Jak Budda zorganizowałby naszą nowoczesną, drapieżną gospodarkę?

Clair Brown, emerytowana profesor Uniwersytetu Kalifornijskiego, zastanawia się dlaczego tak trudno pogodzić dominujący model neoklasycznej ekonomii z realnym światem. Dlaczego kładzie się taki nacisk na abstrakcyjny wzrost gospodarczy, a tak mało się dyskutuje o nierówności czy degradacji środowiska. Brown jest praktykującą buddystką. Wyjaśnia, jak Budda zorganizowałby naszą gospodarkę.

Joshua Holland: Tajlandzki lekarz, Prayudh Payutto, tak pisze w swej książce „Ekonomia buddyjska: droga środka na rynku”: „Ekonomia to nauka, która łączy konkret z abstrakcją. Abstrakcyjne wartości ludzkie wchodzą w interakcje ze światem materialnym. Gdyby ekonomiści przestali ignorować kwestie wartości moralnych, łatwiej byłoby im wpływać na świat”. Jak wprowadzenie wartości moralnych do ekonomii wyglądałoby w praktyce?

Clair Brown: Buddyjska ekonomia ma trzy nogi. Jedna, to podejście oparte na „możliwości i wolności”, za które Amartya Sen otrzymał Nobla. Ten wielki myśliciel wyjaśnia bardzo dokładnie, co jest nie tak z nurtem neoklasycznym. Mówi, że musimy mieć prawo porównywać ludzi bogatych i biednych, ich dobre samopoczucie. Koniecznie musimy przejmować się nierównościami. Sen pyta: „Czego ludzie chcą od gospodarki i od wzrostu gospodarczego?”. Chcą lepszego życia. Opracował model ekonomiczny pokazujący, jak dobrze żyć. Zawiera on podstawowe elementy: zdrowie, edukację, integrację ze społeczeństwem. Ważna jest dystrybucja dochodów w społeczeństwie.

To fundament ekonomii Buddy, do którego dodajemy jeszcze dwie rzeczy: zrównoważony rozwój i jego wkład w tzw. ekonomię ekologiczną oraz coś naprawdę ważnego dla buddystów - ulgę w cierpieniu, jako „trzecią nogę”.

Holland: Filozofia ekonomii dobrobytu Sena podaje różne metody mierzenia dobrobytu gospodarczego. Co z tego przejmuje buddyjska ekonomia?

Brown: Z pracy Sena zaczerpnięto kilka strategii. Buddyjski Bhutan stosuje jedną z nich: indeks narodowego szczęścia brutto. Przepytano każdą osobę w Bhutanie i zorientowano się, jakie mieszkańcy tego kraju mają możliwości, jakich nie mają i jak dobrze czują się ze swoim życiem. Potem władze powiedziały: „Dobrze, teraz wiemy, że rzeczywiście mamy wielu ludzi, którzy cierpią i potrzebują lepszego życia”. (Były to zwłaszcza osoby z obszarów wiejskich, bardzo, bardzo biednych.) „Obecnie mamy zamiar skupić cały nasz wzrost gospodarczy na pomocy ludziom, którzy cierpią najbardziej. Oni potrzebują więcej edukacji i opieki zdrowotnej”.

W miastach ludzie mieli lepszy dostęp do obu tych rzeczy. Byli nieszczęśliwi, bo uważali, że w ich społeczności nie ma wystarczającej infrastruktury i wsparcia, by dobrze funkcjonować. Chcieli więcej równowagi między pracą, rodziną i społecznością. I Bhutan postanowił im to zapewnić: „Nie uważamy, aby wzrost gospodarczy był wartością, dopóki nie sprawia, że ludzie stają się szczęśliwsi i odczuwają ulgę w cierpieniu”. Jednym kryteriów władz tego kraju jest też zrównoważony rozwój. „Musimy nad nim pracować, bo nie zostało to włączone w wystarczającym stopniu do naszego modelu”.

Inny sposób myślenia o pomiarze wzrostu gospodarczego wykorzystuje ekonomia ekologiczna. Patrzy na cały produkt gospodarki z punktu widzenia jego wpływu na środowisko. Ale nie tylko tu i teraz. Przy tym podejściu, analizuje się potencjalny, negatywny wpływ na środowisko naturalne, w którym żyć będą przyszłe pokolenia.

