JAK RADZIMY SOBIE Z NAPIĘCIEM? o. Włodzimierz Zatorski OSB

Wobec napięcia istniejącego w myśleniu lidera, które wynika z jednej strony ze świadomości ciążącej na nim odpowiedzialności a z drugiej z poczucia zagrożenia manipulacją, pojawiają się różne postawy jako sposoby rozwiązania tego problemu.

Niektórzy mówią: „Muszę sobie sam poradzić. Mogę liczyć tylko na siebie”. Jest to typ lidera, który uważa, że jeżeli sam czegoś nie zrobi, to nie będzie zrobione. Niestety dosyć często tak bywa. Stare powiedzenie: „Pańskie oko konia tuczy”, nie pojawiło się bez przyczyny. Jest ono aktualne do dzisiaj. Wszystko musi być doglądane, aby było sprawnie wykonywane. Jednak istnieje typ lidera całkowicie nieufnego, który zbyt mocno przeżywa swoją odpowiedzialność i uważa, że sam najlepiej wszystko umie i najlepiej wszystko wie i dlatego sam musi wszystko zrobić. Najczęściej przyjmuje to formę sterowania wszystkimi jak maszyną. To jest fatalny model zarządzania, ciężki i niezdrowy dla wszystkich.

Czasami lider stara się zbudować własną grupę ludzi zaufanych, na których opiera całą władzę. Obejmuje to bezpośrednich współpracowników, doradców, ale bywa i tak, że ma siatkę donosicieli. Powstaje wówczas „grupa trzymająca władzę”, czyli to, co potocznie nazywamy kliką,  powodując fatalny układ wyrażający się opozycją: „my – oni”. Taki układ niszczy życzliwą atmosferę współdziałania w zespole. Wszystko to wynika z poczucia osamotnienia i związanego z tym poczucia niepewności, co pobudza do szukania wsparcia w układzie. Przy czym warto pamiętać, że koło lidera najczęściej kręcą się ludzie chcący coś skorzystać osobiście ze znajomości  z nim. Zazwyczaj ludzie rzetelni i pracujący nie mają czasu i nawet potrzeby szukania przychylności szefa. Natomiast ludzie interesowni zasadniczy swój wysiłek ku temu kierują. Jednocześnie ci ludzie najczęściej nie mają odpowiednich kompetencji moralnych, fachowych, żeby podejmować dobre decyzje. Dlatego bardzo często „grupa trzymająca władzę” jeszcze i od strony kompetencji jest słaba.

Jeszcze gorszym skutkiem niepewności wyrastającej z poczucia osamotnienia jest typ człowieka całkowicie nieufnego. Często przejawia się to chorobliwą podejrzliwością wobec wszystkich, posądzaniem o nieuczciwość i śledzeniem innych. Wówczas zasadniczą energię pochłania kontrola wszystkich i kombinowanie, kogo należy zmienić na stanowiskach. Takim typem lidera był Stalin, który nikomu nie wierzył. Jak wiemy z historii, kilkukrotnie wymieniał członków biura politycznego, czyli swoich najbliższych współpracowników, zsyłając kolejne ekipy do obozów pracy. Kiedy przychodziła kolej na następną ekipę na przełomie 1952 i 1953 roku, to jej członkowie się zmówili i Beria, ówczesny szef NKWD, podsunął Stalinowi lekarkę, która go stopniowo podtruwała aż do skutku. Okazuje się, że nie da się nie wierzyć nikomu. Zawsze jednak trzeba komuś w życiu zawierzyć, bo inaczej można popaść w chorobę psychologiczną. Dlatego ludzie chorobliwie nieufni okazują się skrajnie naiwni wobec prawdziwych oszustów.

