Gdzie jest poczucie, że trzeba się spieszyć?

Małe firmy są duszą gospodarki. Pomyślcie o tym, co dźwiga Niemcy w górę: małe i średnie przedsiębiorstwa, najczęściej rodzinne. Każda transakcja w takich firmach i sklepach wywołuje następną, napędza wydatki i popyt – działając jak mnożnik. Zresztą nie chodzi tylko o popyt, lecz także o to, że duch przedsiębiorczości i umiejętności nabyte w małych firmach prowadzą do wielkiego biznesu. Niedawno minister mówił o zakończeniu programu pomocowego i o tym, że startupy zrekompensują zamykanie innych firm. Nie wydaje mi się. Nie w tym przypadku. Wyjście z programu pomocowego oznacza po prostu, że pożyczać się będzie od kogoś innego. Ponieważ wciąż mamy deficyt, nadal nie będziemy w stanie za siebie płacić. Jak tu mówić o odzyskanej suwerenności, skoro nie można płacić swoich rachunków? Irlandia nie zarabia na swój dobrobyt, ale nań pożycza. Co gorsza, nic się naprawdę nie zmieniło. Gospodarka wciąż ulega partykularnym interesom tych, którzy chcą, by sprawy pozostały w takim stanie, w jakim były przez krachem. Te grupy interesów mogą być i na lewicy (związki zawodowe) i na prawicy (rozmaite gildie, chroniące agentów nieruchomości, adwokatów, bankierów itd.). Obie strony chcą dla swych członków wyciągnąć z gospodarki najwięcej, jak się da. Podnoszą koszty, obniżając w ten sposób dochody małych firm. Irlandzki establishment nie dopuścił, aby kryzys w gospodarce wykorzystać do wprowadzenia fundamentalnych zmian. Premier, deklarując w grudniu zeszłego roku sukces, jakim było zakończenie programu pomocowego, przypominał George'a W. Busha, który ogłaszał w Iraku zwycięstwo tuż przed wybuchem powstania. Grupy interesów utrzymały swoje pozycje. Pozostali – bezrobotni, emigranci – płacą tego cenę. Martin Luther King ostrzegał kiedyś przed, jak to określił, „uspokajającym lekiem gradualizmu", odnosząc to do konieczności bardziej intensywnej walki o prawa człowieka. Wiara w to, że zakończenie programu pomocowego jest sukcesem, jest „uspokajającym lekiem gradualizmu". Stopniowe kroczki lub brak pośpiechu prowadzą do degeneracji. Coś takiego sprawdza się tylko wówczas, gdy jesteś w środku, korzystasz z ochrony. Ci, którzy są na zewnątrz, czują, że pośpiech jest bardzo potrzebny. Brak pośpiechu w polityce gospodarczej zabija w Irlandii mały biznes, zatrudniający 8 razy więcej ludzi, niż międzynarodowe koncerny, które płacą tylko 2,4 proc. podatku dochodowego i mają dostęp do kapitału oraz dotacji. Małe firmy płacą pełny podatek i wciąż zmagają się z kryzysem kredytowym. Żyją dzięki krajowemu popytowi, który jest duszony przez wysokie zadłużenie. Drobne kroczki w epoce wielkich długów i niskiej inflacji pogarszają, a nie poprawiają sytuację dłużnika, w tym wypadku - Irlandii. Gradualizm chroni status quo, ale niszczy potencjał gospodarczy kraju. Popyt wewnętrzny będzie dalej spadał. Małe biznesy nie będą mogły rosnąć, a bez małych lokalnych biznesów nie będzie dużych lokalnych firm. Irlandia może wyłonić się z kryzysu niezreformowana. Niezreformowana Irlandia to silny, dochodowy sektor eksportowy korporacji międzynarodowych, napompowany sektor publiczny i przygnieciony sektor lokalnych, małych firm. Nie jest to ładny widok.

 

Na podst. Where is the sense of urgency?, David McWilliams

Sieci społecznościowe

Tagi