Jak poczuć swoją wartość i uwierzyć w siebie

Wiele osób próbuje zbudować poczucie własnej wartości na osiągnięciach i nagrodach. Tyle że wtedy każdy sukces musi się okazać zbyt mały, by zadowolić nienasyconą potrzebę bycia wartościowym.

Jeszcze zanim się urodziła, jej rodzice mieli wobec niej konkretny plan. Prowadzili kinoteatr, w którym odbywały się występy wodewilowe, miała zatem zostać aktorką, tancerką, gwiazdą, dumą rodziny. Przyszła na świat jako trzecia córka i wraz z rodzeństwem pod czujnym okiem rodziców stworzyła zespół muzyczny. Francis Avent Gumm i Ethel Marion nazwali swoje najmłodsze dziecko Frances Ethel Gumm na własną cześć. „Urodziłam się w Metro-Goldwyn-Mayer w wieku dwunastu lat” – powiedziała wiele lat później, kiedy była już znana jako Judy Garland, bo kontrakt z tą wytwórnią filmową zmienił jej całe życie. Dzięki roli Dorotki w filmie „Czarnoksiężnik z Oz” stała się jedną z najsławniejszych osób swoich czasów. Od tamtej pory aż do dziś identyfikowana jest z oscarową piosenką „Over the Rainbow”, która doczekała się tysięcy coverów. Podobnie jak rodzice Judy, wytwórnia MGM z ogromną siłą wierzyła w jej sukces, rujnując jej poczucie własnej wartości.

Garland miała 151 centymetrów wzrostu, wygląd prowincjonalnej dziewczyny z sąsiedztwa, przez co kompletnie odbiegała od ówczesnych standardów piękna, wyznaczanych między innymi przez Elizabeth Taylor, z którą chodziła do szkoły. Była zmuszana do zakładania młodzieżowych sukienek pasujących do jej image’u, noszenia wymiennych nasadek na zęby i gumowych dysków, które zmieniają kształt nosa. Szef studia Louis B. Mayer nazywał ją swoim „małym garbuskiem”. Jej wartość stale była oceniana na podstawie tego, jak wygląda, śpiewa i jaki przynosi zysk, czym manipulowali producenci i reżyserzy. Uwierzyła, że to, kim jest, zależy od tego, co osiągnie, i żeby to osiągnąć, musi lepiej wyglądać, częściej się uśmiechać, więcej pracować. Aby miała siłę występować, pokonać niepewność siebie i lęk – podawano jej amfetaminę, a przed snem barbiturany, wysyłając w ten sposób komunikat nie wprost, że sama nie da rady, że jest bezsilna. Występowała w wielu filmach, dawała koncerty w Carnegie Hall, prowadziła swój program telewizyjny, ale jej życie osobiste było wypełnione bólem i smutkiem.

W 1947 roku, podczas pracy nad filmem „Pirat”, Garland przeżyła załamanie nerwowe i szkłem z rozbitej szklanki próbowała przeciąć sobie żyły. To była pierwsza z wielu prób samobójczych, które podjęła. „Chciałam uwierzyć, stawałam na głowie, żeby uwierzyć w tęczę. Próbowałam się do niej zbliżyć, ale nie mogłam!” – wyznała. Pięć razy wychodziła za mąż, była uzależniona od alkoholu i leków, wielokrotnie przechodziła załamania nerwowe. Osiągnęła spektakularny sukces, zachowując dramatycznie niskie poczucie własnej wartości i samoocenę. „Przeciętności nigdy nie były dla niej – nudziły ją. Chciała szczytu podniecenia. Jak była szczęśliwa, to nie była po prostu szczęśliwa: była ekstatyczna. A kiedy była smutna, była smutniejsza niż ktokolwiek” – tak o Judy Garland powiedziała jej córka Liza Minnelli. Umarła dwanaście dni przed swoimi 47. urodzinami wskutek przedawkowania barbituranów. Około 20 tys. osób przyszło do Frank E. Campbell Funeral Chapel w Nowym Jorku, aby zobaczyć jej ciało. Podczas pogrzebu Ray Bolger, z którym zagrała w „Czarnoksiężniku z Oz” , powiedział: „ona po prostu się wyczerpała”.

