Guru i laureat Nobla obawia się, że nie da się zatrzymać deflacji

Christopher Sims, ekspert w kwestiach monetarnych, który uważa, że wskaźniki pieniężne, w świetle współczesnych finansów, okazały się „w zasadzie przestarzałe”, twierdzi, że odwrócenie deflacji w gospodarkach Zachodu, przy użyciu normalnych środków, może się okazać niemożliwe. Jeśli tak, to jesteśmy w niezłych tarapatach.

Sims przekonuje, że społeczeństwo (w tym inwestorzy) uważa, iż za te wszystkie długi, zgromadzone w czasach szalonego lewarowania, będziemy musieli w jakiś sposób zapłacić. Ludzie „uwewnętrznili" już perspektywę przyszłego wzrostu podatków i wydatków, przez które zbiednieją.
„Jakieś 60% mieszkańców USA wątpi, że na emeryturze będą dla nich jakiekolwiek państwowe świadczenia, a 60% z tych, którzy już są na emeryturze, uważa, że ich świadczenia będą obniżone" – stwierdza Sims.
Coś takiego ma potężne konsekwencje. W większości dojrzałych gospodarek wiele z tych osób z wyprzedzeniem oszczędza pieniądze. Masowo dyskontują „przyszły strumień nadwyżek pierwotnych".
Z tego samego powodu, firmy odkładają inwestycje i gromadzą gotówkę. Możemy się łudzić, że wkrótce nabiorą wystarczającej pewności, by wystartować z nową serią wydatków i inwestycji, ale możliwe, że będą po prostu latami siedzieć na swoich pieniądzach.
Tak to wygląda, dlatego każda fiskalna stymulacja będzie neutralizowana przez zachowania podatników i może nawet dać negatywne skutki netto. Deficyty stały się „deflacyjne" (co stoi w sprzeczności ze standardową podręcznikową teorią czy populistycznymi założeniami) i istnieje zagrożenie samospełniającą się przepowiednią.
Prof. Sims, który dostał Nobla w 2011 r. za badania nad „przyczyną i skutkiem w makroekonomii", twierdzi, że polityka monetarna nie może już załatwić sprawy, odkąd stopy procentowe zjechały do zera. Odrzuca wpływ poluzowania ilościowego jako trywialny. W najlepszym razie, QE jest blefem, mającym pokazać determinację i oddziaływać psychologicznie.
Być może, jesteśmy w pułapce. U korzeni tej niemocy jest demografia. Wiadomo, że struktura emerytalno-opiekuńcza jest nie do utrzymania, gdy lawinowo przybywa emerytów i kurczy się siła robocza.
Osobiście nie zgadzam się z Simsem, że polityka monetarna jest prawie bezużyteczna. Dlaczego w państwach stosujących QE (USA, Wlk. Brytania) wydaje się mieć miejsce ożywienie, mimo surowych oszczędności, a „twardzi" Europejczycy mają jedną klęskę za drugą? Sims odpowiada, że FedBernankego i Yellen „ma lepszą gadkę", niż EBC Draghiego.
Uważam, że nie brakuje historycznych dowodów, iż poluzowanie ilościowe może naprawdę silnie wpływać, jeśli jest prowadzone z odpowiednim rozmachem.
Współczesnym laboratorium jest Japonia. Gubernator Banku Japonii uruchomił QE na nieznaną dotąd skalę, aby przełamać spiralę deflacji. BJ może niedługo posiadać obligacje, których wartość sięgnie 100% PKB.
Trudno na razie to ocenić. Inflacja wzrosła do 1,3%, ale wydaje się, że to szczyt, jednorazowy skutek wyciszenia dewaluacji. Eksperyment został zaburzony. Podwyżka podatku konsumpcyjnego z 5% do 8% spadła na ożywienie jak młot. „To nie był mądry ruch. Powinni byli poczekać, aż odbicie będzie silniejsze" – mówi Sims.
Zaczekajmy z werdyktem jeszcze rok. Jeżeli Abenomia nie wygeneruje w Japonii inflacji/ożywienia, będziemy mieć przekonujące dowody, że w starzejących się społeczeństwach nawet ekstremalna polityka pieniężna nie może poradzić sobie z zakorzenioną deflacją.
Jeśli tak, będzie potrzebny inny plan. Być może – nacjonalizacja kredytu. Żadne z tych wyzwań nie przekracza możliwości człowieka.

 

 

Na podst. Nobel guru fearsitmay be nighimpossible to stop deflation, Ambrose Evans-Pritchard, The Telegraph

 

Sieci społecznościowe

Tagi