Jak być bogaczem, nie mając za dużo pieniędzy

Gdy pytam ludzi, co oznaczają dla nich pieniądze, słyszę, że dają wolność, bezpieczeństwo, niezależność. Wystarczająca ilość pieniędzy pozwala nam robić to, co nas uszczęśliwia. Jeśli jednak to czas uznamy za miarę bogactwa, okaże się, że wielu milionerów to biedacy, a ci, którzy mają znacznie mniejsze emerytalne oszczędności, są bardzo zamożni. Oto moja definicja majątku:

Bogactwo w latach = dochód netto w dolarach (lub innej walucie)/ roczne wydatki

Zgodnie z tym wzorem, ktoś, kto ma 10 mln dol. i prowadzi ekstrawaganckie życie, kosztujące go 2 mln dol. rocznie, posiada jedynie 5 lat finansowej wolności. Natomiast ten, kto ma 250 tys. dol., ale wydaje tylko 10 tys. dol. rocznie, posiada 25 takich lat. Możliwe, że nigdy nie będzie musiał znowu pracować.

Rzecz jasna, można założyć, że ich portfele będą rosły. Jednak wzrost ich majątku netto, po opodatkowaniu, będzie się zapewne równał tylko stopie inflacji.

Ktoś mógłby pomyśleć, że osoba z 10 mln na koncie, która wiedzie wystawne życie, będzie przez to szczęśliwsza. Lecz najwyżej nieznacznie, czego dowodzą badania. Duży dom i luksusowy samochód mogą dawać poczucie szczęścia, ale na krótką metę. Wraz z nimi pojawia się bowiem lęk przed utratą pieniędzy potrzebnych do życia na wysokiej stopie.

Radykalnie zmienia to nasze rozumienie tworzenia majątku. Drogą do bogactwa jest najczęściej zarabianie więcej lub wydawanie mniej, albo obie te rzeczy naraz.

Zawsze miło jest zarabiać więcej, lecz, tak naprawdę, ma to znacznie mniejszy wpływ na liczbę lat finansowej wolności, niż wydawanie mniej. A to dlatego, że wyższe dochody wiążą się z wyższymi podatkami, poza tym - przecież nie chcemy pracować do końca życia. Z drugiej strony, niższe wydatki mają znacznie większe przełożenie na finansową niezależność, ponieważ rząd nie opodatkowuje pieniędzy, których się nie wydaje i można mniej wydawać na emeryturze.

Weźmy 50-latka, który może zarobić 10 tys. dol. rocznie więcej i przejdzie na emeryturę za 15 lat. Przekłada się to na 150 tys. dol. Jednak 1/3 z tych pieniędzy idzie na podatki, zatem zostaje mu jedynie dodatkowe 100 tys. dol. Z drugiej strony, jeśli wydawałby 10 tys. dol. mniej, a żyłby jeszcze przez 33 lata, to przełożyłoby się to 330 tys. dol. oszczędności.

W tym przypadku, zmniejszenie wydatków o 10 tys. dol. rocznie daje 3,3-krotnie większe korzyści, niż zarabianie 10 tys. więcej. Dolar zaoszczędzony jest wart dużo więcej, niż zarobiony. W tym przykładzie przelicznik wynosi ok. 3,30.


Tak więc to, ile potrzebujemy, ma dużo większe znaczenie, jeśli chodzi o kształtowanie naszego majątku (pojmowanego jako możliwość robienia tego, co czyni nas szczęśliwymi). Jeżeli przechodzisz na emeryturę, mając, powiedzmy, 250 tys. dol. oszczędności, to twój majątek, mierzony czasem, zależy od tego, za jaką kwotę jesteś w stanie się utrzymać. Może on wynosić ledwie parę lat, ale też całe życie, jakie jeszcze ci pozostało.

Wydawanie mniej ma podwójny skutek. Zwiększa sumę oszczędności i obniża roczną kwotę, potrzebną na wydatki. Oba te czynniki budują majątek w przyspieszonym tempie. W efekcie, można będzie przez resztę swego życia robić to, co nas uszczęśliwia. Oto, co nazywam zamożnością.

 

Na podst. How to Be Really Rich With Less Money, Allan Roth, blog.aarp.org

 

Sieci społecznościowe

Tagi