Złaknieni uznania

Historia Judy Garland boleśnie ilustruje, w jaki sposób poczucie wartości nagminnie mylone jest z wiarą w siebie. Na początku przez większość rodziców, a później przez dorosłe dzieci, które to samo przekonanie przekazują swoim dzieciom. Mechanizmu tego doświadczają nie tylko znani artyści, tacy jak Judy Garland, Marilyn Monroe czy Amy Winehouse, ale wszyscy ci, którzy próbują na podstawie swoich sukcesów, osiągnięć i nagród zbudować poczucie wartości. A to zadanie zawsze skazane na porażkę. „Spotykając się z ludźmi filmu, często pytałem ich o to, dlaczego wybrali ten zawód”– mówi Łukasz Maciejewski, dziennikarz, krytyk filmowy i teatralny. „70 proc. odpowiedzi brzmiało: wynika to z chorobliwej nieśmiałości, poczucia niedowartościowania, wstydu, z tego, że czuli nieuzasadnione defekty własnej urody, a często później stawali się seksbombami i amantami polskiego kina. Zawód, o którym myślą nastolatkowie, którzy później zostają uznanymi aktorami czy reżyserami, najczęściej związany jest z psychologią”.

Wiele osób myli poczucie własnej wartości z wiarą w siebie

Chęć zrozumienia drugiego człowieka, a przede wszystkim siebie to wspólna płaszczyzna dla zajmujących się psychologią i sztuką. Wiele osób zachłannie poszukujących satysfakcji, ukojenia, spełnienia, zadaje sobie pytanie o to, jaką rolę odegrać w życiu, czym się zająć, gdzie być, nie znajdując czasu i przestrzeni, by przyjrzeć się mechanizmom, które zmuszają ich do ciągłego ruchu, zmiany, poszukiwania uznania. Moc fanów może uzależnić od zewnętrznych bodźców, zagłuszających niskie poczucie wartości i silnie budujących wiarę w siebie. Nie jest to regułą, wiele osób ze świata sztuki łączy jedno z drugim: czerpią zrozumiałą satysfakcję z komplementów, pochwał i nagród, mając niepodważalne poczucie swojej wartości, tego, że ich życie, samopoczucie nie jest związane z rolą, którą odgrywają, ale z tym, że istnieją.

Wiara i wartość

Kiedy pojawia się dziecko, dla rodziców zachwycające jest wszystko, co się z nim wiąże: jak śpi, patrzy, je, zaciska rączkę na palcu. Szybko jednak przestaje zachwycać sama obecność, a pojawia się oczekiwanie, by dziecko spełniło określone wymagania: grzecznie siedziało, ładnie się wyrażało, osiągało sukcesy. Ta potrzeba poprawiania drugiej osoby związana jest z tym, że zamiast dostrzegać, zaczynamy ją oceniać. Wartościowy staje się narysowany obrazek, piątka z klasówki, samodzielnie wybrany strój, a nie obecność, a jeśli już to określona obecność, np. bycie cicho, gdy przychodzą goście. Wszystkie te zachowania rodziców wpływają na samoocenę. „Kiedy prawdziwym problemem u dziecka jest brak poczucia własnej wartości, oni skupiają się na wzmocnieniu jego wiary w siebie. Ich wysiłki często przynoszą odwrotny skutek, bo w rezultacie poczucie własnej wartości u dzieci nawet się obniża” – napisał Jasper Juul, terapeuta i pedagog, autor książki „Twoje kompetentne dziecko”. W konsekwencji każdy sukces musi się okazać zbyt mały, by mógł zadowolić nienasyconą potrzebę bycia wartościowym. Rodzice, którzy chwalą dziecko, cieszą się jego sukcesami, nagradzając lub karząc wyłącznie jego zachowanie, nie dostrzegają jego obecności, przez co przyczyniają się do rozbudowania ego takiego dziecka. W dorosłym życiu istnieje ryzyko, że będzie to osoba z silnie rozdętym ego, słusznie przekonana o tym, że może wiele osiągnąć, a w środku mająca poczucie, że jest niewarta miłości, szacunku i nieszczęśliwa.

