DOŚWIADCZENIE SPOTKANIA o. Włodzimierz Zatorski OSB

W dialogu dwóch osób, często z perspektywy „ja – on/ona”, dochodzi do walki o „swoje”. W zasadzie w spotkaniu dwóch osób z reguły dochodzi do walki o to, kto i w czym będzie dominował. Częstym błędem jest sprowadzenie całego dialogu do takiej walki, rozgrywki o władzę i „swoje”. Zazwyczaj jedna osoba zdominuje drugą i wówczas dochodzi do względnego pokoju, gdyż druga osoba godzi się na podległość. Jednak ona z kolei potrafi na swój sposób manipulować tą dominującą. Wyraża to stare powiedzenie, że „mężczyzna jest, co prawda, głową rodziny, ale kobieta jest szyją, która kręci głową”. Dlatego potrzebna jest obiektywizacja, która jest możliwa dzięki spojrzeniu „z zewnątrz”. Najczęściej realizuje się to przez pomoc bezstronnego arbitra. Jeżeli mamy wejść w autentyczną relację z drugim człowiekiem, to nie może się ona opierać na subiektywnych uczuciach, ale musi się opierać na prawdzie relacji. Potrzeba zatem obiektywizacji. Zazwyczaj obiektywizujący dialog pomiędzy „ja” i „ty” przedstawia się schematycznie jako trójkąt. Jego poszczególne wierzchołki to „ja”, „ty” i „On”.

„On” obiektywizuje relację „ja –ty”, określając, co jest autentycznie prawdą i dobrem, a co jest jedynie mniemaniem. Dzięki temu zapewnia wolność w relacji. „Ty” może pozostać w ten sposób dla „ja” nie do zawładnięcia, a przez to transcendentny, nieuchwytny. I dzięki temu miłość jest w ogóle możliwa. Jednocześnie w miłości pojawia się pragnienie zjednoczenia. Nie jest ono możliwe na płaszczyźnie psychofizycznej. Jednak dzięki owemu Trzeciemu otwiera się możliwość więzi przekraczającej naszą indywidualną i wspólną subiektywność oraz powstanie za pośrednictwem Trzeciego (On) jedności w „my”.

Trzeci (On) powinien jednak mieć zupełnie inny charakter niż zwykła osoba. Po pierwsze nie może być trzecim biegunem relacji, przez co wprowadzałby zamieszanie. Będąc trzecim, czyli niezależnym, jednocześnie musi mieć tylko jeden „interes”: budowanie jedności dwojga: „ja” i „ty”. Dlatego trójkąt, który narysowaliśmy, nie najlepiej oddaje właściwie całość układu i charakteru trzeciego. Nie jest on trzecim biegunem, ale jest „pomiędzy” „ja” i „ty”, a nawet jest „wewnątrz” wzajemnej relacji dwojga, choć nie jest ani „ja” ani „ty”, ani nie jest ich sumą. Podobnie jak sumienie jest wewnątrz każdego z nas, choć jest głosem Kogoś innego, tak On jest Kimś innym, ale podobnie jak w przypadku sumienia przez przyjęcie jego głosu stajemy się sobą, stajemy się wolni. Podobnie przyjęcie tego Trzeciego powoduje, że relacja „ja – ty” staje się autentyczną więzią w wolności, a przez to staje się więzią prawdziwej miłości. 

Trzeci wprowadza we wzajemną relację miłości. Jest najbliższą bliskością, jest samą tą relacją i jej prawdą. Jest wzajemną miłością. Czujemy, że On do nas mówi, że jest głosem Boga w nas, czyli jest od nas niezależny, ale jednocześnie wiemy, że podobnie jak w sumieniu naprawdę nasza bliskość jest prawdziwa, gdy Go przyjmujemy. Jeżeli Go odrzucimy, tracimy właściwie siebie. Poza Nim miłość jest kulawa, w najlepszym przypadku jest mądrym uzgodnieniem wzajemnych potrzeb i zaspokajaniem ich z całą kulturą. Tym Trzecim tak rozumianym jest Duch Święty, który nigdy nie mówi „Ja”, nie jest biegunem relacji, ale samą relacją. On jest Osobą-Miłością, Osobą-Darem, Osobą-Komunią, Osobą-Prawdą. Prawdziwa relacja „ja – ty” może istnieć jedynie w Duchu Świętym.

