Jesteśmy uzależnieni od porad. Dlaczego więc z nich nie korzystamy?

Sąsiad poradził mi, żebym zapisał wszystkie płyty z muzyką na serwerze, zainstalował bezprzewodowe głośniki i posprzątał bałagan. Powiedziałem: dzięki za radę, to świetny pomysł. Ale nie zamierzam go posłuchać.

Żona mówi, że joga pomoże na mój ból kręgosłupa. Ma rację, ale ja nigdy nie pójdę na jogę. Słyszę, że w moim wieku warto wykupić dożywotnią rentę. Zapewne stały strumień dochodów miałby więcej sensu, niż portfel zmiennych akcji, ale ja nie zamierzam wykupić renty.

Nie mogę sobie przypomnieć, kiedy ostatnio skorzystałem z cudzej rady. Musiało to być bardzo dawno temu. Być może, gdy jako dzieciak jeździłem nocą autostopem i pewien kierowca ciężarówki mi to odradził.

Pamiętam tylko dobre rady, które zignorowałem: nie porzucaj wspaniałej pracy i nie pisz do prawicowych gazet. Nie skorzystałem z żadnej. Dlaczego? Z powodu samej natury porad.

Alan Goldberg, psycholog z Filadelfii, tak to wyjaśnia: „Kiedy ktoś mówi, że powinieneś coś zrobić, w podtekście stwierdza, że jesteś idiotą, skoro jeszcze tego nie zrobiłeś. Nikt nie skorzysta z porady w takich warunkach”.

Wielu ludzi woli, by uznano ich za idiotów, niż zrobić coś, czego nie chcą. Jeśli ktoś sugeruje, byś podjął wysoko płatną pracę w Morgan Stanley, a ty, tak naprawdę, chcesz zorganizować chłopską rewoltę na Jukatanie, rada jest bezużyteczna. Sukces oparty na cudzych przemyśleniach, a nie na własnych, jest porażką.

Amerykanie są uzależnieni od porad. Wierzą, że ktoś rozwiąże wszystkie ich problemy. Media pełne są porad na temat zdrowia, finansów, wychowania dzieci, diety. Nie pal. Nie pisz sms-ów, gdy prowadzisz. Nie dopuść, aby twój nastoletni syn zamknął się w swoim pokoju na kolejną dekadę. Ćwicz 30 minut dziennie. Nigdy nie kupuj akcji od mężczyzn w butach ze skóry strusia. Dlaczego więc tak wielu z nas jest nieszczęśliwych, tylu zbankrutowało, ma nadwagę, pali, a nasze dzieci to analfabeci?

Większa część internetu to praktyczne porady na każdy temat (i darmowe porno). Jego pionierzy głosili, że ludzie, mając dostęp do tylu informacji, będą podejmować właściwe decyzje. Nic z tego.

„Skoro książki o dietach są dobre, dlaczego co roku pojawia się 8 nowych?”, pyta pewien czytelnik magazynów. Właśnie się dowiedział, że 50% osób kupujących pisma o fitness nigdy nie ćwiczy. To jak z zakupem stroju do treningu: robimy krok w dobrym kierunku. Szukanie porad też jest takim krokiem. Niestety, zwykle kończy się na tym pierwszym kroku, a postępujemy dokładnie odwrotnie, niż nam radzą.

Większość z nas nienawidzi być proszona o radę. Jeśli rzecz dotyczy podjęcia pracy lub poślubienia socjopaty, a coś pójdzie nie tak, wina spadnie na nas. Ponieważ dobrze wychowałem dzieci i odniosłem sukces, często pytają mnie o radę. Proszę bardzo – ale rzadko kto z tego korzysta. Oczywiście, nie każda rada jest równie użyteczna. Bez strategii realizacji jest do niczego, tylko irytuje. To tak, jakby powtarzać otyłym, że muszą schudnąć. I tak to wiedzą.

Szukanie porad, których nie mamy zamiaru posłuchać, to uświęcona tradycja Amerykanów, obowiązkowe ćwiczenie, zanim staniemy do głównej konkurencji: zrobić coś niewiarygodnie głupiego. Już postanowiliśmy zrobić coś autodestrukcyjnego, ale chcemy czuć się z tym dobrze: uspokajamy sumienie, zabiegając o cudzą opinię. Nigdy nie bierzemy jej na serio. Stwarzamy pozory wyboru spośród kilku opcji.

Na pewnym poziomie ludzie wiedzą, że rada jest bezużyteczna, jeśli nie pochodzi z McKinsey’a czy od Warrena Buffetta. Pewien socjolog zasugerował, że wiele osób pyta o radę, ponieważ „to jedyny sposób na pozostanie w kręgu społecznym, podtrzymywanie rozmów”.

Moja córka Bridget, która robi doktorat z neurologii, zauważa, że prośba o radę jest sposobem na kontakty z innymi i jednocześnie pozwala odkładać trudne decyzje. Jest też sposobem na rozłożenie odpowiedzialności. Jeśli coś pójdzie źle, możesz zrzucić winę na innych.

Podobny wniosek wysnuli Nigel Harvey i Ilan Fischer. W swym artykule „Korzystanie z porad: przyjmowanie pomocy, poprawa osądu i współodpowiedzialność”, który ukazał się w Human Organizational Behavior, piszą, że im trudniejsza decyzja, tym bardziej ludzie szukają porady, by podzielić się z kimś odpowiedzialnością.

Dobra rada nie jest skarbem na wieki. Jeśli dasz komuś fantastyczną radę, która odmieni jego życie, wcześniej, czy później, ta osoba wróci, by cię ukarać. Nadejdzie dzień, gdy twój przyjaciel nie tylko zaprzeczy, że udzieliłeś mu tej rady, ale będzie rozgłaszać, że podpowiadałeś mu coś odwrotnego. To z zazdrości. Kto nie chce dowieść, że sam podejmuje najmądrzejsze decyzje?

Ja taki nie jestem. 33 lata temu, gdy byłem bankrutem, redaktor Kwartalnika Kansas powiedział, bym przestał wysyłać moje satyryczne opowiadania do pism literackich i zaczął wysyłać je do prasy ogólnokrajowej. Zrobiłem tak. Ta porada zmieniła moje życie. Nie znam nazwiska redaktora, który mi jej udzielił, nigdy mu nie podziękowałem. Na swoją obronę mam tylko to, że on moje opowiadania odrzucił.

 

Na podst. A Word of Advice ... on Advice, Joe Queenan, The Wall Street Journal

Sieci społecznościowe

Tagi