Dwutorowa przyszłość stanowi zagrożenie dla globalnego wzrostu

Globalizacja pozwoliła miliardom ludzi wyjść z biedy, więc można by ją uznać za triumf równości. Lecz jednocześnie, doprowadziła do wzrostu nierówności w świecie rozwiniętym, ograniczając dochody tamtejszej klasy średniej i warstw uboższych.

Przez chwilę zdawało się, że kryzys finansowy odwrócił ten trend. Jednak, gdy banki centralne zaczęły pompować pieniądze do zachodnich gospodarek, zyskali na tym superbogacze, bo w górę poszły ceny akcji i wysokiej klasy nieruchomości w takich miastach, jak Londyn czy Nowy Jork.

Z danych, zebranych przez Emmanuela Saeza z Uniwersytetu Kalifornijskiego i Thomasa Piketty'ego z Paryskiej Szkoły Ekonomii, wynika, że w 2012 r. 10% najbogatszych Amerykanów zgarnęło połowę całego przychodu USA. To najwięcej od 1917 r.

„Myślę, że stanęliśmy przed problemem politycznym” - komentuje Piketty. „W którymś momencie, przedstawiciele klasy średniej zwrócą się przeciwko globalizacji”.

Niektórzy eksperci uważają, że w krajach rozwiniętych wróci swego rodzaju model społeczny z XIX w. Prawdziwe bogactwo będzie można zdobyć tylko poprzez spadek lub korzystne małżeństwo. XX-wieczna idea uzależnienia majątku od ciężkiej pracy - zaniknie.

Światowe Forum Ekonomiczne wskazuje nierówność przychodów jako jedno z najpoważniejszych zagrożeń najbliższej dekady.

Przedstawiciele „uciskanego środka” już zabierają głos, popierając ruchy polityczne, wrogie globalizacji, skierowane przeciw establishmentowi lub nacjonalistyczne. Większość tych ludzi jest w lepszej sytuacji materialnej, niż znaczna część świata, jednak, w porównaniu z 1% najbogatszych we własnych społeczeństwach, staje się coraz biedniejsza.

Branko Milanovic z Uniwersytetu Nowojorskiego twierdzi, że w latach 1988-2008 realne dochody 50% najbogatszych Amerykanów wzrosły zaledwie o 23%, a dochody górnego 1% aż o 113%.

Lecz, patrząc globalnie, klasa średnia i klasa robotnicza w krajach takich, jak Chiny, Indie czy Brazylia, bardzo dużo zyskały na zmianach z ostatnich 20 lat. Najbardziej pokrzywdzeni są za to przedstawiciele najuboższych 5% światowej populacji, z których wielu mieszka w Afryce.

Przyczyny rosnących nierówności są liczne. Globalizacja uderzyła w dochody niewykwalifikowanych pracowników, którzy muszą konkurować z tańszymi robotnikami z krajów rozwijających się. Kolejnym czynnikiem wydaje się być rozrost sektora finansowego. Jednak największy wpływ ma, być może, coraz większe znaczenie dostępu do kapitału.

Piketty twierdzi, że w przeszłości zwrot z kapitału przewyższał wzrost gospodarczy. Zatem i teraz, dochody ludzi z dostępem do kapitału będą się powiększać szybciej, niż tych, którzy są uzależnieni od wzrostu gospodarczego.

Na razie może to nie dotyczyć gospodarek wschodzących, które starają się dogonić świat rozwinięty. Jednak gdy dojrzeją, i tam zacznie rządzić kapitał.

Jest to sprzeczne z ideą merytokracji i równych szans, która dla wielu jest podstawą sprawiedliwego społeczeństwa. Niemniej Piketty przestrzega, że powrót kapitału do łask nie jest tylko negatywny. W XX w. jego znaczenie spadło dlatego, m.in., że kraje europejskie zdewastowały kapitał, wskutek obu wojen światowych. Może świat wraca do normy?

Ale, zdaniem Piketty’ego, decydenci, prędzej czy później, będą musieli zmierzyć się problemem koncentracji bogactwa, opodatkowując np. najzamożniejszych. Takie rozwiązanie może być konieczne, aby „nowoczesna demokracja mogła funkcjonować”.

Milanovic dostrzega jeden słaby punkt w wizji Piketty'ego: założenie, że zwroty z kapitału będą dalej wyprzedzać wzrost w dłuższych okresach. Piketty argumentuje, że ani w historii, ani w teorii ekonomii (nie licząc Marksa) nie ma dowodów, że zwrot z kapitału mógłby z czasem spaść do zera.

 

Pytanie, dotyczące przyszłości, brzmi: czy zglobalizowana gospodarka może przetrwać, skoro znaczna część ludzkości postrzega siebie jako trwale przegranych?

Jeśli przetrwa, mogą na tym zyskać mieszkańcy Chin, Indii czy Bangladeszu.

Jeśli się nie utrzyma, bariery krajowe ograniczą handel, ruch kapitału i mobilność siły roboczej. Wielu biedaków z całego świata może stracić możliwość poprawy swej sytuacji.

Jednak ubodzy zawsze będą szukać sposobu, aby się wzbogacić.

„Biedne kraje staną się bogatsze albo biedni ludzie będą się przeprowadzać do bogatych krajów. Migracja może stać się jednym z najważniejszych problemów (albo, w zależności od punktu widzenia, rozwiązań) XXI w.” - podsumowuje Milanovic.

Sieci społecznościowe

Tagi