Poczucie własnej wartości związane jest z samoakceptacją, niezależnością i świadomością

Poczucie własnej wartości bezpośrednio związane jest z samoakceptacją, niezależnością i świadomością. Aby je sprawdzić, wystarczy uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie: jak się czuję z samym sobą? Poczucie własnej wartości jest stanem, w którym mieści się wiedza na temat tego, kim jesteśmy, oraz związane z tym wspomnienia, doświadczenia, ich zrozumienie. To przekonanie o tym, że jestem w porządku taki, jak jestem. Na drugim biegunie (czyli biegunie niskiego poczucia własnej wartości) są osoby krytyczne, zależne od innych, często doświadczające poczucia winy.

Zwolnienie z pracy, zdobycie nagród lub krytyczna uwaga koleżanki wpływa na samopoczucie, ale u osoby o wysokim poczuciu wartości nie przyczynia się do zmiany postrzegania siebie. Osoba z niskim poczuciem wartości każde z tych zdarzeń będzie długo analizowała, przeżywała, uzależniała od niego obraz siebie, czując wstyd lub dumę. Niskie poczucie wartości będzie przejawiało się lękiem przed porażką, przechwałkami, wycofaniem się w cień z życia zawodowego i rodzinnego, wyniosłością, agresywnym zachowaniem wobec innych, ale też nadużywaniem środków psychoaktywnych.

Poczucie własnej wartości kształtuje się długo, jest głęboko ukrytym filarem, na którym zbudowane są myśli, uczucia, potrzeby prowadzące do decyzji podejmowanych w dorosłym życiu. „Z kolei wiara w siebie jest miarą tego, do czego jesteśmy zdolni – w czym jesteśmy dobrzy” – wyjaśnia Jasper Juul. To cecha związana z umiejętnością stawiania i osiągania celów. „Jeśli ktoś ma zdrowe poczucie własnej wartości, to rzadko cierpi na brak wiary w siebie. W przeciwną stronę jednak ta zależność nie działa” – dodaje w swojej książce Juul. Wiarę w siebie budujemy, słysząc wyrazy uznania od rodziców, nauczycieli, trenerów, coachów, ale również wtedy gdy osiągamy sukcesy. Dość łatwo zbudować lub zburzyć w sobie taką wiarę dotyczącą określonych umiejętności – potrzebujemy do tego informacji płynących z zewnątrz i związanego z nimi wewnętrznego przekonania „jestem w tym dobry”. Wzmacnianie wiary w siebie nie przyczynia się jednak do budowania poczucia własnej wartości. Dobrze jest, gdy obie te cechy są na wysokim poziomie, często jednak rodzice, mając dobrą intencję i przekonanie, że wspierają dziecko, budują w nim wiarę w siebie, ignorując lub wręcz obniżając poczucie jego własnej wartości. „A wyrażanie miłości to decydujący czynnik w rozwoju poczucia wartości” – tłumaczy Juul. Poza tym może być tak, że ktoś ma „obniżoną samoocenę w zakresie swoich relacji interpersonalnych, a jednocześnie wysoko się ocenia pod względem intelektualnym, co może wpływać na jego sukcesy zawodowe i porażki w sferze prywatnej” – wyjaśnia dr Urszula Sajewicz-Radtke, psycholożka ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Sopocie.