Holland: To brzmi jak centralne planowanie. Czy nieporozumieniem jest sądzić, że Budda zaleca taki system?

Brown: Cóż, Bhutan na pewno ma bardzo silny rząd. Ale tak musi być. Oni naprawdę muszą pomóc wiejskiej biedocie. Co Budda by o tym powiedział? Zacząłby od stwierdzenia, że wszyscy jesteśmy jednością. Czyli to, co przytrafia się jednemu z nas, dotyczy wszystkich. To bardzo centralistyczne.

Potem Budda powiedziałby, że nic nie jest trwałe. Bez względu na to, co dzieje się w danym momencie. Powinniśmy więc dbać o dobrobyt wszystkich. Payutto w swej książce bardzo wiele uwagi poświęca silnemu rządowi i roli rządu w jego wizji buddyjskiej ekonomii. Ale ekonomia buddyjska stawia także wyzwania jednostkom, aby zrozumiały, jak mogą nadać swemu życiu większy sens i tworzyć wartość dla siebie i ludzi wokół.

Holland: Socjaldemokracja różni się od socjalizmu tym, że uznaje rynki za najbardziej efektywną metodę dystrybucji, choć zapewnia też silną sieć zabezpieczeń społecznych i finansowane awansu społecznego ze środków publicznych. Co z częścią tego równania, dotyczącą efektywności? Czy brakuje jej w buddyjskiej filozofii gospodarczej?

Brown: Cóż, myślę, że Amartya Sen w swym podstawowym modelu zgodziłby się ze wszystkim, co powiedziałeś o roli rządu i rynków. Sen w swej książce, w rozdziale „Rozwój jako wolność”, mówi o tym, dlaczego potrzebujemy rynków i jak one działają. A potem szybko dodaje, że potrzebny jest rząd, który dba o te czynniki zewnętrzne, które są przyczyną problemów ekologicznych. Rządy muszą koniecznie zapewniać silne zabezpieczenia, opiekę zdrowotną, edukację i wszystko to, o co powinniśmy dbać wspólnie.

Holland: Ale czy to pasuje do nowoczesnej, uprzemysłowionej gospodarki, takiej jak nasza? Co Budda by powiedział o warunkach w miejscu pracy i o stosunkach pracy? Czy buddyjska gospodarka wymaga modelu korporacyjnego, który byłby inny, niż hierarchiczny, dominujący w USA?

Brown: Myślę, że fundamentem buddyjskiej ekonomii jest „właściwe życie”: to, jak żyjesz, produkujesz towary i świadczysz usługi. Zasada numer 1: nikogo nie krzywdzić. Oznacza to, że zdecydowanie respektujesz standardy pracy i je egzekwujesz, nie tylko w swoim kraju, ale także za granicą, z powodu importu. Nie dopuszczasz, by firmy i pracownicy krzywdzili się nawzajem.

Holland: Amerykanie średnio zarabiają więcej, niż ludzie w większości krajów europejskich, ale rocznie pracują o 30 proc. czasu dłużej. Jesteśmy poddawani większym stresom. Co ekonomiści buddyjscy mówią o równowadze między pracą, a resztą życia?

Brown: Zainteresowałam się buddyjską ekonomią po tym, jak poraził mnie materializm dominujący w naszej kulturze. Wraz ze wzrostem gospodarczym ludziom żyje się coraz lepiej. Mimo to, nie pracujemy mniej. Nie czynimy życia bardziej zrównoważonym, nie mamy czasu na bycie kreatywnymi, na obcowanie z przyjaciółmi i budowanie wspólnoty. Zamiast tego, pracujemy ciężej i ciężej. Kultura materialistyczna, wzmacniana przez główny nurt ekonomii, mówi: „Hej, chcesz się poczuć lepiej? Zarób więcej pieniędzy i idź na zakupy”. To model wiecznego nienasycenia. Tak żyją Amerykanie. Chcemy więcej i więcej, zużywamy coraz więcej, a inne rzeczy w życiu, które powinny być dla nas ważne - nasze rodziny, nasze wspólnoty – na tym cierpią. Ekonomia buddyjska mówi: „Hej, opamiętaj się, skup się na samopoczuciu i dbaniu o środowisko, i o siebie nawzajem”.

 

Na podst. How Would Buddha Organize Our Cutthroat Modern Economy?, Joshua Holland, billmoyers.com

 

Sieci społecznościowe

Tagi