Dziedzictwo strachu

Branko Milanovic, ekonomista z Uniwersytetu Nowojorskiego, napisał o tym niedawno na swoim blogu Global Inequality (Globalna Nierówność). Przyjrzał się stopom wzrostu postkomunistycznych gospodarek i podzielił je na 4 grupy.

Na samym dole znalazły się te, które nawet nie odzyskały poziomu swego realnego PKB per capita z 1990 r. Należą do nich Ukraina, Gruzja, Bośnia, Serbia i inne – jakieś 20% postkomunistycznego świata. To kraje, gdzie mamy już co najmniej 3-4 stracone pokolenia. Przy obecnej stopie wzrostu, powrót do PKB z czasów upadku komunizmu może im zająć nawet 50-60 lat!

Kolejna grupa to umiarkowanie niewydolni. Ich wzrost gospodarczy na mieszkańca wynosi 1,7% rocznie i wciąż, systematycznie, tracą tempo w stosunku do Zachodu. Należy do nich jakieś 40% populacji postkomunistycznego świata, w tym Rosja i Węgry.

Trzecia grupa obejmuje tych, których wzrost wynosi 1,7%-1,9%. To, m.in., Czechy i Słowenia, które systematycznie podążają w ślad za światem kapitalistycznym.

Wreszcie – wygrani. Kraje, które nadrabiają zaległości. Wśród nich są Polska, Azerbejdżan i Kazachstan. Ale Milanovic zwraca uwagę, że wiele z nich rośnie po prostu dzięki temu, że mają wartościowe bogactwa naturalne. Tylko 5 państw odniosło prawdziwy sukces, jako kapitalistyczne gospodarki: Albania, Polska, Białoruś, Armenia i Estonia.

Innymi słowy, zaledwie 10% populacji państw postkomunistycznych mieszka tam, gdzie przejście na system kapitalistyczny było udane. 90% żyje w krajach, gdzie poniesiono taką czy inną porażkę. To prowadzi do zwichrowanej polityki w takich miejscach, jak Rosja czy Węgry, która odciśnie swe piętno na XXI wieku.

Dlaczego jednym się powiodło, a innym nie?

Po pierwsze, liderzy niektórych krajów podejmowali lepsze decyzje polityczne. Większość z tych państw wprowadziła takie reformy gospodarcze, jak deregulacja cen i prywatyzacja. Części z nich, np. Estonia i Polska, działała szybko i radykalnie. Inne próbowały robić to stopniowo albo ledwo ledwo, z kosztowną ochroną grup interesów. Ci szybcy i radykalni z początku widzieli lekki spadek PKB, ale na dłuższą metę – dużo bardziej rozkwitli.

Kolejna sprawa, to instytucje. Wielu zachodnich doradców skupia sie na przykuwających uwagę reformach: nowych konstytucjach i tworzeniu rynków akcji. Ale Larry Lawson, ekonomista, który pracował z Polakami i Ukraińcami, wskazuje, że ich krajom brakowało podstaw, które my uważamy za pewnik. Zanim np. otworzysz giełdę, potrzebujesz publicznie dostępnych danych o spółkach, informacji kredytowej i systemów księgowości.

Wreszcie – rzecz najważniejsza: system wartości. To niejako gniazdo gospodarki, której wyniki są ściśle związane z historią, kulturą i mentalnością.

Polska np., która w swej historii przeżyła wiele najazdów, rozwinęła pragmatyczny etos przetrwania. U Polaków było głębokie pragnienie inicjowania reform na własną rękę. Mieli też jasne poczucie sprawiedliwości i niesprawiedliwości, ponieważ widzieli, co Rosjanie robią na ich własnym terytorium. Nadali dużą wagę edukacji i mobilności społecznej.

Inne kraje nie miały tych kulturowych podstaw. Co gorsza, życie w nich było naznaczone strachem, arbitralną władzą, podejrzeniem, że inni cię obserwują, brakiem zaufania. Ludzie, którzy wzrastali w atmosferze braku zaufania, mają problem z tworzeniem firm i stowarzyszeń. Częściej kierują się logiką „łap, co się da”, kulturą korupcji i zawłaszczania. Z większym prawdopodobieństwem przykucną i będą niechętni ryzyku.

W wielu krajach w trudnej sytuacji władza trzyma dystans. Ci, którzy ją mają, nawet w biurze czy okolicy, izolują się i są apodyktyczni. Osoby, które władzy nie mają, tęsknią za bezpieczeństwem, bez względu na cenę, za wyobrażeniem socjalistycznej stabilizacji. Gdy wszystko wydaje się arbitralne i szemrane, ludzie tolerują rządy silnej, autorytarnej ręki.

Z ostatnich 25 lat płynie lekcja, że demokratyczny dobrobyt zbudowany jest na pokładach drobnych osiągnięć, głębokich na 10 000 sążni. Komunizm rozdarł na strzępy to oddolnie tworzące się społeczeństwo i uszkodził psychikę swych ofiar. Leczenie ran odbywa się stopniowo, bez gwarancji, że będzie postęp.

 

Na podst. The Legacy of Fear, David Brooks, The New York Times

Zdjęcie: © Depositphotos.com/lightsource

Sieci społecznościowe

Tagi