Honor mężczyzny …

Czym różni się męska godność od uczuć religijnych? Niczym. Równie łatwo ją urazić i zasłużyć na karę. I jeszcze jedno: prawa logiki nie mają tu zastosowania.
 
Poruszyła mnie niedawno opowieść 16-letniej dziewczyny molestowanej seksualnie przez nauczyciela. Kazał jej zostawać po lekcji, zapraszał na zaplecze pracowni i obmacywał. Dziewczyna nie umiała mu się przeciwstawić, bo przecież to nauczyciel. Ale nie o tym chcę pisać, lecz o reakcji jej chłopaka, któremu w wielkim zawstydzeniu zwierzyła się ze swoich problemów.
– Po co tam lazłaś? Ty szmato! – powiedział chłopak i przestał się do niej odzywać, choć nic nie zapowiadało końca tej relacji.
Dlaczego z nią zerwał? Dlaczego nazwał ją szmatą? Tu nie ma miejsca na zasady logiki. Jego reakcja kojarzy mi się ze zbrodniami „honorowymi”, które co jakiś czas wstrząsają światem. W imię obrony honoru rodziny zabija się kobietę, która miała niedozwolone kontakty seksualne, nawet jeśli padła ofiarą gwałtu. Chciała, nie chciała, to nie ma znaczenia, ważne, że jest „zhańbiona”, czym plami honor mężczyzny, a może go oczyścić jedynie jej śmierć.
 
To takie odległe od naszej kultury, co ma do tego ten chłopak? On po prostu nie wiedział, jak się zachować, sytuacja go przerosła, czy jest sens wyciągać z tego wnioski o związkach z „honorowymi” zabójstwami? Chętnie bym od tego odstąpiła, gdyby nie inne historie, jak najbardziej z naszej kultury, z którymi się ostatnio spotkałam. Na przykład taka:
Ona i on, obydwoje lekko po trzydziestce, świetnie wykształceni, on pracuje w korporacji, ona prowadzi własną firmę i opiekuje się trzyletnią córką. Są sześć lat po ślubie i ich drogi nieco się rozeszły. Nie będę owijać w bawełnę: półtora roku temu ona go zdradziła. On dowiedział się o tym i wybuchła afera, co zrozumiałe. Ona natychmiast zerwała z tamtym, żeby ratować małżeństwo. Udało się. On nie chce się rozwodzić, chce z nią być ze względu na dziecko, bo rodzina jest dla niego najważniejsza. Niestety, nie jest w stanie jej wybaczyć, zresztą nawet nie próbował, bo nie widzi takiej możliwości.
– Wybaczyć? – dziwi się, że taki pomysł przyszedł mi do głowy. – Przecież ona splamiła mój honor!
Ona wie, że jest winna. Od półtora roku dzień w dzień odprawia pokutę, wykonuje wszystkie domowe obowiązki, czeka na niego, gdy on wraca z pracy, ale on jakby tego nie zauważał. Traktuje ją jak powietrze, bezpłatną służbę, do której się odzywa jedynie w stanie wyższej konieczności i przy ludziach. Ona od czasu do czasu się buntuje, krzyczy, wygłasza monologi, potem znowu przeprasza, ale on pozostaje nieugięty. Nie mówi nic, w najlepszym przypadku zapyta: „Nie pamiętasz już, co zrobiłaś?”.
Tym pytaniem zamyka jej usta, a ona wciąż ma nadzieję, że to się zmieni, próbuje się do niego przebić, ale wszystko wskazuje na to, że jest bez szans. Dłużej nie chce być w tej sytuacji, pewnie wystąpiłaby o rozwód, gdyby nie jego groźby, którymi trzyma ją w szachu.
– Skoro ci nie zależy na rodzinie, na pewno nie dostaniesz mojego dziecka! – mówi przy wzmiance o rozwodzie, a ona wie, że będzie walczył, nie zważając na cenę, jaką za to zapłaci ich córka. W imię honoru gotów jest i ją poświęcić, o rozwodzie nie ma więc mowy.
– Czy pan chce, żeby tak wyglądało wasze małżeństwo?
– Ależ skąd! Chciałem, żeby było zupełnie inaczej, ale żona tego nie uszanowała!
 
Honor mężczyzny może się objawiać w różny sposób. Znam wiele małżeństw, w których to ona zarabia, a on latami nie może znaleźć pracy. Nie mówię, rzecz jasna, o przypadkach, gdy tak się umówili, lecz o sytuacjach, gdy on jest bezrobotny, siedzi w domu, może szuka pracy, może nie, nie należy go o to pytać, bo natychmiast wpada w złość, przecież wiadomo, że kryzys, a do byle jakiej pracy on nie pójdzie. A zatem siedzi w domu, czeka na jakąś propozycję, dużo śpi, często gra na komputerze, pije piwo, ogląda telewizję i jest nieszczęśliwy, bo nie tak miało wyglądać jego życie. Więc ona mu współczuje, rozumie, wspiera, żeby tylko nie wpadł w depresję, ale gdzieś po roku jest już trochę zmęczona, bo wszystko na jej głowie.
A może byś czasem posprzątał albo coś ugotował – proponuje nieśmiało, bo słusznie się obawia reakcji. Pominę kilka pierwszych słów, które w takich sytuacjach zwykle padają, potem idzie to mniej więcej tak:
– Czy ty wiesz, jak ja się czuję, będąc na twoim utrzymaniu? Gdybym jeszcze zaczął sprzątać i gotować, to chyba bym się zabił!
Koniec rozmowy, na nic argumenty, bo chodzi o honor, który co prawda pozwala mu być latami na jej utrzymaniu, ale nie pozwala jej w niczym wyręczyć, przecież to są jej obowiązki. I są jej tym bardziej, im bardziej on nic nie robi. To kolejne honorowe prawo, które z logiką nie ma nic wspólnego, lecz pięknie służy ochronie „męskości”, która z honorem maszeruje w parze.
I bardzo proszę tejże męskości nie podważać! Weźmy na przykład badania płodności. Jeśli kobieta nie zachodzi w ciążę, to idzie do lekarza, choć procedury badań w przypadku kobiet są bardziej skomplikowane, badanie drożności jajowodów jest bolesne, ale co tam! Dopiero gdy się okaże, że u niej wszystko w porządku, badaniu podda się ewentualnie on. Skąd ten opór? To sprawa honoru, więc trudno o racjonalną odpowiedź.
Feminoteka wydała niedawno bajkę „Księżniczka w papierowej torbie”, która tym różni się od innych bajek, że tu księżniczka ocaliła księcia. Niestety, książę nie okazał jej wdzięczności, pewnie honor mu na to nie pozwolił. A gdy w grę wchodzi honor, trudno o porozumienie, więc choć to bajka, do ślubu nie doszło. Słowo honoru!
 
 
/autor:Hanna Samson
źródło: magazyn Zwierciadło/

Sieci społecznościowe

Tagi