Inwestowanie w stadzie

Inwestorzy robią prześmieszne rzeczy. Pominę tu zakup akcji Tesli za cenę ponad 200 razy wyższą od przyszłych potencjalnych zysków, dzienny handel czy obstawianie na bazie danych ekonomicznych. Zajmę się momentum. Momentum to założenie, że akcje (a także obligacje, surowce czy jakiekolwiek płynne aktywa), które ostatnio zyskiwały na wartości, nadal będą szły w górę, a te, które spadały, dalej będą spadać. Stąd porada: „sprzedawaj to, co idzie w dół, trzymaj to, co rośnie”. Nie myśl o tym, czy akcje są tanie, czy drogie. Wystarczy założyć, że cokolwiek szło w górę w ostatnich kilku tygodniach lub miesiącach, będzie się jeszcze chwilę wspinać. Na pierwszy rzut oka, takie podejście nie ma sensu. To, jak ceny zmieniały się w przeszłości, powinno być nieistotne dla ich ruchów w przyszłości. Rozsądek nakazuje patrzeć na perspektywy firm, które nie zależą od wcześniejszych notowań. Mimo to, strategia momentum się sprawdza. Być może dlatego, że inwestorzy działają w stadzie. Może to jest błąd wynikający z tego, że analizujemy tylko łatwo dostępne dane, jak historyczne ceny, a nie to, co naprawdę się liczy (trudne do przewidzenia przyszłe zyski). Bez względu na przyczynę, strategia momentum była najlepsza ze wszystkich w ciągu ostatnich 40 lat. Wygrała z zakupem mniejszych firm, strategią wartościową i wybieraniem tanich akcji, według takich kryteriów, jak cena/wartość księgowa lub cena/zysk. Pokonała rynek, nawet po wykluczeniu dodatkowej zmienności z powodu baniek. Problemem w tym, że ostatnio momentum przestaje działać. Po uwzględnieniu dodatkowej zmienności, inwestycje oparte na tej strategii dają gorsze wyniki, niż szeroki rynek amerykańskich akcji. Przestali zarabiać najwięksi specjaliści od momentum, jak np. fundusze hedgingowe z Man Group AHL. W latach 2000-2008 dawały one 11 proc. zwrotu rocznie. Po 2008 r. nie zarobiły nic. Gdy w maju i w zeszłym roku, w lipcu, szefowie Fed i EBC niespodziewanie wywołali zwroty na rynkach, inwestorzy, zakładający kontynuację trendów, stracili za każdym razem po 10 proc. Czy to koniec strategii momentum? Z pewnością nie. Przyczyny behawioralne, dzięki którym istnieje momentum, są głęboko zakorzenione. W strategię tę zaangażowano dużo pieniędzy, 330 bln dol. w samych tylko funduszach hedgingowych. Ale okazuje się, że niebezpiecznie jest polegać zbytnio na jednym podejściu. Przekonali się o tym zwolennicy strategii wartościowej. W latach 90. dostali nauczkę: zobaczyli, że ceny akcji mogą odbiegać od fundamentów firm. Stosujący strategię momentum zaczynają doświadczać tego samego. Rozwiązaniem jest połączenie dwóch strategii. Stosowanie zarazem wartościowej i momentum może wydawać się niemożliwe, z powodu ich sprzecznych założeń. W przypadku momentum, kupujemy rosnące akcje, bez względu na ich wysoką cenę. Strategia wartościowa nakazuje wyprzedaż drogich akcji. Ale nie zawsze mamy tu konflikt. Rosnąć mogą też akcje, które mają niski wskaźnik cena/zysk. Trzeba jednak pamiętać o różnicach, np. o tym, że w strategii momentum częściej dokonuje się transakcji, a w wartościowej te same papiery zwykle trzyma się dłużej. Aby odnosić sukcesy inwestycyjne, należy być świadomym własnych, irracjonalnych skłonności. Korzystanie z powszechnych trendów ostatnio nieco zawodziło, ale na dłuższą metę jest najpewniejszą drogą do ponadprzeciętnych zwrotów.

 

 

Na podst. Investing with the herd, James Mackintosh, The Financial Times

Sieci społecznościowe

Tagi