Jedyne, co powinno obchodzić inwestorów

Granica między zwracaniem wystarczającej uwagi na portfel swego funduszu, a poświęcaniem mu uwagi zbyt dużej, jest cienka. Inwestujący w PIMCO znaleźli się na niej, gdy Morningstar zmienił ocenę zarządu tego giganta obligacji, w związku z konfliktem Billa Grossa i Mohameda El-Eriana.

El-Erian, który był dyrektorem wykonawczym firmy i dzielił się z Grossem rolą dyrektora inwestycyjnego, w styczniu ogłosił, że odchodzi. Tydzień później, PIMCO zapowiedziała też inne zmiany na kierowniczych stanowiskach.

Z powodu tych wiadomości, inwestorzy zaczęli się zastanawiać, czy nie nadciągają kłopoty. Inwestorzy instytucjonalni zatrudniają analityków, którzy zajmują się takimi sprawami. Inwestorzy indywidualni mogą polegać jedynie na własnych ocenach albo opinii takich firm, jak Morningstar.

Niedawno, Morningstar obniżyła ocenę zarządu PIMCO z B do C. Obniżyła też rating sponsora (tzw. Parent Pillar, „rodzicielski filar”) funduszu – z „pozytywnego” na „neutralny”. Eric Jacobson, starszy analityk w Morningstar, powiedział, że degradacja wiązała się z „podwyższoną niepewnością w tej nowej erze po odejściu Mohameda El-Eriana”, a także z pytaniem, czy zmiany w kierownictwie „okażą się ostatecznie korzystne dla inwestorów”.

Dzień później, Morningstar potwierdziła, że flagowy fundusz Grossa, PIMCO Total Return, zachowa swój złoty rating.

„Nadal wierzymy w ich proces inwestycyjny” - tłumaczył Jacobson. „Dalej uważamy, że, na dłuższą metę, osiągają całkiem dobre wyniki. Wszystko to, przynajmniej na razie, przeważa nad obawami, które skłoniły nas do obniżenia Parent Pillar”.

Cała ta analiza jest solidna, ale raczej niepotrzebna. Ten, kto inwestuje w fundusz przechodzący takie zmiany, prawdopodobnie je przeczeka; ktoś z zewnątrz może się wstrzymać z inwestowaniem, dopóki sprawy się nie wyjaśnią.

Ale obniżenie ratingu funduszu (i to jeszcze w stopniu uzasadniającym sprzedaż), w wyniku zmian w firmie-matce? Coś takiego się nie zdarzy, dopóki taka sława, jak Gross, pozostaje na miejscu i wszyscy nadal uważają go za geniusza.

Jeśli ktoś chciał wycofać się z PIMCO Total Return, nie potrzebował całej tej szopki z Grossem i El-Erianem. W 2013 r. fundusz odnotowywał wyniki poniżej średniej, a przez ostatnie 12 miesięcy plasował się niemal na ostatnim miejscu w swojej kategorii.

Jednak pomimo tych trudności, nadal znajduje się w górnych 5% swojej grupy, jeśli chodzi o 10- i 15-letni horyzont czasowy.

„Ludzie nie szukają wymówki [aby pozbyć się PIMCO Total Return], chcą dalej trzymać się funduszu, bo wierzą w Billa Grossa, tak jak to robili przez lata” - komentuje konsultant Jeff Bobroff. „Jednocześnie, eksperci od oceny ryzyka i konsultanci potrzebują wymówki, aby uzasadnić to, co robią i dowieść wartości swoich usług. Dlatego przeprowadzili analizę i doszli do wniosków, do których większość ludzi i tak pewnie doszłaby samodzielnie”.

Nie znaczy to, że analiza jest błędna albo przesadzona. To znak ostrzegawczy dla tych, którzy wahają się między PIMCO, a konkurencją. Ale wyprzedawanie udziałów w związku z ostatnimi raportami byłoby już przekroczeniem cienkiej granicy między świadomym działaniem, a przesadnym reagowaniem na nagłówki.

„Nikt nie trzyma się funduszu, który odnotowuje marne wyniki, tylko dlatego, że ten ma dobry zarząd. Nikt też nie sprzedaje swoich najlepszych funduszy tylko dlatego, że w pokoju zarządu wydarzyło się coś, o czym mówi cała branża. I tak powinno być” - podsumowuje Bobroff.

Sieci społecznościowe

Tagi