Ocena zamiast uczucia

Do rozwijania wiary w siebie zamiast poczucia wartości dochodzi w relacji dziecka z rodzicami i innymi znaczącymi dorosłymi: nauczycielami, dziadkami, rodzeństwem. Czteroletni Krzyś czekał w domu na przyjście mamy z pracy; wymyślił, że zrobi dla niej laurkę, niecierpliwił się i tęsknił, całą energię włożył w tworzenie obrazu dla mamy. Gdy wróciła do domu, podbiegł do niej z wyciągniętą w dłoni laurką. Ta ucieszona powiedziała: „piękna laurka, świetnie ci to wyszło, musiałeś włożyć w to dużo pracy, masz talent, kto wie, może zostaniesz malarzem”. Mama pochwaliła laurkę, zrobiła to z radością, ale Krzyś nie czuje, by spotkał się z nią emocjonalnie. On dał jej siebie, swój czas, energię. Uczucia umieścił w rysunku, który był tylko pretekstem, by powiedzieć: kocham. Krzyś podbiegł do mamy po obecność, a dostał ocenę. To, że jest ona pozytywna, buduje wiarę w siebie, ignorując poczucie wartości.

Zamieniamy bycie na zadania - nie ma znaczenia to, że jestem, znaczenie ma to, co potrafię

Podobna sytuacja zdarza się za każdym razem, gdy dziecko woła do rodzica: „patrz na mnie”, a rodzic zamiast patrzeć, towarzyszyć w działaniu, zabawie, zaczyna chwalić lub ganić dziecko. Ono chce obecności, emocji, wzmocnienia swojego poczucia wartości poprzez zauważenie („widzę cię”, „jestem z tobą”), a dostaje ocenę („świetnie się bawisz”, „pięknie ci to wyszło”, „za szybko biegasz”). Dziecko szybko uczy się, że tym, co robi, może zyskać sympatię i akceptację innych, zaczyna wierzyć, że jak się postara, będzie lubiane: zrobi laurkę, posprząta pokój, powie to, co chce usłyszeć druga strona, a nie to, co samo myśli. Po latach wykona pracę za swojego kolegę, zdobędzie więcej pieniędzy, kupi ładniejszy dom i przez krótki czas poczuje satysfakcję. Ten wyścig trwa u niektórych przez całe życie; zamieniają bycie na zadania, nie ma znaczenia to, że jestem, znaczenie ma, co potrafię.

„Potwierdzanie swojej wysokiej samooceny, co do której dana osoba nie ma pewności, może się wiązać z ryzykownymi, destrukcyjnymi zachowaniami, zbieraniem informacji, które to potwierdzają, poszukiwaniem sukcesu w wymiernych osiągnięciach” – podsumowuje dr Mariusz Zięba, psycholog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Poznaniu. Mama, która chce budować poczucie wartości dziecka, nie musi się nauczyć żadnych specjalnych zachowań, ważne jest, by reagowała emocjonalnie, spontanicznie, w zgodzie z tym, co czuje. W sytuacji z laurką mogłaby na przykład powiedzieć: „dziękuję, tęskniłam za tobą” albo „porozmawiamy o tym, co jest na tym obrazku, i jak to było czekać na mnie?”, albo jeszcze inaczej: „sprawiłeś mi wielką radość, cieszę się, że tu jesteś”. Chodzi o zrozumienie różnicy między reakcją, która ocenia, co zrobiło dziecko (bez względu na to, czy pozytywnie, czy negatywnie), a reakcją, która je zauważa. Po kilku oceniających reakcjach dziecko uczy się, by pytać, czy to, co zrobiło, jest dobre, ładne, czy się podoba. To trochę tak, jakby dwoje zakochanych w sobie dorosłych ludzi spotkało się po kilku dniach rozłąki. On został w ich mieszkaniu, ona wyjechała na szkolenie. Gdy wróciła, zaskoczył ją wysprzątanym mieszkaniem i samodzielnie ugotowaną kolacją, podczas której powiedział: „tęskniłem za tobą, kocham cię” i usłyszał od niej: „dziękuję, jak ty świetnie sprzątasz i gotujesz”.

Nie chodzi o to, by zrezygnować z ocen. Bywają one motywujące i pomagają dokonywać wyborów, ale jeśli zastępują emocje, to okaleczają poczucie wartości. Człowiek dorastający w takim świecie ma tendencję do pozostawania egocentrykiem, budującym siebie z wykorzystaniem rzeczy i wyrazów uznania. Ta droga kończy się pustką, samotnością, a czasami chorobami psychosomatycznymi, gdy brakuje siły, czasu lub zawodowych szczytów do zdobycia.

