Hildegardiańska kuchnia na chłodne dni

Współczesna dietetyka tropi witaminy i liczy kalorie, tymczasem w hildegardiańskiej kuchni chodzi przede wszystkim o regenerację, odżywienie i wzmocnienie, o zachowanie harmonii, tak zwanego „złotego środka”, czyli wywołanie efektu ogrzania u wychłodzonych albo odprowadzenia nadmiaru ciepła u rozgorączkowanych, o nawilżenie lub przeciwnie – usunięcie wodnistych lub śluzowatych nagromadzeń. W zależności od człowieka i jego otoczenia dobierajmy więc żywność wedle opisów ich właściwości przekazanych nam przez Mniszkę w dziele „PHYSICA”. Chodzi o to, by zharmonizować tendencje i przesunąć je bliżej centrum. Jesienią, która zwykle jest zimna i sucha (tegoroczna co prawda zaczęła się deszczowo, ale również wietrznie, a lato jak zawsze było wysuszające), w dwójnasób potrzebujemy ogrzewająco-nawilżających potraw. Przyroda przychodzi nam jednak z pomocą, oferując obfitość warzyw korzeniowych, które w połączeniu z ziarnem orkiszu, owsa, brązowego ryżu, amarantusa i komosy ryżowej (te ostatnie polecamy jako nieopisane przez Hildegardę), dostarczą nam wszystkich elementów koniecznych do rozwoju. Gotujmy dania jednogarnkowe, dodając wzmacniający bertram i rozgrzewający galgant (nie za dużo, bo nie chodzi przecież o to, by znaleźć się na drugim z krańców – zbyt szybkie i nadmierne ogrzanie rykoszetem skutkuje jeszcze większym wychłodzeniem). Otwórzmy się na marony (kasztany jadalne) i fenkuła (koper włoski), czerpmy z oferty dyniowatych czy pigwowców, pieczmy warzywa i owoce, odkopmy naszego poczciwego buraka, selera, pietruszkę, marchew, pasternak, jedzmy fasolę, zbierzmy orzechy włoskie (najlepiej przechowywać je w łupinach). Możemy też zrobić sobie dziką jesień, pełną owoców derenia, nieszpułki zwyczajnej i dzikiej róży. I koniecznie weźmy od babci lub cioci (a jeśli mamy to dajmy innym) zaszczepkę geranium, popularnej anginki (dawniej stała w każdym domu na parapecie), niech rośnie, bo będziemy używać jej w kuchni zimą. Oczywiście u podstaw piramidy zintegrowanego odżywiania znajdziemy u św. Hildegardy praktyki duchowe i aktywność fizyczną. Nie zapominajmy i o tym. Niepogoda niech nie zniechęca nas do codziennych spacerów, odpowiednio ubrani zasilajmy swoje viriditas (siłę życiową) również poza kuchnią, na łonie natury lub „oddychając Słowem Bożym”, jak to pięknie ujęła s. dr Blanka Szymańska OSB. Jesiennymi wieczorami zachęcam również do lektury książek i artykułów inspirowanych przekazem św. Hildegardy z Bingen. Zróbmy sobie dobrą jesień!

 

Źródło: www.hildegarda.edu.pl

Sieci społecznościowe

Tagi