Jaka jest twoja opowieść?

Kiedy mamy na rynku jakiś zamęt, zazwyczaj zaraz pojawia się wyjaśnienie. Media tłumaczą, że rynki idą w górę czy w dół, bo wydarzyło się coś dobrego albo złego. Uroczyście ogłaszają, dlaczego wahania są znaczne i co to oznacza dla tego czy owego. Ale gdyby bliżej się przyjrzeć tym wyjaśnieniom, żadne by się nie obroniło.

Często dotyczą one zjawisk obecnych od miesięcy czy lat, które, tym samym, nie mogą odpowiadać za to, co się akurat wydarzyło wczoraj.

Giełdy są już w pełni wycenione i to od dobrej chwili, zatem dlaczego wyceny miałyby nagle zacząć się liczyć po tym, gdy od jakiegoś czasu się nie liczyły? Rynek debiutów jest zbyt gorący? Zaraz, Rezerwa Federalna zamierza zakończyć poluzowanie ilościowe, o czym ostrzegała od dwóch lat? Nagle ma to kluczowe znaczenie?

Oczywiście, wszystkie te narracje mają jeden cel. Przydają znaczenia i znamion racjonalności działaniom irracjonalnym i zupełnie nieistotnym. Dzienne ruchy na rynku są formą szumu, dziełem przypadku. Ruchami Browna. Jeśli szukacie jasnego, prostego wyjaśnienia, dlaczego giełda zachowuje się tak, jak się zachowuje, popełniacie biznesowy błąd.

Biorąc to pod uwagę, z wielką przyjemnością przeczytałem nagłówek w The Wall StreetJournal, który niechcący uchyla rąbka prawdy: „Pogrom spółek technologicznych wprawia analityków w zakłopotanie".

Kilka rzeczy sprawia, że ten nagłówek jest takim wspaniałym ćwiczeniem na temat mimowolnego podawania prawdy. Sugeruje on, że kiedy indziej, gdy spółki też dostają łomot, analitycy znają tego przyczynę i dobrze ją rozumieją. Nieważne, że nie są w stanie przewidzieć, w jakim kierunku ruszą ich notowania i że wszystkie wyjaśnienia to racjonalizacja post factum. Natomiast tym razem - są zakłopotani.

Wyborne.

Oto prosty fakt, który większość z nas rozpaczliwie próbuje ignorować: przeważnie nie mamy pojęcia, co się dzieje. Nasze rozumienie obiektywnej rzeczywistości jest, w najlepszym razie, wątpliwe. A w najgorszym - nasze przekonania wynikają z całkowicie błędnego punktu widzenia, równie mylnego, co wygodnego. W gruncie rzeczy, komfort często bierze się stąd, że ukrywa się prawdę przed samym sobą.

Rozważcie to wyjaśnienie sztucznych konstruktów, wśród których żyje większość z nas: ludzie kreują szczęśliwą banieczkę złudzeń. Angażujemy wszystkie rodzaje naszych poznawczych ułomności. Nasza wybiórcza percepcja pozwala nam dostrzegać tylko to, co zgadza się naszymi wcześniejszymi przekonaniami. Nasza wybiórcza pamięć przechowuje tylko to, co potwierdza nasz punkt widzenia, a resztę odrzuca. Sami siebie postrzegamy jako młodszych, ładniejszych, szczuplejszych i z większa ilością włosów na głowie, niż przyznałby to obiektywny obserwator. Uniwersum, które budujemy, cechuje tylko przelotne podobieństwo do prawdziwego świata.

Czasami kurtyna się unosi i widzimy, że czarodziej nie jest niczym więcej, jak starszym panem, pokazującym kilka sztuczek. Przez chwilę rozumiemy, jak mało rozumiemy. Ponura prawda na temat zdolności poznawczych człowieka jest taka, że choćbyśmy nie wiem jak mało wiedzieli, rozumiemy jeszcze mniej.

Dlatego przypadkowa rewelacja, podana w nagłówku, jest taka wyjątkowa.

 

Na podst. What'sYour Stock Market Story?, Barry Ritholtz, Bloomberg

 

Sieci społecznościowe

Tagi