Jesienią, jesienią… św. Hildegarda z Bingen

Jesienią, jesienią sady się rumienią…

Czerwone jabłuszka

Pomiędzy zielenią…

I choć w tym roku jesień nas nie rozpieszcza swą „pogodową złocistością”, to jednak te prześliczne barwy, choć w mniej słonecznej krasie, także cieszą nasze oczy, a owoce – też jak malowane – jak choćby z tego wiersza Marii Konopnickiej.  Dziś więc o jabłkach.

Nie wiem gdzie Wy kupujecie jabłka, ja niejednokrotnie mam dylemat, gdzie się w nie zaopatrzyć, gdy zabraknie tych od znajomych – niepryskanych… Najczęściej wtedy kupuję na bazarku bezpośrednio „od chłopa” wybierając już odruchowo i intuicyjnie takie mniejsze (małe mi jakoś bardziej smakują), często – „brzydkie” np. z kropkami i nie takie znów kształtne… Muszę przyznać, że jakoś „mam nosa” do jabłek i gdy któreś wybiorę to raczej zawsze mają swój smak, zapach. Te duże, kształtne, niemal wszystkie spod jednego stempla, które czasem spotykam w markecie, po prostu mnie odrzucają.  Zdarzyło mi się nawet, parę razy  – z braku laku – z dodatkiem takiego mutanta gotować habermus, ale to naprawdę było przykre doświadczenie i postponowanie tej szlachetnej strawy. Takie jabłka swoim smakiem psuję opinię całemu szlachetnemu rodowi tych owoców i uważam, że lepiej je omijać z daleka.  Zawsze powtarzam, że chociaż jabłka, marchew, buraki – warto brać z dobrego źródła, zadawszy sobie wcześniej trochę trudu, by takie znaleźć. Jabłka są jednymi z najbardziej pryskanych owoców (obok brzoskwiń, truskawek ) i nie ma co się oszukiwać – te „brzydkie” i od znajomego i zaufanego chłopa też są pryskane. Jeśli się nie opryska to najczęściej choroby je zjedzą, a nie ludzie,  no chyba, że ma się naprawdę mocne, takie „wychuchane” tzn. np. obkładane nawozem, swoje drzewko i w dodatku – daleko, daleko od innych sadów, w których się jabłonki opryskuje. Myślę, że problem chorób drzew owocowych można jakoś przyrównać do zagadnienia zmian flory bakteryjnej w ludzkim jelicie, jakie zaszły we współczesnych czasach, kiedy wszystko dezynfekujemy, a na każdy katar dajemy dziecku antybiotyk… Bakterie uodparniają się na kolejne medykamenty, trzeba tworzyć nowe, coraz silniejsze… Podobne zamieszanie wprowadziliśmy w zdrowie-chorobę innych organizmów żywych, niestety! Grzyby, atakujące drzewa owocowe, także potrafią się uodparniać i przystosowywać. Można jednak stosować opryski „kulturalnie” i z głową, a można pryskać ile się da, koncentrując się jedynie na wydajności drzew i wyglądzie owoców. Dlatego, jeśli  kupimy jabłka z niepewnego źródła, warto je „odtruć” na ile jesteśmy w stanie. Ja już dawno kupiłam ozonator i różne takie produkty pośledniej jakości po prostu ozonuję, jeżeli jednak go nie posiadamy, można stosować inne, domowe sposoby detoksykacji takich jabłek. Pierwszym etapem jest pozbywanie się bakterii (poprzez środowisko kwaśne – można więc użyć najzwyklejszego octu: mocząc 2-3 minuty owoce w roztworze z octem – ½ szklanki octu na litr wody), drugi etap jest wg mnie dużo ważniejszy – tu usuwamy pestycydy tworząc tym razem roztwór mocno zasadowy (czubata łyżka sody oczyszczonej kuchennej na litr wody, znów 2-3 minuty), potem oczywiście trzeba owoce dobrze wypłukać w zimnej lub letniej wodzie. Nikt z pewnością nie będzie wyczyniał takich cudów z jednym jabłkiem, dlatego warto „ogarnąć temat” raz w tygodniu np. w sobotę, gdy wrócimy z bazarku – aby zapewnić sobie i bliskim możliwie najzdrowsze owoce na cały tydzień.

Jeśli nie mamy czasu czy chęci na takie „zabawy” – lepiej obrać jabłko ze skórki, tracąc niestety przy tym największą ilość witamin.

Myślę, że te uwagi były istotne, ze względu na takie a nie inne realia, w których żyjąc, musimy sobie jakoś radzić.

A co pisała o jabłoni św. Hildegarda?

W „Psyhice” możemy przeczytać:

„Jabłoń jest ciepła i wilgotna, a jej wilgoć jest tak duża, że drzewo to wręcz by się rozpłynęło, gdyby nie było utrzymywane w jedności za sprawą ciepła.”

Cechy tej rośliny czynią ją pożyteczną dla człowieka nie tylko poprzez jej owoce. Święta pisze o leczniczych właściwościach liści, pączków a nawet ziemi, która otacza jabłonkę, podając dokładnie porę, w której należy sięgać po określony środek leczniczy (biorąc pod uwagę okres wegetacji rośliny). I tak np. możemy przeczytać:

„Kto odczuwa bóle głowy wskutek osłabienia wątroby lub śledziony albo pod wpływem złych soków w brzuchu lub żołądku, albo z powodu migreny, ten powinien wziąć pierwsze pędy (czyli pączki) jabłoni, włożyć je do oliwy z oliwek, po czym rozgrzać na słońcu w małym naczyniu. A gdy będzie na noc szedł spać, powinien natrzeć sobie tą oliwą głowę. Niech czyni tak często…”

Zaś jabłko, według św. Hildegardy, należy do tej grupy produktów, które można jeść także na surowo.

 

http://www.hildegarda.edu.pl/jesienia-jesienia/

Sieci społecznościowe

Tagi