Jeśli nie możesz być opoką, bądź kostką domina

Majok Thiik Madut uciekł przed sudańską wojną domową, ustrzegł się kul rebeliantów, przekroczył rwące rzeki pełne krokodyli, przetrwał wśród lwów i hien, przemierzył wiele mil po rozgrzanym piasku pustyni w palącym słońcu, żeby poczuć się bezpiecznie w Ameryce – i zmarł na przystanku autobusowym w Cleveland w stanie Ohio. On i pozostali Zagubieni Chłopcy z Sudanu uciekli z ojczyzny w niemal biblijny sposób, osieroceni, bezdomni, nie mając nic oprócz siebie nawzajem. Razem przetrwali całe lata w obozach dla uchodźców w Kenii, bez rodziny, bez domu, do którego mogliby wrócić. Zagubieni Chłopcy nie pamiętali już, ilu ludzi umarło na ich oczach. Stracili z oczu swoje rodziny, bo wszyscy uciekali w popłochu. Nie wiedzieli, dlaczego ani w jaki sposób sami przeżyli, skoro tylu innym się nie udało. Niemal trzydziestu Zagubionych Chłopców przyjechało do Cleveland, żeby spełnił się ich amerykański sen. Trafili tu dzięki programowi relokacji, realizowanemu przez Departament Stanu w 2001 roku. Kiedy wylądowali na miejscu, wszędzie wokół siebie zobaczyli biel. „Jakie dziwne zboże”, pomyślał jeden Zagubiony Chłopiec, a potem zanurzył w nim dłonie, a biel się rozpuściła. Nigdy dotąd nie widzieli śniegu. Specjalista do spraw adaptacji środowiskowej znalazł Zagubionym Chłopcom tanie mieszkania i kiepską pracę, a potem pozostawił ich samym sobie. Nie mieli nikogo, kto pomógłby im zrozumieć ten nowy świat. Wzięli lodówkę za szafę. Jeden z nich sądził, że winda to jego pokój. Uczyli się angielskiego, słuchając rozmów ludzi i powtarzając ich słowa. Zdali się na pomoc garstki nieznajomych. Niektórzy znaleźli wolontariuszy, którzy podwozili ich do pracy, uczyli obsługi komputera, pomogli skończyć szkołę średnią. Ale większość z tych chłopców pozostała zagubiona, dopóki jeden z nich nie zginął. Dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem w 2006 roku Majok Madut został śmiertelnie postrzelony, kiedy czekał na autobus. Miał dwadzieścia sześć lat, ale nadal zachowywał się jak chłopiec. Pod choinkę chciał dostać ciasteczka. Na pogrzebie Zagubieni Chłopcy mieli na sobie workowate garnitury, które marszczyły się na pożyczonych eleganckich lakierkach, gdy powłócząc nogami, szli obok srebrnej trumny. Pomogli księdzu rozpostrzeć na niej białą płachtę, a potem powoli i delikatnie wygładzili materiał, jakby to było prześcieradło, na którym Majok ułoży się do snu. Ci wysocy, szczupli mężczyźni o wyrazistych rysach powstrzymywali łzy. Wielebny Bob Begin poprosił o wybaczenie tego, co nie udało się ich społeczności.

– Nie stworzyliśmy dla was bezpieczniejszego miasta – powiedział Zagubionym Chłopcom. –

Błagamy, żebyście nas nie opuszczali. Błagamy, zostańcie. Bracia Majoka zaśpiewali mu do snu. Śpiewali wolno, z głębi duszy, a ich głosy wznosiły się i opadały jak jedna fala, jak modlitwa mnichów. Później wierni odśpiewali pieśń Nie lękaj się. Tego dnia jej słowa nabrały dużo większego znaczenia:

„Będziesz szedł jałową pustynią, lecz nie umrzesz z pragnienia, będziesz szedł daleko i bezpiecznie, choć nie będziesz drogi znał…”.

Na Cmentarzu Kalwaryjskim złożyli go w amerykańskiej ziemi, w miejscu, które nie było mu jeszcze domem. Zaśpiewali w języku dinka: Wracasz do miejsca, z którego przyszedłeś . Modlili się o to, by Bóg zabrał tam Majoka. Po pogrzebie przyszli na lunch do sali parafialnej z twarzami mokrymi od łez. Inni żałobnicy zastanawiali się, co teraz zrobić. Jak pomóc pozostałym Zagubionym Chłopcom? Sudańczycy powiedzieli mi, że chcieliby mieć ambitną pracę, w której zarobią na czynsz oraz czesne na studiach.

– Ciężko pracujemy – powiedział Akol Madut. – Nie mam matki. Nie mam ojca. Praca to mój

ojciec. To moja matka.

Amiol Arop się bał.

– Jeśli ktoś pokaże nam drogę, damy sobie radę – zapewnił mnie. – Mamy potrzebne kwalifikacje. Jest nam ciężko. Martwimy się, jak sobie tu poradzimy.

Od Aleu Athuaia usłyszałam:

– Jesteśmy zdezorientowani. Nie wiemy, co robić.