W duchowości chrześcijańskiej autentyczne spojrzenie na drugiego dokonuje się z Chrystusem, w Jego Duchu, który jest Duchem Prawdy. Duchowość chrześcijańska to ni mniej ni więcej tylko życie w Duchu Świętym. Do tego prowadzi ostatecznie nauka patrzenia w perspektywie widza. Wystarczy, że będziemy widzem patrzącym razem z Chrystusem, czyli w Duchu Świętym. Można powiedzieć, że w tym zawiera się wszystko, jeżeli chodzi o życie duchowe w pojęciu chrześcijańskim. Jeżeli człowiek umie patrzeć na życie razem z Chrystusem, to potrafi właściwie widzieć prawdę. Jest to jednak trudne, bo trzeba umieć być widzem w teatrze, w którym samemu jest się aktorem. Chodzi o dramat, w którym jesteśmy aktorami. Jeżeli jesteśmy w stanie na ten dramat spojrzeć z Chrystusem, to właściwie osiągamy to, o co chodzi w życiu duchowym. Spotkanie z ludźmi, którzy do nas przychodzą lub my do nich idziemy jako liderzy, jest wielką szansą ćwiczenia się w tym patrzeniu.

Kiedy następuje zwarcie, najczęściej wyrażające się emocjonalnym sporem, wynika to najprawdopodobniej z wejścia w samo zagadnienie bez właściwego dystansu i pamięci o tym, że wpierw i przede wszystkim jesteśmy osobami, bliźnimi, czyli braćmi Chrystusa. Przy braku tej świadomości zbytnio identyfikujemy się z samą sprawą i zazwyczaj górę biorą emocje i nasza subiektywność. Łatwo się nam wówczas pogubić. Natomiast kiedy wypracujemy w sobie perspektywę patrzenia z Chrystusem, to sytuacja zupełnie się zmienia.

Jak to osiągnąć? Wpierw musimy wiedzieć, że problem, jaki podejmujemy, to nie my sami, że nie stanowi on o naszym być lub nie być. Dlatego możemy na niego spojrzeć z dystansu. Dalej potrzebna jest świadomość, że drugi jest naszym bliźnim i bratem Chrystusa, jest sakramentem spotkania z Chrystusem, i w naszym życiu chodzi o coś więcej niż jedynie o dobre załatwienie interesu. Życie nie polega na robieniu interesów, ale na wzajemnych relacjach miłości z innymi. Taka świadomość daje nam ogromną szansę duchowego wzrastania.

Powstaje oczywiście pytanie: jak to w swoim życiu wprowadzać? Jest to sztuka, której trzeba się uczyć. Nasz częsty błąd polega na tym, że przeżywamy rzeczywistość zadaniowo: wydaje się nam, że my sami musimy coś zrobić. W ten sposób sami się skazujemy na osamotnienie i bierzemy cały ciężar odpowiedzialności na siebie. Mając świadomość, że my musimy sobie sami z tym poradzić, wpadamy w pułapkę duchową, która polega na wchodzeniu w relację „ja – on/ona/oni”, gdyż czujemy się zagrożeni i przytłoczeni ciężarem. W takiej sytuacji relacja „ja – oni” staje się dominująca.

Jednak relacja „ja – ty” jest możliwa. Wymaga to jednak właściwego dystansu, który może nam dać nasza tożsamość wyrastająca z więzi z Bogiem. W istocie relacja „ja – ty” jest możliwa tylko wtedy, kiedy podchodzimy do drugiego w Duchu Świętym. Dlatego wpierw trzeba samemu stawać na modlitwie w żywej relacji „ja – Ty” wobec Boga. Dzięki autentycznej modlitwie sami stajemy się podmiotem zakorzenionym w Bogu. Modlitwa jako prośba dotycząca umiejętności spotykania się z innymi jest niewątpliwie ważna, jednak bez autentycznego stawania przed Bogiem jako Bogiem, niewiele ona da, gdyż z Bogiem nie można niczego załatwić.

