaceutycznym. Dlatego cholesterol został uznany za istotny wskaźnik. W edukacji mierzy się wyniki dwoma standaryzowanymi testami (SAT i ACT). Lecz coraz więcej jest dowodów na to, że cechy, których te testy w ogóle nie mierzą, takie jak motywacja, dobre nawyki pracy, umiejętność zarządzania czasem bardziej przesądzają o przyszłym sukcesie w szkole wyższej niż testy SAT. W sporcie, medycynie czy w edukacji ważniejszy od krótkookresowych celów jest proces. David Tuckett przedstawił badania, pokazujące, jak obsesja na punkcie wyników może wypaczyć działalność inwestycyjną nawet najlepszych firm. Istnieje mała grupa utalentowanych i skutecznych inwestorów/menedżerów, którzy konsekwentnie realizują założone procesy inwestycyjne. Wielu z nich zainwestowało we własne fundusze i mniej dbają o benchmarki sektorowe lub dotyczące klas aktywów. Uczą się na własnych błędach i nie przejmują się tym, czego nie mogą kontrolować. Zaskakujące jest to, że dziś najbardziej popularnym wyborem inwestycyjnym są fundusze, które są „kierowane" wyłącznie przez proces. Dzięki Tuckettowi wiemy, dlaczego uzyskują lepsze rezultaty niż inne: obsesyjne nastawienie na wyniki uniemożliwia wykorzystanie najważniejszej broni w arsenale inwestycyjnym – procesu. Wybór między inwestowaniem aktywnym i pasywnym jest niewłaściwy. Tak naprawdę, inwestor ma dwie możliwości: może być zorientowany na cel lub na proces.

 

 

 Na podst. Why Investment Performance Is a Distraction, Marshal Jaffe, ThinkAdvisor

Sieci społecznościowe

Tagi