Wydaje się, że św. Benedykt bardzo dobrze rozstrzyga problem napięcia pomiędzy zaufaniem ludziom a własną odpowiedzialnością. W rozdziale 64. Reguły pisze on o opacie: „Niech wie, że ma raczej pomagać niż przewodzić” (RegBen 64,8). W tym krótkim zdaniu pojawiają się dwa kluczowe słowa, pomiędzy którymi ustanowiona jest opozycja: pomagać, a nie przewodzić. Po łacinie mamy odpowiednio: prodesse i præesse. Præesse znaczy dosłownie: zarządzać. Natomiast słowo prodesse oznacza: być pomocnym, być użytecznym, pomagać, służyć. Ta wypowiedź św. Benedykta harmonizuje z wypowiedzią Pana Jezusa z Ewangelii i wydaje się w zamyśle św. Benedykta jest jej konkretnym zastosowaniem:

Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. 43 Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. 44 A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. 45 Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu (Mk 10,42−45)

Czyli ten, który rządzi, powinien stać się niewolnikiem, sługą (diakonos – służący) wszystkich. Lider zatem ma służyć wszystkim, a nie być kimś, kto zarządza, włada, dając odczuć swoją władzę i wyższość. Inaczej mówiąc: lider powinien być człowiekiem, który dynamizuje cały zespół, a nie steruje nim według własnego pomysłu.

Wydaje się, że bardzo dobrą ilustracją zasady rządzenia we wspólnocie, czyli relacji lidera do pracowników, jest trzeci rozdział Reguły św. Benedykta. Na początku czytamy w nim:

1 Ilekroć trzeba w klasztorze podjąć jakąś ważną decyzję, niechaj opat zwoła całą wspólnotę i przedstawi jej, o co chodzi. 2 Wysłuchawszy opinii braci, niech ją sam rozważy, a następnie zrobi to, co uzna za bardziej wskazane. 3 Powiedzieliśmy zaś, że wszystkich należy wzywać na radę, gdyż Pan często właśnie komuś młodszemu objawia to, co jest lepsze (RegBen 3,1−3).

A na końcu tego rozdziału czytamy:

12 Jeśli zaś chodzi o jakieś mniej ważne sprawy klasztoru,  niech opat wzywa na radę jedynie starszych, 13 bo napisane jest: Nic nie czyń bez rady, a po uczynku nie będziesz żałował (Prz 31,3 Wlg; Syr 32,24 Wlg) (RegBen 3,12n).

Pierwszą najważniejszą sprawą dla opata/lidera, a jednocześnie jego charyzmatem, jest umiejętność zadania właściwego pytania. Jest to możliwe jedynie wtedy, gdy patrzy on strategicznie i globalnie. Tylko wtedy można problem postawić we właściwej perspektywie. Jak wiadomo, właściwe postawienie pytania jest połową odpowiedzi na nie. Niestety często u nas źle stawia się pytania, czyli źle podchodzi się do problemów. I tutaj najczęściej cała sprawa się rozsypuje. Klasyczny przykład mamy w przypadku różnych wywiadów robionych przez dziennikarzy. Są oni mistrzami w pokrętnym stawianiu pytań. Wygląda to często na bombardowanie ludzi głupimi pytaniami. Jest to żenujące, gdy np. zaprasza się do telewizji jakiegoś specjalistę czy artystę, a zadaje się mu pytania „ni z gruszki, ni z pietruszki” i to w ten sposób, żeby doprowadzić do słownego zażenowania. A szkoda, bo można by się od tych ludzi dowiedzieć bardzo ciekawych rzeczy.

Często mówi się, że „nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi”. Z tej tezy robi się wręcz swoisty dogmat. W oparciu o nią, wydaje się, działają dziennikarze. Ale prawda jest inna: istnieją głupie pytania, które powodują, że każda odpowiedź traci jakikolwiek sens. Pytanie jest kluczem do rozumienia, do właściwej komunikacji itd. Jeżeli ktoś tego nie wie, to powoduje duże zamieszanie, uniemożliwiając prawdziwy dialog. Lider powinien dobrze zdawać sobie sprawę z ważności  właściwego postawienia pytania, czyli właściwego podejścia do problemu. Taka zdolność jest pierwszą, niezmiernie ważną sprawą w jego działaniu.

