Elitarne uczelnie nie zapewniają absolwentom szczęścia

Na sukces w pracy i szczęście w życiu zupełnie nie wpływa to, jak prestiżową skończy się uczelnię. Z odpowiedzi 30 tys. absolwentów, przepytanych przez Gallupa, wynika, że lepszych pracowników i szczęśliwszych ludzi tworzą inspirujący profesorowie, nieważne, gdzie wykładają.

W sondaż Gallupa szczególnie ciekawe było to, że nie skupiał się wyłącznie na życiu po ukończeniu uczelni. Badacze próbowali ustalić, jakie wydarzenia z lat studenckich decydują o późniejszym zadowoleniu i zaangażowaniu w wykonywaną pracę.

Nie pytali natomiast o zarobki. Danych na ich temat dostarczają bowiem inne badania, prowadzone przez Gallupa od 30 lat, z których wynika, że ludzie szczęśliwi i zaangażowani są bardziej produktywni. Najbogatsza część społeczeństwa nie wyróżnia się ponadprzeciętnym udziałem absolwentów prestiżowych szkół. Ci, którzy odnieśli sukces, przede wszystkim, zawierali cenne znajomości z profesorami i mentorami, a także angażowali się w ponadprogramowe zajęcia.

Na pomysł przeprowadzenia nowej ankiety Gallupa wpadł były gubernator Indiany, Mitch Daniels, który w 2013 r. został prezydentem Uniwersytetu Purdue. „Jest wiele rzeczy, których jeszcze nie wiemy o systemie szkolnictwa wyższego” - mówi. „Można odnieść wrażenie, że system ten jedzie na swej reputacji”.

Z ankiety wynika, że tylko 39% absolwentów szkół wyższych angażuje się w swoją pracę (czyli, że na co dzień sprawia im ona przyjemność i czują się z nią emocjonalnie i intelektualnie związani), a zaledwie 11% „prosperuje”, jeśli chodzi o 5 aspektów życia, m.in., stabilność finansową, silną sieć społeczną i poczucie celu.

Przedstawiciele tej (teoretycznie bardziej produktywnej) mniejszości ukończyli bardzo różne szkoły, choć wykazywali delikatną tendencję do faworyzowania dużych uczelni.

Okazuje się, że szczególnie ważne jest „emocjonalne wsparcie” ze strony profesorów i mentorów. Ci, którzy odczuwali takie wsparcie, trzykrotnie częściej odnosili później sukces. Z kolei ci, którzy uczyli się poprzez doświadczenia, dwukrotnie częściej angażowali się w swoją pracę.

Jednak prof. Martin Seligman z Uniwersytetu Pensylwanii uważa, że niemożliwe jest ustalenie, czy doświadczenia z lat studenckich, o które pytał Gallup, faktycznie były przyczyną późniejszych sukcesów, czy zwykłym zbiegiem okoliczności. Można mieć nadzieję, że jeśli uczelnie zaczną zapewniać większe wsparcie emocjonalne, ich absolwenci będą wykazywać większe zaangażowanie w pracy. Ale możliwe jest również, iż ludzie, którzy lubią swoją pracę, są po prostu z natury bardziej optymistyczni i na swoje szkolne lata też patrzą przez różowe okulary.

Mniej niepewna wydaje się korelacja długu i przedsiębiorczości. Ok. 26% absolwentów, którzy z czasów studenckich nie wynieśli długów, założyło własne firmy. Wśród zadłużonych na 20-40 tys. dol., było ich mniej, bo 20%. Niemal ¾ absolwentów, kończąc studia, ma do spłacenia średnio 30 tys. dol. kredytu. W porównaniu z nieposiadającymi długów, o 1/3 rzadziej twierdzą, że „prosperują”.

Najważniejszy wniosek z ankiety (że elitarne uczelnie nie dają wyraźnej przewagi), jest echem odkrycia dokonanego w 2004 r. przez Stacy Dale, ekonomistkę z firmy Mathematica. Stwierdziła ona, że ludzie, którzy dostali się do elitarnych szkół, ale ostatecznie wybrali mniej prestiżowe uczelnie, zarabiali dokładnie tyle samo, co ich niedoszli koledzy.

„Cechy indywidualne mają większe znaczenie, niż to, do jakiej pójdziemy szkoły” – podsumowuje Dale, dodając, że najważniejsze jest to, czego się nauczymy w późniejszym życiu.

 

Na podst. Elite Colleges Don't Buy Happiness for Graduates, Douglas Belkin, The Wall Street Journal

Sieci społecznościowe

Tagi