Dostrzeżenie drugiego człowieka to stworzenie mu miejsca obok, zadawanie pytań: „co myślisz”, „co czujesz” – nie jest to możliwe, dopóki oceniam.

Dla wielu osób okazuje się niewyobrażalne zauważenie różnicy między zadaniem a byciem, ocenianiem a czuciem, obserwowaniem a dostrzeżeniem. Jeśli tak jest, to dobry moment, by zapytać samego siebie, na czym buduję lub zbudowałem poczucie własnej wartości? Jakie znaczenie ma to, że jestem? W środowisku terapeutów krąży żart dotyczący tego, co poprzedza załamanie nerwowe. Prawie zawsze jest to przekonanie u osoby, która go doświadcza, że wykonuje niezmiernie ważną pracę.

Dążenie do mocy

Sytuacja jest idealna, gdy i poczucie wartości, i wiara w siebie są wysokie. Jeśli poczucie wartości jest wysokie, a wiara w siebie niska, nie stwarza to trudnej do pokonania sytuacji psychologicznej. Wsparcie ze strony bliskich, terapeuty, coacha, przełożonego czy samo nagradzanie i dostrzeganie swoich sukcesów może w krótkim czasie tę wiarę zbudować. Może być również tak, że poczucie wartości i wiara w siebie są na niskim poziomie. „Wiele badań wskazuje na to, że osoby o niskiej samoocenie przede wszystkim starają się unikać sytuacji, w których ujawniałaby się ich niska wartość” – tłumaczy dr Mariusz Zięba. „Mogą też mieć tendencję do kompensowania poczucia niższej wartości sukcesami, na które w ich mniemaniu ich stać, trochę jak uczeń, któremu nauka nie wychodzi, więc stara się pokazać swoją wyższość nad innymi, prezentując siłę fizyczną”.  

Sukces, jak pokazują biografie znanych ludzi, często nie łączy się z zadowoleniem z siebie

Alfred Adler, twórca jednej z teorii osobowości, w dziecięcym poczuciu niższości i bezradności dostrzegał źródło dążenia do mocy, czyli obecnego w całym życiu człowieka mechanizmu rozwojowego. „Dążenie do mocy motywuje do wysiłku, którego celem jest wyrównanie słabości i dorównanie innym. Może ono przyjmować też neurotyczne formy, objawiające się np. upartym dążeniem do władzy” – mówi Zięba. To, do jakich sposobów zachowania prowadzi niska samoocena, zależy od wielu czynników, podobnie jak sukces, który – jak pokazują biografie znanych osób – często nie łączy się z zadowoleniem z siebie. „Związek między samooceną a osiąganiem sukcesów nie dotyczy bowiem tylko tego, czy te sukcesy są, ale też tego, co będzie dla danej osoby sukcesem i jakie cele sobie stawia” – wyjaśnia dr Mariusz Zięba. Czym innym jest potrzeba osiągnięć, zaspokajana awansem w pracy, a czym innym potrzeba szacunku i uznania, której spełnienia można poszukiwać w intymnych relacjach z rodziną czy przyjaciółmi. To zadanie, które każdy może wykonać sam: jakie obrazy i myśli pojawiają się w twojej głowie, gdy słyszysz słowo „sukces”? Hamak pod palemką, dom w dobrej dzielnicy, wyższa wypłata, nowy samochód, własne biuro? A może chwila relaksu z książką, czas na kawę z przyjacielem, przyjaźń? A może spokój?