Niedługo po śmierci Majoka dziwne przeczucie, że dzięki niemu stanie się coś dobrego, ogarnęło pewną katolicką zakonnicę, która próbowała pomóc chłopcom. Mary Frances Harrington, józefitka, powiedziała im, że otrzymają od Majoka wspaniały dar. W jakiś sposób potrafiła dostrzec świętość w tej potworności. Zakonnica trzymała się tej iskierki nadziei. Z czasem setki wolontariuszy rozdmuchały ją w płomień. Los Zagubionych Chłopców odmienił się, kiedy nauczyciel historii w szkole średniej połączył siły z siostrą Mary – postanowili stać się dla nich opoką. Miesiąc po śmierci Majoka historyk z liceum imienia św. Ignacego, Tim Evans, zaprosił na zebranie wszystkich, którzy chcieli pomóc. Przyszło ponad sto pięćdziesiąt osób. Mężczyźni w garniturach. Nastolatki w sportowych bluzach. Matki z dziećmi na rękach. Małe dziewczynki uczesane w kucyki. Starsze siostry zakonne z pobożnymi uśmiechami. Ludzie ze wszystkich ścieżek życia zgromadzili się w bibliotece, w której Tim koordynuje programy na rzecz sprawiedliwości społecznej; w której obowiązuje motto jezuitów „Na Większą Chwałę Bożą”; w której dzieci uczą się „być człowiekiem dla innych”. Tim nie zaprosił na spotkanie Zagubionych Chłopców. Obawiał się, że stracą nadzieję, jeśli ludzie przyjdą, a potem nic nie zrobią.

– To nasz czas. To ich czas – oświadczył tłumowi przybyłych. – Pracujmy wspólnie dla dobra tych chłopaków.

Potężny policjant z Cleveland uścisnął drobną dłoń zakonnicy. Chciał nauczyć Zagubionych Chłopców, jak radzić sobie w dużym mieście, chciał wytłumaczyć im, jakie zasady panują w Stanach. Agentka nieruchomości proponowała, by przebudować budynek, w którym mogliby zamieszkać. Prawnik zaoferował, że pomoże w kwestiach prawnych. Niektórzy postanowili zostać opoką, inni – kostką domina. Jedni pomagali bardziej, drudzy mniej. Wokół chłopców powstała cała społeczność. Setki osób przychodziło na składkowe obiady, wieczory gier i spotkania. Armia wolontariuszy pomogła chłopcom napisać CV i listy motywacyjne, a potem woziła ich na rozmowy kwalifikacyjne. Instruktorzy i nauczyciele uczyli ich prowadzić samochód, obsługiwać komputer, mówić po angielsku. Znaleźli chłopcom pracę i mieszkania i zebrali 93 tysiące dolarów, żeby pomóc im pokryć czesne, koszty uzyskania obywatelstwa oraz codzienne wydatki. Wywołało to efekt domina. Firma Dimple Dough Inc. stworzyła dla nich stronę internetową.. Whole Foods zatrudniła dwunastu z nich. Liceum imienia św. Ignacego zapewniło doradców i wolontariuszy. Zagubieni Chłopcy zostali obywatelami Stanów Zjednoczonych. Skończyli studia i podjęli pracę. Znaleźli żony i założyli rodziny. Parafianie któregoś z kościołów zebrali pieniądze, żeby sprowadzić matkę jednego z Zagubionych Chłopców do Ameryki. Kiedy rząd odmówił wydania jej dokumentów podróżnych, kościół pomógł jej wyjechać z Sudanu do Kenii, skąd mogła zadzwonić do swojego syna, Davida. Pierwszy raz od dwudziestu lat usłyszał jej głos. Amiol Arop zapisał się do miejscowej szkoły pomaturalnej, żeby zostać nauczycielem matematyki.

– Zostanę tu – powiedział. – Czuję się tu jak w domu. To dobre miasto.

Malong Mabior uzyskał dyplom ukończenia szkoły średniej i poszedł do szkoły pomaturalnej na kurs księgowości. Stworzył projekt o nazwie Isaac’s Wells (Studnie Izaaka) , żeby mieszkańcy Sudanu nie musieli chodzić wiele mil po wodę pitną. Peter Dek został pilotem, by móc pracować dla Agencji Narodów Zjednoczonych dla Pomocy Uchodźcom i ratować innych uchodźców. Akol Madut wydał książkę o swoim życiu pod tytułem Sleeping with the Sun in His Eyes: A Lost Boy at Home in the World („Śpiąc w pełnym słońcu. Zagubiony chłopiec, dla którego domem był cały świat”). Z czasem ci mężczyźni stali się opoką dla innych, wysyłając w świat iskierki nadziei. Kamień na grobie Majoka podsumowuje historię jego krótkiego życia. Napis na płycie nagrobnej miały kończyć słowa „Zagubiony Chłopiec Sudanu”, ale chłopcy wiedzieli, że Majok nie jest już zagubiony, tak samo jak oni. Nalegali, żeby dodać jeszcze jeden wers. Teraz napis brzmi tak: Ukochany syn i brat Majok Thiik Madut Zagubiony Chłopiec Sudanu Odnaleziony przez Boga.

 

Źródło: Regina Brett Jesteś cudem

Sieci społecznościowe

Tagi