Jeśli chodzi o nierówność, konsumpcja ma znaczenie

Najsłynniejsza praca na temat nierówności skupia się na dystrybucji wynagrodzeń, zysków czy dochodu podlegającego opodatkowaniu, natomiast nie omawia się w niej konsumpcji. Tymczasem znalazłoby się parę powodów, dla których konsumpcja to kluczowe narzędzie pomiaru nierówności i dobrobytu.

Odzwierciedla ona typowy dochód, przez co jest bardziej stałym wskaźnikiem, niż pomiar dochodów, gdzie mamy często wahania z roku na rok. Ta „stałość" wynika stąd, że ludzie starają się „wyrównywać" swoją konsumpcję, oszczędzając lub zaciągając drobne pożyczki. Ponadto, ok. 80% osób po 65 roku życia ma własny dom i może ograniczyć związane z nim wydatki do minimum, co nie jest uwzględniane przy mierzeniu dochodów, podobnie jak nie bierze się pod uwagę różnic w dostępie do kredytów, ani zmian w cenach takich aktywów, jak domy czy akcje.
Pomiar nierówności poprzez badanie dochodów nie uwzględnia też podatków i transferów bogactwa, które przecież silnie na nierówność oddziałują. Dochód najbiedniejszych jest niedoszacowany, częściowo z powodu nieuwzględniania wielu niegotówkowych transferów od państwa.
Pomiar konsumpcji też nie jest bezproblemowy, niemniej wiele przypisywanych mu wad jest wyolbrzymianych lub nieprawdziwych. I przynajmniej w przypadku najbiedniejszych, konsumpcja jest badana dokładniej, niż dochody.
W badaniu ankietowym wydatków konsumpcyjnych dokładność wyników zależy od tego, jaki rodzaj konsumpcji mierzymy. Np. bardzo precyzyjne są dane na temat wydatków na czynsz, media (woda, prąd, gaz itp.), artykuły spożywcze i benzynę. Co nie dziwi, ludzie są mniej dokładni, informując o wydatkach na alkohol, ubrania czy meble.
Razem z Jamesem Sullivanem z Notre Dame wykorzystujemy dane na temat tej dokładnie raportowanej konsumpcji całkowitej. Obejmują one większość „niemedycznych" wydatków, a generalne zmiany cen są tu niewielkie.
Jeśli to konsumpcję uznamy za miernik dobrobytu, nadal pozostaje pytanie, czy przez ostatnie 50 lat nierówność się zmieniała. Dochody świadczą o tym, że od lat 70. poszerzała się, nawet jeśli uwzględnić dochód niegotówkowy. Gdy jednak mierzymy konsumpcję, sytuacja wygląda zupełnie inaczej: nierówność konsumpcji rosła o wiele wolniej, niż nierówność dochodów. A w ostatnich latach kierunek zmian nawet się odwrócił.
Od 2006 r. stosunek 90 percentyla do 10. pokazuje rosnącą nierówność, gdy bada się przychody, a malejącą, kiedy mierzymy konsumpcję. Nie jest jasne, co powoduje tę różnicę, ale trochę to mogą wyjaśnić zmiany w wartości domów i aktywów finansowych. Co więcej, gdy patrzymy przez pryzmat konsumpcji, mniejszy jest bezwzględny poziom nierówności. Podobne zjawisko widać, gdy porównujemy 50 percentyl z 10. czy 90. z 50. 
Często pada pytanie, czy ludzie nie konsumują ponad miarę. Jest ono w dużym stopniu bezzasadne. Pomiar konsumpcji pokazuje, niezależnie od innych czynników, czy ludzie jeżdżą samochodami i jedzą normalne posiłki, podobnie jak odnotowuje cięcia w wydatkach. Kryzys i recesja zmusiły wielu do dostosowania swej konsumpcji do zmian w dochodach i w wartości posiadanych aktywów – być może o to jest lepiej pytać, gdy zastanawiamy się, jak ludzie wydają pieniądze. 
Jedno z tych pytań brzmi: czy bilans finansowy społeczeństwa jest gorszy, niż w przeszłości? Nasze badanie daje odpowiedź: dziś dolne 20% populacji ma mało aktywów lub długów. Środkowe 20% odnotowało wzrost zadłużenia ale jego poziom jest dużo niższy, niż był. W dodatku, wartość majątku netto tego kwantyla także jest wyższa, niż była (nie licząc okresu bańki mieszkaniowej). 
Bilans zatem się nie pogorszył
Widać różnice między nierównością w przychodach i w konsumpcji. Ich powód jest niejasny, choć częściowym wytłumaczeniem mogą być zmiany demograficzne. Jeszcze większą rolę mogły odegrać zmiany cen aktywów finansowych, zwłaszcza w ostatnich latach. 
Nierówność jest dzisiaj jedną z najważniejszych kwestii. Nasze badanie pokazuje, że gdy ujmujemy ją bardziej holistycznie, a miary są lepiej przeanalizowane, nierówność ma o wiele więcej aspektów, niż się zwykle uważa. Choć nierówność dochodów mocno wzrosła w ostatnich 50 latach, tylko częściowo wpłynęło to na nierówność konsumpcji – co powinno dać politykom do myślenia.

 


Na podst. When It Comes to Inequality, Consumption Is What Matters, Bruce Meyer

Sieci społecznościowe

Tagi