Nadzieja na sukces

Najlepsi na świecie w matematyce są uczniowie z Chin, Singapuru i Korei, najsłabsi – m.in. z Łotwy, Włoch i USA – wynika z badań PISA – Programu Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów. Podobnie sytuacja wygląda w zakresie nauk przyrodniczych i czytania. Jay Mathews z „Washington Post” zwraca uwagę na badania przeprowadzone wśród ośmoklasistów uczących się matematyki. W Korei 6 proc. tej grupy wyrażało wiarę w swoje umiejętności matematyczne, a w USA takie przekonanie miało 39 proc. Jedne z najgorszych wyników w matematyce nie przeszkadzają Amerykanom zachowywać optymizmu, z drugiej strony brak wiary w siebie nie utrudnił Koreańczykom zajęcia jednego z pierwszych miejsc w tej dziedzinie. „Wiara w swoje możliwości sprzyja osiąganiu sukcesów, ale nie jest czynnikiem wystarczającym” – mówi dr Urszula Sajewicz-Radtke i dodaje, że ważna jest „nadzieja na sukces rozumiana jako przekonanie jednostki, że potrafi podjąć działania zmierzające do osiągnięcia celu i kontynuować je mimo trudności. Nadzieja na sukces zawiera w sobie dwa komponenty: jeden dotyczy przekonania o posiadaniu silnej woli, drugi zaś przekonania o umiejętnościach znajdowania rozwiązań”.

Wiara w swoje możliwości sprzyja osiąganiu sukcesów, ale ich nie gwarantuje

Niemiecki psycholog Heinz Heckhausen wyodrębnił dwa czynniki motywacyjne: nadzieję na sukces i lęk przed porażką. Osoba znająca swoją wartość częściej doświadcza nadziei na sukces, która ma większe znaczenie w procesie motywacyjnym niż lęk przed niepowodzeniem. Ci, których motywuje nadzieja na sukces, potrafią czerpać przyjemność z wyzwań, które dla osób motywowanych lękiem przed porażką wydają się czasami niemożliwe do osiągnięcia. „Badania dowodzą, że osoby motywowane nadzieją chętniej nawiązują przyjaźnie z podobnymi do siebie” – wyjaśnia dr Urszula Sajewicz-Radtke.

Studenci z wysokim poziomem nadziei lepiej planują realizację celów długoterminowych: dzielą pracę na mniejsze zadania tak, aby móc stale monitorować postępy. Nadzieja na sukces bezpośrednio związana jest z poczuciem własnej wartości, ponieważ doświadczający tego stanu stawiają sobie cele w świadomy sposób, oparty na wcześniejszych doświadczeniach. Tak sformułowane marzenia czy cele wynikają z wewnętrznych przekonań na własny temat, a nie są odpowiedzią na pochwały szefa czy chęć pokazania się w nowym aucie sąsiadom.

Nadzieja na sukces nie jest biernym oczekiwaniem, ale realnym postrzeganiem siebie, swoich możliwości i aspiracji.

Test pianki

653 dzieci w wieku 4,5 lat posadzono przed stołem, na którym znajdowała się pyszna pianka marshmallow. Mogły ją zjeść od razu albo poczekać 15 minut i dostać kolejną. Ogromna pokusa i wyzwanie. Około 30 proc. dzieci zdecydowało się poczekać. Aby wytrzymać, obierały różne strategie: odwracały wzrok od pianki, śpiewały, jedno próbowało usnąć. Po kwadransie spotkała je obiecana nagroda. Wszystkie te dzieci w latach 60. wzięły udział w eksperymencie prof. Waltera Mischela ze Stanford University. Dwadzieścia lat po teście pianki profesor postanowił ponownie zbadać osoby, które wzięły w nim udział. Okazało się, że te, którym udało się odroczyć przyjemność, w późniejszym życiu otrzymały więcej punktów na maturze, lepiej radziły sobie ze stresem, miały mniejsze problemy z koncentracją i nawiązywaniem przyjaźni. Oczywiście nie dlatego, że kiedyś odmówiły sobie słodyczy, ale dlatego, że odmówiły sobie tej przyjemności, ponieważ potrafiły siebie kontrolować.