Drugim ważnym zagadnieniem jest to, że opat po postawieniu pytania nie bierze udziału w dyskusji, nie polemizuje, ale jedynie skupia się w słuchaniu wypowiedzi wszystkich. Musi się nauczyć dystansu do zagadnienia, nie wiązać się z góry z jakimś stanowiskiem, perspektywą, interesem, ale z pewnej perspektywy patrzeć i rozważać wszystkie punkty widzenia. I dopiero na podstawie tego, co usłyszy, powinien podjąć właściwą decyzję. I to on ją podejmuje, a nie np. kolegium, nie powinna też być decyzja wynikiem głosowania. Zarówno kolegium, jak i głosowanie całej wspólnoty mogą być dla niego pomocnicze, jednak nie może się ze swoją odpowiedzialnością chować za te gremia, ale sam decyzję podejmować. Warunkiem dobrej decyzji jest wysłuchanie wszystkich, co św. Benedykt mocno podkreśla: „wszystkich należy wzywać na radę, gdyż Pan często właśnie komuś młodszemu objawia to, co jest lepsze”. Opat/lider powinien umieć odczytywać to, co jest wolą Bożą i ją wprowadzić w życie. Na tym polega jego drugi, chyba najważniejszy charyzmat. Opat słucha, aby usłyszeć, co pochodzi od Ducha Świętego. Ujmując to dla lidera w języku świeckim, trzeba powiedzieć, że powinien on słuchać, aby usłyszeć wszystkie racje, aby wybrać to, co jest najtrafniejsze, to, co da właściwą korzyść firmie, działalności, czyli to, co się sprawdzi w życiu, dając dobre wyniki pracy, dobrą atmosferę wśród załogi, nadzieję, optymizm, zapał itd. Dlatego zasadniczą sprawą jest otwarcie lidera na różne możliwości i na różnych ludzi z ich myślami. 

O. Włodzimierz Zatorski OSB

Autor

 

O. Włodzimierz Zatorski OSB - mnich z Opactwa Benedyktynów w Tyńcu. Urodzony w 1953 r. Do klasztoru wstąpił po ukończeniu fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1980 r. Uroczystą profesję złożył w 1984 r., a w 1987 r. został wyświęcony na kapłana. W latach 1991–2007 dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów TYNIEC. Był przeorem i magistrem nowicjatu. Obecnie szafarz klasztorny, opiekun oblatów i rekolekcjonista.

Dotychczas opublikował: Przebaczenie (1996), Kiedy mówimy „Ojcze nasz…” (1999), Usłyszeć słowo Boże (1999), Przewodniczka wiary (2001), Psalmy – szkoła mądrości (2004), Od bogów pogańskich do Boga żywego (2004) – wywiad z prof. Anną Świderkówną, Otworzyć serce (2005),Droga człowieka (2006), Milczeć, aby usłyszeć (2007), Pokora (2008), Kto pragnie szczęścia(2008), Tyniecka droga krzyżowa (2008), Dziesięciokrąg (2009), Rozważania liturgiczne na każdy dzień. T. 1: Adwent i okres Bożego Narodzenia (2009), T. 2a: Wielki Post (2010), T. 2b: Okres wielkanocny (2011), T. 3: Okres zwykły 1–11 (2010) , T. 4: Okres zwykły 12–23 (2010), T. 5: Okres zwykły 24–34 (2010), Acedia dziś (2010), Boże miłosierdzie (2011), Ład i pokój (2011), Osiem duchów zła (2012), Po owocach poznacie (2012), Prawda w życiu człowieka (2013),  Po obu stronach rzeki (2013),  Słowo wcielone (2014), Jesteśmy ludźmi i nie wiemy, kim jesteśmy (2015).

Wszystkie artykuły autora

Sieci społecznościowe

Tagi