Następnie trzeba starać się wsłuchać w drugiego z całą jego argumentacją i konfrontować ją z wewnętrznym Nauczycielem. Nie można się jednak dać zacieśnić do samej sprawy. W rozmowie zawsze chodzi o coś więcej, jej sens wykracza poza samą omawianą materię. Trzeba umieć spojrzeć na drugiego jako na osobę niezależnie od samego problemu. Może w tym pomóc empatia i umiejętność postawienia się na jego miejscu – w tym wyraża się uznanie w nim bliźniego. Niewątpliwie rozstrzygająca o samej sprawie musi być sama racja: prawda i dobro sprawy, niemniej nigdy nie powinna ona nas stawiać w pozycji wrogiej do drugiego. Dobrze o tym pisze św. Benedykt w rozdziale o szafarzu:

Jeśli zdarzy się, że ktoś zwróci się do niego z nierozsądnym żądaniem, niechaj nie sprawia proszącemu przykrości traktując go pogardliwie, lecz rozsądnie i z pokorą odmówi spełnienia niestosownej prośby (RegBen 31,7).

Zawsze drugi człowiek jest ważniejszy od samej sprawy. I o tym trzeba pamiętać!

Życie duchowe lidera to po prostu ćwiczenie się w spotykaniu się z drugim człowiekiem w Duchu Świętym, albo mówiąc inaczej, ćwiczenie się w patrzeniu na drugiego razem z Chrystusem. W tym spojrzeniu obiektywizuje się dobro, które nie jest tożsame z chęciami, z jakimi ten drugi przychodzi, ale jest czymś o wiele głębszym. Rozpoznawanie tego dobra jest niewątpliwie sztuką. Autentyczna duchowość lidera korzysta z faktu, że jego życie jest nieustannym spotykaniem się. Dzięki temu lider może nieustannie ćwiczyć się w spotykaniu się z innymi w Duchu Świętym, albo po prostu patrzeć na nich z Chrystusem.

O. Włodzimierz Zatorski OSB

Autor

 

O. Włodzimierz Zatorski OSB - mnich z Opactwa Benedyktynów w Tyńcu. Urodzony w 1953 r. Do klasztoru wstąpił po ukończeniu fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1980 r. Uroczystą profesję złożył w 1984 r., a w 1987 r. został wyświęcony na kapłana. W latach 1991–2007 dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów TYNIEC. Był przeorem i magistrem nowicjatu. Obecnie szafarz klasztorny, opiekun oblatów i rekolekcjonista.

Dotychczas opublikował: Przebaczenie (1996), Kiedy mówimy „Ojcze nasz…” (1999), Usłyszeć słowo Boże (1999), Przewodniczka wiary (2001), Psalmy – szkoła mądrości (2004), Od bogów pogańskich do Boga żywego (2004) – wywiad z prof. Anną Świderkówną, Otworzyć serce (2005),Droga człowieka (2006), Milczeć, aby usłyszeć (2007), Pokora (2008), Kto pragnie szczęścia(2008), Tyniecka droga krzyżowa (2008), Dziesięciokrąg (2009), Rozważania liturgiczne na każdy dzień. T. 1: Adwent i okres Bożego Narodzenia (2009), T. 2a: Wielki Post (2010), T. 2b: Okres wielkanocny (2011), T. 3: Okres zwykły 1–11 (2010) , T. 4: Okres zwykły 12–23 (2010), T. 5: Okres zwykły 24–34 (2010), Acedia dziś (2010), Boże miłosierdzie (2011), Ład i pokój (2011), Osiem duchów zła (2012), Po owocach poznacie (2012), Prawda w życiu człowieka (2013),  Po obu stronach rzeki (2013),  Słowo wcielone (2014), Jesteśmy ludźmi i nie wiemy, kim jesteśmy (2015).

Wszystkie artykuły autora

Sieci społecznościowe

Tagi