Jak dzieci, nie chodząc do szkoły, mogą rozkwitnąć i rozwinąć swoje zdolności

„Tylko nieliczne dzieci w szkole odnoszą sukces, ucząc się w sposób, jaki im narzucamy. Większość z nich czuje się upokorzona, przerażona i zniechęcona. Używają swego intelektu nie po to, by się uczyć, ale by się wymigać się od robienia tego, co mówimy im, że mają robić” - uważa nauczyciel i zwolennik edukacji domowej, John Halt.

Jego książka, „How Children Learn” („Jak dzieci się uczą”) opisuje różne sposoby uczenia się dzieci, kładąc nacisk na to, jakie znaczenie na pomoc dziecku w rozwijaniu jego naturalnych zdolności.

W swoich poglądach Halt nie jest osamotniony. Zgadzają się z nim nie tylko zwolennicy tzw. edukacji domowej, ale również ci, którzy idą dalej i chcieliby, aby dzieci uczyły się w jeszcze bardziej naturalny sposób, zwany przez nich „nieszkolnictwem” (unschooling).

„Nieszkolnictwo” oznacza alternatywne podejście do nauczania, które odrzuca struktury i metody stosowane w tradycyjnym szkolnictwie. W zamian proponuje się, by dziecko, na bazie swoich zainteresowań i pragnień, samo poszukało dziedzin, o których chce się uczyć. Mogąc zaspokajać swoją ciekawość i, zamiast przyswajać szkolną wiedzę, przeżywać prawdziwe sytuacje, powinno rozkwitnąć. Chodzi o to, by podążało za swoimi pasjami, a nie starało się zapamiętać bezlik informacji i rozwiązywało testy.

Na poparcie swej koncepcji Halt przytacza, między innymi, historię wschodzącej gwiazdy reżyserii, Astry Taylor, która, mając 30 lat, nakręciła już dwa filmy. Taylor ostatni raz uczęszczała do szkoły, mając 13 lat. Jej późniejsza nauka nie przebiegała w rytm ferii, szkolnego dzwonka i wpisów do dziennika. Zamiast tego, mogła zagłębiać się w to, co akurat ją zainteresowało.

W przedmowie do książki Johna Taylora Gatto pt. „Dumbing us Down” („Robiąc nas głupszymi”), czytamy: „Wiedza może być kształtowana i nawet nauczana nie tylko w szkołach, jakie znamy, ale również wtedy, gdy matka z córką wybierają się, by porozmawiać z komendantem policji lub gdy kilkoro dzieci uczy się wydawać biuletyn podczas praktyk u wydawcy”.

Odrzucenie tradycyjnej edukacji na rzecz niekonwencjonalnych metod zdobywa popularność. W mediach trwa debata, publikuje się artykuły wychwalające brak planu lekcji. Dziecko może żyć w świecie, w którym idealną okazją do nauki matematyki i jednostek miar jest gotowanie obiadu. Muzyki można się uczyć, śpiewając razem w parku czy grając na gitarze.

Oczywiście, wszystko to budzi wiele kontrowersji. Niektórzy uważają, że miarą jakości edukacji jest to, jak sprawnie uczniowie są w stanie rozwiązywać różne testy i sprawdziany. Innym wydaje się to po prostu nie w porządku. Ich zdaniem, rola nauczyciela, jako przewodnika, jest nieoceniona i nie powinno się jej ignorować.

Niemniej, wśród ok. 2 milionów Amerykanów, którzy uczą się w domu, 10 proc. robi to zgodnie z ideałami „nieszkolnictwa”.

22-letnia Idzie Desmarais z Montrealu jest typem wolnego ducha. Nie uczęszczała do szkoły i jest zagorzałą zwolenniczką takiego podejścia, zwracając uwagę na fakt, że ma przyjaciół i wiele zawodowych kontaktów w całej Ameryce Północnej, a także, iż kieruje się w życiu wartościami i uczciwością. Swoje przekonania prezentuje na interesującym blogu I’m Unschooled. Yes. I can write (Nie chodziłam do szkoły. Tak, umiem pisać).

„Uważam, że „nieszkolnictwo” odegrała w moim życiu bardzo ważną rolę, i że idee, jakie odkryłam w tej filozofii mogą być potężnym narzędziem transformacji, zarówno osobistej, jak i społecznej”mówi Desmarais.  

 

Na podst. How Unschooling our Children Can Help Them Flourish, Develop Natural Abilities, Antonia, Natural News

Sieci społecznościowe

Tagi