Osoby o niskim poczuciu własnej wartości nie ufają sobie i swoim potrzebom

Na drodze do osiągnięcia sukcesu kluczowa jest zdolność samoregulacji, czyli kierowania sobą, odporność na pokusy i wytrwałość – potwierdza dr Mariusz Zięba. Wewnętrznie umiejscowione poczucie kontroli powoduje, że człowiek jest wewnątrzsterowny, czyli potrafi pozostać wierny sobie i swojemu pomysłowi na rozwój, pracę i czas wolny, uwzględniając zdanie innych, ale nie podporządkowując się mu. Ludzie zewnątrzsterowni zapisują się na jogę, idą do wróżki, karmią się poradnikami, kupują określone produkty, ponieważ taka panuje moda lub tak powiedział autorytet. Taka postawa zmusza do szybkiego reagowania i zmiany postępowania pod wpływem zewnętrznych bodźców. Z powodu niskiego poczucia własnej wartości trudno zaufać sobie i swoim potrzebom.

Samokontrola związana jest z umiejętnością odpuszczania i czekania. Test pianki pokazał, że około 70 proc. ludzi, widząc przed sobą smakołyk, musi go szybko zjeść, mimo że wiedzą, że gdyby poczekali 15 minut, ich przyjemność byłaby podwójna. „Staranie się o sukces obejmuje kolejne fazy: od formułowania celu poprzez nadawanie mu znaczenia aż po wytrwałość w dążeniu do niego” – wyjaśnia dr Mariusz Zięba. Na każdym z tych etapów ważną rolę związaną z dostrzeganiem możliwości odgrywają poczucie własnej wartości i wiara w swoje możliwości. Warto umieć odróżniać jedno od drugiego i uwierzyć, że można je budować przez całe życie. „Byłoby niezwykle smutno, gdyby wszystko zależało od dzieciństwa i nie dałoby się tego zmienić. Po co wtedy byłaby terapia, coaching, grupy wsparcia czy samorozwoju?” – dodaje dr Urszula Sajewicz-Radtke. Większość ludzi pędzi przez życie, nie znajdując czasu, by odpowiedzieć sobie na pytanie, do czego dążą, po co to robią i jaka jest różnica między „działać” a „być”..

Co jest dla ciebie ważne?

1. Na kartce papieru wypisz liczby od 1 do 10, jedna pod drugą. Teraz obok każdej z nich wpisz jedną rzecz, która jest dla ciebie ważna. To mają być twoje życiowe priorytety. Daj sobie czas, by w spokoju znaleźć 10 najważniejszych dla ciebie spraw. Nie muszą być ułożone w kolejności. Gdy to zrobisz, sprawdź jeszcze raz, czy na kartce znalazły się twoje najważniejsze wartości. Jeśli tak, skreśl teraz trzy z nich, wyobrażając sobie, że je tracisz. Daj sobie chwilę czasu, by doszły do ciebie myśli i uczucia z tym związane. Wyobraź sobie, jak wyglądałoby twoje życie bez tych trzech wartości. Zrobione?

2. Weź kilka głębokich oddechów i skreśl kolejne trzy wartości. Tak jakbyś wyrzucał je ze swojego życia, jakby miały zniknąć. Jakie to uczucie? Daj sobie chwilę, pomyśl nad tym.

3. I teraz najtrudniejsze zadanie – skreśl kolejne trzy wartości. Co czujesz, gdy to robisz? A może myślisz, że to głupie zadanie, że nie działa? Pozwól sobie na każdą myśl, a potem wyobraź sobie życie bez tych wartości. Zostało jedno nieskreślone miejsce. Być może tu i teraz, w tym momencie twojego życia, to najważniejsza dla ciebie sprawa. Co to jest? Jak się z tym czujesz? Ile czasu poświęcasz w swoim życiu, by pielęgnować to, co dla ciebie naprawdę ważne?

4. Teraz jeśli masz ochotę, na nowej kartce wypisz jeszcze raz swoje życiowe priorytety. Jeśli chcesz, ułóż je w kolejności, ale nie potrzebujesz tego robić. Każde z napisanych słów popraw jeszcze raz długopisem, tak by było wyraźnie napisane. Kartkę schowaj do biurka, portfela, spoglądaj na nią co jakiś czas, gdy czujesz, że zaczynasz pędzić, by osiągnąć sukces, którego nie ma na twojej liście. 

 

 

Robert Rient

Dziennikarz i trener interpersonalny

Sieci społecznościowe

Tagi