Finansowej mądrości szkoła nauczyć nie zdoła

Branża finansowa jest nikczemna. Pełna jest inteligentnych ludzi – w większości psychopatów, którzy nie cofną się przed niczym, byle oskubać każdego emeryta i dziecko... – uważa jeden ze współpracowników The Financial Times. Jak? Głównie poprzez tworzenie szalenie skomplikowanych produktów finansowych oraz ukrywanie niekończących się opłat i kłopotliwych ostrzeżeń przed ryzykiem, pisząc o nich niezrozumiale drobnym druczkiem.

Na szczęście, jest na to odpowiedź: edukacja finansowa. Finansów osobistych należy uczyć w szkołach, aby każdy młody człowiek, wchodząc w dorosłość, był uzbrojony w narzędzia pozwalające stawić czoła branży i tym samym, zabezpieczyć swoją przyszłość finansową.

W tym miesiącu edukacja finansowa stanie się częścią krajowego programu nauczania w Anglii i większość sądzi, że to ma sens, że można w ten sposób rozwiązać wiele naszych problemów. Ale jest jeszcze jeden problem: to nie zadziała.

Z dwóch powodów. Po pierwsze, branża finansowa naprawdę pełna jest wyjątkowo inteligentnych ludzi i to się nie zmieni. Im bardziej więc będziemy się starać wyedukować uczniów na temat jej produktów, tym bardziej będzie nakręcać finansowy wyścig zbrojeń, gdzie dostawcy konkurują, kto wymyśli jeszcze bardziej wyrafinowane sposoby wykołowania jeszcze bardziej wyrafinowanych odbiorców.

Ale to blednie wobec drugiej przyczyny, dla której nauczanie finansów osobistych w szkole jest stratą czasu i pieniędzy: zanim ktoś będzie faktycznie potrzebował tej wiedzy, większość z niej zdoła zapomnieć. Rozmawiałam o tym w zeszłym roku z Richardem Thalerem, autorem książki „Nudge: Improving Decisions About Health, Wealth, and Happiness. („Kuksaniec: ulepszanie decyzji dotyczących zdrowia, majątku i szczęścia”). Właśnie przejrzał wyniki 167 badań na temat prób nauczenia ludzi czegoś o finansach osobistych.

Efekty? Nawet najbardziej intensywne kursy okazały się bezużyteczne. Ich uczestnicy, w 2 lata po ich ukończeniu wiedzieli niewiele więcej o finansach niż ci, którzy nigdy nie mieli takich lekcji. To żadna niespodzianka. Nie potrafię sobie przypomnieć niczego ze szkoły i muszę uczciwie przyznać, że to samo dotyczy większości tego, co miałam na studiach.

Skąd zatem te nadzieje, że 16-latek, uczony o planowaniu emerytury, cokolwiek z tego będzie pamiętał po latach, gdy dobiegnie końca jego kariera zawodowa?

Jednak nie znaczy to, że nic się nie da zrobić. Co to, to nie. Możemy i powinniśmy przeznaczyć pieniądze, które za chwilę pójdą na edukację finansową, na lepsze nauczanie matematyki.

Zeszłoroczne badanie, przeprowadzone przez OECD, pokazało, że młodzi Brytyjczycy są wśród największych matematycznych analfabetów w świecie rozwiniętym. Naprawmy to, aby np. każdy rozumiał, co to jest procent składany, i już będziemy w połowie drogi do celu. A skoro ludzie nie zatrzymują w głowach zbyt długo nudnych informacji, wprowadźmy powszechną edukację „dokładnie na czas”.

Zaczęliśmy ten proces od wskazówek na temat funduszy emerytalnych. Kolejne będą te dotyczące kredytów hipotecznych, pożyczek i inwestowania. Dostawcy produktów powinni mieć obowiązek pokazywać prosty edukacyjny film video, zanim pozwolą komukolwiek podpisać coś, co może zmienić jego życie.

Wreszcie, należy stworzyć program oceny produktów, dając poparcie tym, które są na tyle proste i przystępne, że zrozumie je nawet największy ignorant.

Nic z tego nie jest tak łatwe, jak dołożenie uczniom kolejnej nudnej lekcji. Ale te metody prawie na pewno zadziałają.

 

Na podst. Financial savvy is not something schools can teach, Merryn Somerset Webb, The Financial Times

Sieci społecznościowe

Tagi